Erotyka · 8 min czytania
Norbert cd
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Impreza. Jedna z wielu. Trwał osiemnastkowy sezon. Co chwilę ktoś z hukiem żegnał dzieciństwo. Pierwsze całonocne szaleństwa. Alkohol. Byłam wtedy sama. Nikt nie czekał po szkole. Nikt nie trzymał za rękę. Zazdrościłam tym sparowanym. Robiłam się mocno ckliwa i romantyczna. Mówiąc krótko, brakowało mi faceta. Była impreza. Tym razem świętował Norbert z niejakim Andrzejem. Pamiętam, że osiemnastkowe imprezy z reguły były łączone, to znaczy kilka osób na raz organizowało osiemnastkę w jednym czasie i miejscu. Norberta dziewczyna zachowywała się jakoś dziwnie. Obserwowałam ją ukradkiem, siedząc w towarzystwie kilkunastu osób, w większości par których ręce, nie wiedzieć czemu, pochowane były gdzieś pod stołami. Postanowiłam napić się porządnie, by zapomnieć o czarnych chmurach samotności. Podszedł Norbert. Marta, zatańczysz? No jasne! chciałam wywrzeszczeć, ale tylko twierdząco skinęłam głową. Na parkiecie był niezły tłum. Kołysał się powoli, a my razem z nim. Tańczyliśmy kilkanaście centymetrów od siebie. Jego ręce na moich biodrach. Moje na jego ramionach. Wszystkiego najlepszego Norbert, powiedziałam chociaż składałam mu już życzenia. Marta, gniewasz się na mnie? Ciekawe co ma na myśli? To, że nie odezwał się wtedy ani słowem? Czy to, że w ogóle wtedy w lesie to się stało? Nie Norbert, odpowiedziałam. Nieistotne przecież, o co mu chodziło skoro i tak się nie gniewałam. Przysunął się. Jego dłonie powędrowały odrobinę wyżej. Skrył je pod moją bluzką. Miałam cholerną ochotę go pocałować. Wśród tego tłumu. Nie zważając na nikogo. Z dziewczyną Norberta na czele. Zamknęłam oczy. On masował moje plecy. Byliśmy już bardzo blisko. Oddechem pieścił mi twarz. Marzyłam o jego języku w moich ustach. Przywieraliśmy już do siebie całymi ciałami. Twarda wypukłość jego spodni parła dokładnie na moje łono. Nagle zdałam sobie sprawę, że liżemy się namiętnie, że czuję jego ślinę... On coraz bardziej niecierpliwie szczypał moje plecy. A ja miałam wrażenie, ze Norbert jest moja drugą połową... Idiotyczne wrażenie. Mocno kretyńskie. Bezpodstawne. Słyszałam jakiś wewnętrzny głos. Niczym początek schizofrenii. Natrętny szept. Ten facet był mi dziwnie bliski w tej całej obcości. Marta, pójdziesz ze mną? Polecę gdzie tylko zechcesz, zaśpiewałam w środku. Dokąd, Norbert? Chodź. Złapał mnie za rękę. I pociągnął przez gesty tłum. Norbert, a ta... jak jej tam… Malina, Marto… To już historia. Oszalałam z radości. Głupia dziwka, pomyślałam przy okazji. Nawet imię ma śliczne. Szliśmy ciemnym korytarzem. Norbert otworzył jakieś drzwi. Zapachniało słomą. W pierwszej chwili nie widziałam kompletnie nic. Ciemność. Po chwili zorientowałam się, że pomieszczenie jest puste. Wyjątkiem był materac na podłodze. Norbert zamknął za nami drzwi. Przekręcił klucz. Zapadła ciemność doskonała. Taka, którą pamiętam wyłącznie z dziecinnych lat, z wakacyjnych pobytów u babci na wsi. Nawet gdy otworzyłam w łóżku oczy to nic się nie zmieniało. Wyłączyliśmy jeden zmysł. Wyostrzyliśmy pozostałe. Chciałam mu się oddać. Chciałam być z nim. Miłość. Jest tak banalna. Niczym brazylijska telenowela. Chciałam takiej. Chciałam, abyśmy byli jak Franczeska i Fernando i przynajmniej 195 odcinków. Kupa przeciągłych spojrzeń, cukru i naiwności. Leżeliśmy na materacu. Pachniał słomą i kurzem. Marta, chcę cię dziś kochać... Tak tak Norbert. Kochaj mnie dziś. I jutro. I pojutrze. I popojutrze też. Jutro wyjeżdżam... Ale wrócisz, Norbert? Nie, Marto... wyprowadzam się... Kruchutki świat mojego nawet-jeszcze-nie-uczucia rozsypał się. No i co teraz? Co będzie jutro, Norbert? Nic, Marto... dzień pewnie... Leżeliśmy na boku, przodem do siebie. Otwierałam bardzo mocno oczy, ale nie widziałam kompletnie nic. Norbert zaczął szybko zdejmować ze mnie ubranie. Po omacku. Na oślep. Tak już miało być. To będzie nasz drugi raz, a nawet nie zobaczymy naszych ciał... Byłam naga. On też. Jego ciało było chłodne. Ciemność mnie