Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 7 min czytania

"Non aperias" cz. 5

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ranek. Jack dopijał właśnie swojego dziewiątego drinka. Ależ on doskonale wiedział, że ranek nie jest czasem na picie, ale miał to w dupie. Owszem, dokładnie tam. Jack bardzo lubił drinki o poranku i przeklinanie. Choć on nazywał to bezpośredniością. Barman postawił przed nim nową porcję orzeszków. - Może na dziś koniec co, Jack? Dam ci jakieś śniadanie, kanapkę albo coś w tym rodzaju. - A może byś się tak odpier… Dziękuję ci, Norman – uspokoił się – Ale wrócę do domu. Za godzinę mam odcinek „Przyjaciół”, a później z moimi kumplami idziemy na wrotki, następnie ja z moją dziewczyną spędzimy romantyczny wieczór. Norman potarł skronie palcami. - No jasne! Zapomniałem. Nie mam przyjaciół, a moja ostatnia dziewczyna odeszła ode mnie - spojrzał na zegarek – dokładnie trzynaście godzin i siedemnaście minut temu, więc jakbyś mógł… Nalej tego pieprzonego drinka i daj mi święty spokój! - Ale Jack, my zaraz zamykamy. To bar nocny, pamiętasz? Jack naprawdę miał tego dosyć. Jego jedynym marzeniem, na chwilę obecną, było zalanie się w trupa. Starał się o to już jakieś pięć godzin i jak na razie czuł się trzeźwy, niczym nowo narodzone dziecko. Bardzo mu się to nie podobało. Możliwe, że zastanawiałby się nad tym dłużej, gdyby nie to, że Norman wciąż stał obok niego ze zniecierpliwioną miną, a ochroniarz przyglądał mu się badawczo. Westchnął ciężko nad swoim życiem i sięgnął po kapelusz. A właśnie. Musisz wiedzieć, że Jack jest wielkim fanem westernów i nosi się jak jego bohaterowie. To był jeden z głównych powodów rzucenia go przez dziewczynę. Miała serdecznie dość stukania jego obcasów, gdy ona popylała w adidasach, a te wiecznie brudne i przetłuszczone włosy doprowadzały ją do szewskiej pasji. Wstał z głośnym stęknięciem z krzesła i wyszedł z baru wprost na mroźne powietrze poranka. Jego długi płaszcz postanowił żyć własnym życiem i łopotał głośno na wietrze. Skierował kroki do domu, szkoda tylko, że tam nie doszedł. Po coś w końcu Wspomnieliśmy o jego postaci prawda? Przy przechodzeniu przez jezdnię nie pomyślał by rozejrzeć się za przejeżdżającymi samochodami. Po dziewięciu drinkach nawet świnia czuje się jak superman. Pewne czarne bmw wjechało w niego i wyrzuciło w górę na dwa metry. Prawdopodobnie nic by się nie stało, gdyby tylko jezdnia wykonana była z miękkiego tworzywa, ale z autopsji wiesz, że tak nie jest. Jack uderzył z głuchym odgłosem o asfalt. Po sekundzie, która wydawała mu się godziną, jakiś mężczyzna w garniturze podbiegł do niego. - Czy wszystko w porządku? Nie jechałem aż tak szybko! Halo, czy pan mnie słyszy? - Nie ma takiego numeru… - jęknął ciężko Jack – Koleś, odsuń ode mnie swoją twarz, nie jest zbyt atrakcyjna… Pomóż mi wstać. Z pomocą pana Steel’a (tak, dokładnie to on) dźwignął się na nogi. Podniósł ręce do góry, przeciągając się, poruszał szyją do przodu i na boki, po czym spojrzał z uśmiechem na zszokowanego mężczyznę. - Żyjesz? – zapytał – Mam nadzieję, że twoja bryka nie ucierpiała, jestem dość ciężki. Poprawił płaszcz i jak gdyby nigdy nic ruszył przed siebie. - Poczekaj!…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
"Non aperias" cz. 5 — czytnik · opowiadania