Erotyka · 7 min czytania
Norbert... Norbert...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Trzy godziny... Czego ja chcę? Chodziłam po mieszkaniu, ale myślami byłam jakieś sto kilkadziesiąt kilometrów stąd. Spoglądałam na telefon. Podeszłam bliżej. Podniosłam słuchawkę. Wybrałam numer. Halo? głos Norberta. Cześć... Cześć Marta... Norbert, przyjedź... Marta, co masz na sobie...? Granatową koszulkę... Nie pytam o koszulkę... Norbert przyjedź... Tylko to potrafiłam mu powiedzieć. Będę w piątek. Pa, do zobaczenia. Odłożyłam słuchawkę. Prowadzenie erotycznych rozmów przez telefon irytowało mnie. Te idiotyczne jęki w słuchawkę. Udawana namiętność. Seks potrzebuje fizycznej bliskości, dotyku. Był wtorek. Piątek znajdował się bardzo daleko, po drugiej stronie przepaści środy i czwartku. Znowu telefon. Halo? Cześć Marta (to Wojtek). Cześć... Będę dziś wcześniej w domu, przyjedziesz? Nie mogę Wojtek... Stało się coś? Nie... Tak... Nie wiem... To znaczy tak... Marta, co jest? Nic... Jak miałam mu powiedzieć, że były dwie Marty? Jedna chciała tego, co powinna chcieć, a druga zupełnie czego innego. Teraz byłam tą druga Martą. Wojtek, zadzwonię później, dobrze? Dobrze, pa. Nie zadzwoniłam. Cały czas nie robiłam nic innego, tylko czekałam na Norberta. Jego usta. Jego ręce. Jego zapach. W piątek rano zaczęłam się bać. Przerażała mnie nieuchronność końca tego spotkania, które się nawet jeszcze nie zaczęło. Umówiliśmy się, że przyjedzie do mnie, a potem gdzieś wyjdziemy. Mieszkałam z rodzicami. Nie miałam zielonego pojęcia dokąd pójdziemy. Dochodziła siedemnasta. Rodzice kręcili się w przedpokoju. Marta, wychodzimy... Boże, nie przesłyszałam się? Mamo, przyjeżdża Norbert, idziemy do Kaśki na imprezę. On na pewno nie będzie miał jak wrócić do domu... Czy mógłby przenocować w gabinecie taty? Sytuacja był absurdalna. Wiedziałam, że bardzo lubili Norberta, że będzie im głupio odmówić. Nie miałam prawa stawiać ich w takiej sytuacji. Nie mogli się na to zgodzić. Marta... jak sobie to wyobrażasz...? Zwyczajnie. Po prostu wracamy z imprezy, Norbert przenocuje, a rano pojedzie do domu... Wszyscy myśleliśmy o tym samym. Nasze myśli nie ubrane w słowa kłębiły się w przedpokoju niczym ciężkie chmury. Wiedziałam, że oficjalnie nie mogli się zgodzić. Ich zgoda oznaczałaby przyzwolenie na wszystko, co mogło się zdarzyć między ich córką, dziewiętnastoletnia kobietą, i prawie rok starszym facetem. Dobrze, powiedziałam by przerwać męczące milczenie. Postaramy się upchnąć Norberta u kogoś innego... Trafiłam w dziesiątkę. Marto, odezwała się mama, jeśli nic nie znajdziecie to oczywiście, niech Norbert przenocuje u nas. Ojciec udawał, że nie słyszy tych słów, pochłonięty wiązaniem krawata.
Kiedy zadzwonił do drzwi, moje serce zwariowało. Powoli otworzyłam. Marta... Norbert... Dotknął ustami moich ust. Delikatnie. Przez krótka chwilę. Rozbierał kurtkę, a ja patrzyłam na niego. Dawno się nie widzieliśmy. Czas odgrodził nas ścianą obcości. Podszedł do mnie. Położył dłonie na moich biodrach. Ściana runęła bezgłośnie. Zjesz coś? zapytałam wbrew sobie. Chciałam na niego jeszcze chwilę poczekać. W tym czekaniu było tyle napięcia, magii... A może to czysta fizjologia? Tyle, że ładnie wystrojona w tęsknotę, opatulona emocjami? Nie nie, zaprzeczyłam natychmiast. W takim razie co? Czy można się uzależnić od ciała jednej jedynej osoby? Jeśli nawet istniała odpowiedź na to pytanie, na pewno nie znajdę jej teraz. Nie Marta, nie chcę jeść... Stanął za mną. Włożył ręce pod moja koszulkę,…