Fantastyka · 12 min czytania
"Non aperias" cz. 3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Środek nocy I znów znajdujemy się na urokliwym cmentarzu. Powiedzielibyśmy, że ptaki śpiewają i wiatr wesoło gwiżdże, ale Wiemy z reguły, że byś w to nie uwierzył. Zwłaszcza, że jest środek nocy, a pan Lead zmrożony trwogą zdaje sobie sprawę, że po raz kolejny dał d… nawalił. Ciało zniknęło. W każdym razie grób był rozkopany, a świeży nieboszczyk najwyraźniej zwiał. Pan Lead rozejrzał się w nadziei, że okolica podsunie mu rozwiązanie i o dziwo tak też się stało. O najbliższe drzewo stał oparty wysoki i chudy mężczyzna i najwyraźniej przyglądał się poczynaniom pana Laed’a. Cień drzewa zasłaniał mu twarz, więc wydawał się jeszcze bardziej złowieszczy niż był w rzeczywistości. Domyślamy się, że uśmiechał się drwiąco. Postacie w cieniu (zwłaszcza w nocy) przeważnie uśmiechają się drwiąco, jeżeli już postanowią się uśmiechnąć. Lead postanowił przezornie nie ruszać się z miejsca i obserwować niewyraźną postać, gdy ta nareszcie się odezwała: - Co tu robisz? – zdecydowanie był to męski głos. Pytanie zostało zadane w sposób, który wskazuje, że osoba pytająca doskonale zna odpowiedź. I pan Lead o tym wiedział. - Kim jesteś? - Jeszcze mnie nie poznałeś? Właściwie się nie dziwię – wzruszył ramionami – Matka Ziemia trochę mnie odmieniła, zwłaszcza chodzi tu o ubranie. Jak mogłeś mnie zostawić w grobie tego mordercy? Domyślasz się kto to jest? Tak, tak a teraz się zamknij i słuchaj dalej tej ciekawej wymiany zdań. - Niemożliwe… - A jednak, Anthon. Zabiłeś mnie. I z jakiego powodu? Bo kupa oddychającego cielska ci kazała. Mężczyzna wyłonił się z cienia i jasne światło księżyca rozświetliło jego twarz. - Spójrz jaką dziurę zrobiłeś mi w czole. Zmieści się tam nawet palec – na dowód tego włożył palec wskazujący do dziury po kuli. Pan Lead vel Anthon powstrzymał odruch wymiotny, wyciągnął pistolet i wycelował. - Wybacz, Mark – kula utknęła w sercu. Mark spojrzał znudzony na swoją klatkę piersiową, i uśmiechnąwszy się pogmerał w niej tym razem kciukiem. - To nie działa, Anthon. Zobacz, nawet krew nie leci. - Bo po śmierci krew przestaje płynąć… - wymamrotał nim zemdlał. Mark westchnął głośno i wziął swojego brata za rękę by przenieść, a raczej przeciągnąć go do najbliższego odkopanego grobu. I tutaj akcja się zaostrza, ponieważ Domyślamy się co chce zrobić Mark choć nie Jesteśmy tego do końca pewni. Emocje są większe niż przy oglądaniu „Antygony”- pokręconej córki swojego brata-ojca. Gdybyś Nas teraz widział prawdopodobnie stwierdziłbyś z niemałym zdziwieniem, że klaszczemy w uciesze dłońmi. Których nawiasem nie Posiadamy.
Świt Lead obudził się z silnym bólem głowy, odkrywając, że znajduje się w jakimś drewnianym pudle, a jego współlokatorem jest robak wielkości sikorki. Niezwykle szybko odkrył, że potoczna nazwą „drewnianego pudła” jest „trumna”. Zapowietrzył się i zaczął przeraźliwie krzyczeć. Oj, oj tak panowie od mokrej roboty nie powinni robić. Z rytmu wybiło go dopiero głośne walenie w nowe wieko. - Przestań wrzeszczeć, jeszcze nawet cię nie zakopałem – odezwał się stłumiony głos - A tak chciałem, żebyś wykonał ten numer z „kill bill’a”. - Mark, błagam dogadajmy się. Mam… mam pieniądze. Dużo pieniędzy. Powiedz ile chcesz , a za dwadzieścia minut będą na twoim koncie. Tylko mnie wypuść! - Jak myślisz, ile warte jest moje życie? Dasz rade je odkupić? Och, spójrz zaczyna świtać! A tak, wybacz, ty już nie zobaczysz wschodu słońca – Podejrzewamy, że Mark czerpał niezdrową radość z torturowania swojego brata – Pamiętasz jak wygląda wschód? Ja za to pamiętam jak włamaliśmy się do sklepu łysego Joe i wykradliśmy zapas całej szkockiej, a później raczyliśmy się nią na tle wschodzącego słońca. Była okropna, ale nas to nie obchodziło. Najważniejsze była satysfakcja, że nie dość, iż ukradliśmy alkohol, to jeszcze w wieku trzynastu lat obaliliśmy dwa litry na raz. Resztę schowaliśmy pod krzakiem dzikiej róży i mieliśmy wrócić tam następnego wieczoru, ale okazało się, że okoliczni menele znaleźli nasze zapasy i wysuszyli jeszcze nim się ściemniło. To były czasy… W czasie opowieści Anthon chlipał cicho ze strachu i marzył tylko o jednym. By zabić Marka jeszcze raz, tym razem skutecznie. Wymacał nóż myśliwski przytwierdzony do paska i zastanawiał się co z nim zrobić. Podciąć sobie żyły, czy nastraszyć Marka i zacząć dziurawić wieko. Pomacał surowe drewno i z zadowoleniem stwierdził, że jest to dość cienkie drewno z drzewa cyprysowego. Zastanawiał się skąd Mark wziął nieobrobioną pokrywę i postanowił, że zapyta go o to tuż przedtem, jak odetnie mu głowę. Wbił nóż pomiędzy trumnę, a wieko próbując sposobu z podważaniem. Naparł całym ciałem na drewno, jedną ręką wciąż podważając i po chwili pokrywa trumny podskoczyła. Anthon wygramolił się i z szaleństwem w oczach spojrzał na zdezorientowanego Marka. Rzucił się w stronę martwego mężczyzny, a ten w ostatnim momencie rozpoczął operację „ucieczka”. I w ten sposób dwóch dorosłych facetów (jeden z nich był już nawet nieżywy) goniło się po cmentarzu, mając głęboko w poważaniu szacunek do świętości tego miejsca. - Zabiję cię ty sku… - Lead wymachiwał nożem na oślep. - To już zdążyłeś zrobić. Chcę godnego pochówku i jako moja jedyna rodzina twoim obowiązkiem jest tego dopilnować! Cały mój majątek zapisuję siostrzenicom. Zalicza się do tego moja szczoteczka do zębów i śpiwór jeszcze z czasów liceum – zasapał się - Uff… niby martwy, ale właśnie dostałem kolki… Do dupy taka zabawa, znudziłem się. Zahamował gwałtownie i schylił się przed ciosem. Ostrze zahaczyło o jego gardło, lecz Mark złapał brata za nadgarstek, jakby tego nie zauważył. Wykręcił mu…