Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 6 min czytania

Nosiciele apokalipsy

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Tego dnia wszyscy zobaczyliśmy anioły. Wysokie i szczupłe, obleczone świetlistymi całunami. Ich twarze o delikatnych rysach były ucieleśnieniami piękna, a skrzydła skrzyły się nieziemsko przy każdym kroku. Miały też statek bazę. Potężna konstrukcja, błyszcząca połaciami najczystszej bieli, pojawiła się znikąd, a gdy tylko weszła w atmosferę, całą planetę zalała fala nabożnych pieśni. Każdy telewizor, komputer czy radio, wszystkie urządzenia, które były do tego zdolne, wychwalały Pana setkami anielskich głosów. A kiedy ludzkość porzuciła wojny, gdy każdy stał się sobie bratem, by wspólnie dążyć ku arce, która zstąpiła z nieba, świat stanął w płomieniach. Anielskie postacie nie czekały już na wiernych z rozłożonymi rękoma. Zamiast gestów przyjaźni w pięknych dłoniach pojawiły się miecze, białe jak wypolerowane kości, i miotacze, niosące bolesną śmierć każdemu, kto stanął na drodze zastępów. Potem na miasta spadły pociski. Nie było żadnych toksyn, ani atomowych eksplozji, najwidoczniej aniołowie chcieli zagarnąć Ziemię w jak najlepszym stanie, więc ograniczyli się do zmiażdżenia naszej cywilizacji bronią kinetyczną. Atak trwał niecałą dobę, tyle wystarczyło, by zniszczyć większość tego, co przedstawiało jakąkolwiek wartość. Każdy, kto przeżył, będzie do końca życia pamiętać te nieustające wstrząsy, krzyk planety boleśnie szpeconej kolejnymi falami uderzeniowymi. Schody do nieba przeistoczyły się w autostradę do piekła i nagle okazało się, że tych, którzy woleli uznać to za zasłużony sąd Boży, znalazło się więcej niż takich, którzy chcieli stawiać opór. Lubię myśleć, że wszystko było częścią anielskiego planu, że przybysze to tylko jakieś zmiennokształtne monstra, które przeczesały Sieć, zgłębiły naszą wiedzę i podszyły się pod darzone nabożną czcią ikony. To pomaga, gdy patrzysz na nieziemską postać o twarzy ozdobionej najpiękniejszym uśmiechem, jaki w życiu widziałeś, i wiesz, że musisz zmusić się, by do niej strzelić, jeśli nie chcesz skończyć z dziurą wypaloną w piersi. A potem obserwujesz jak wojna powoli zmienia się w eksterminację, aż wreszcie kończysz jako ostatni członek lokalnego ruchu oporu w ruinach szpitala, w którym przepracowałeś pół życia. Siedziałem oparty o przekrzywiony regał, dysząc ciężko. Ramię pulsowało palącym bólem z głębokiego rozcięcia, a serce waliło jak młotem. Nie miałem siły dalej uciekać. Z trudem uniosłem sprawną rękę i wypaliłem w stojącego przede mną anioła ostatnie pociski, które miałem w magazynku. Bez skutku. Świetlisty całun, otaczający niebiańską sylwetkę, dezintegrował kule, nim te uderzyły w ciało. Anioł pochylił się nade mną z ciepłym uśmiechem. Zupełnie jakby chciał zaoferować mi zbawienie, a nie śmierć w męczarniach. Czułem w ustach smak krwi i w bezsilnej wściekłości mogłem tylko splunąć mu nią w twarz. A wtedy stał się cud. Skóra przybysza zaskwierczała w kontakcie z czerwonawą

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%