Inne · 5 min czytania
nonsens story
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Marian? - Co? Znad blatu ciemnobrązowego biurka uniosła się zaspana twarz dopiero co wyrwanego ze snu kierownika Mariana Byczka. - Przepraszam, nie chciałem cię budzić – stwierdził usprawiedliwiająco Węgrowski. Drżącą ręką podrapał się po przerzedzonej czuprynie. Nerwowym ruchem przygładził włosy i schował ręce do kieszeni rozciągniętych spodni swojego starego, granatowego garnituru. - Daj spokój… W końcu jakby nie było jesteśmy w pracy… - odparł kierownik Byczek. - No tak. Masz rację. - O co chodzi? Czy coś się stało? Węgrowski zamruczał coś pod nosem, lecz po chwili zmienił najwidoczniej koncepcję wypowiedzi. Zająknął się, po czym głęboko westchnął. Ponownie przygładził włosy na głowie. - No mów… - Kiedy nie bardzo wiem jak… Widzisz… Byczek ziewnął. Przeciągnął się na biurowym fotelu, aż po gabinecie rozszedł się trzask zastygłych stawów. - B. nie żyje… Kierownik zastygł z ramionami wyciągniętymi daleko za głową. Jego oczy powiększyły w zdziwieniu i zajęły prawie połowę powierzchni twarzy. - Jak to? Na pewno? To znaczy… Kiedy? - Wczoraj wieczorem… - Aha. No tak… - Co? - Chciałem powiedzieć: „o rany”… Mężczyźni umilkli. Węgrowski niepewnym wzrokiem rozglądał się po całym gabinecie kierownika. Dokładnie zlustrował ściany, dywan i zastawione zwiędniętymi kwiatkami okno. - Żona już wie? – spytał Byczek. - Moja? - Jak twoja? No coś ty… Jego żona. - Aaa.. Chyba jeszcze nie. Był na nocnej zmianie… Wiesz- czasem te nocne zmiany przeciągają się o kilka godzin… - No tak. Masz rację. – odparł kierownik. W pokoju ponownie zapanowała cisza. Zamąciło ją dopiero skrzypienie fotela, na którym Byczek pochylił się do przodu, opierając się łokciami o biurko. - Mam pomysł. – rzucił konspiracyjnie. - Tak? Jaki? – spytał udając zaciekawienie Węgrowski. - Posłuchaj, zrobimy tak: Żona B. nic jeszcze nie wie. Słyszałem, ze to bardzo poczciwa kobiecina, że ciężko w życiu miała. Nie możemy jej teraz zadać takiego ciosu. Wiadomość o śmierci B. bardzo by ją zmartwiła, prawda? - No… Chyba tak. - Właśnie. Więc powiedzmy jej, że wysłaliśmy go w delegację. Dajmy na to miesięczną. Albo lepiej dwumiesięczną! - A dlaczego tak? – zdziwił się Węgrowski. - Mieciu… Oprzytomnij! To byłby już szósty wypadek w ciągu ostatnich trzech miesięcy! - Ale… - Poczekaj, daj mi skończyć. - Dobrze. - Komisja BHP dobierze nam się do dupy