Horror · 5 min czytania
Nosorożec
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nazywaliśmy go Nosorożcem, bo w pierwszej klasie miał okropny trądzik. Czerwone krosty pokrywały mu całą twarz. Te na nosie z boku wyglądały jak róg nosorożca. Chodził z nami do klasy przez całe cztery lata liceum. Siedział zawsze sam w ostatniej ławce w środkowym rzędzie. W spranych, czarnych koszulkach na zimę zamienianych w wyblakłe, czarne polary. Zawsze na czarno. Z nas nikt nie zdążył się z nim zaprzyjaźnić, może poza mną pod koniec maturalnej klasy, ale to tylko dlatego, że trzeba było wykonać jakieś zadanie z matematyki. W tym celował, był najlepszy. Reszta przedmiotów szła mu przeciętnie, natomiast w matmie był nie do pokonania. Dobrze też szło mu z fizyki. Cichy, lekko zgarbiony, ze spuszczoną głową, twarzą osłoniętą oczywiście czarnymi włosami przemykał pod ścianami w trakcie przerw i równie niezauważanie znikał po lekcjach. Kiedyś próbowaliśmy z chłopakami wyciągnąć go na piwo. Bezskutecznie. Wymawiał się. Bólem głowy. Pracami domowymi - tymi ze szkoły i tymi prawdziwymi. Jednym z zadań przed wystawieniem końcowych ocen z matmy było rozwiązanie w parach dziesięciu zadań o różnych stopniach trudności. Nauczyciel połączył nas losowo w pary, mi przypadł Nosorożec. Było już ciepło na dworze, więc biedziliśmy się na ławce przed jego blokiem. Cały tydzień próbowaliśmy ugryźć trzy zadania, które opatrzono pięcioma gwiazdkami na znak, że najtrudniejsze. Początkowo wydawało mi się, że wszystko jest w porządku. Współpraca szła nieźle. Jednak kiedy zaproponowałem, żebyśmy skoczyli po coś do picia, Nosorożec drgnął. Przed chwilą z zapałem testował nowy sposób rozwiązania zadań, a teraz jakby go ktoś trzepnął. Zgarbił się. Dodałem, że chodzi mi o wodę, sok czy coś takiego, żaden alkohol. Niestety, nie polepszyło to sytuacji. W końcu wydukał, żebym poszedł sam. On popilnuje notatek, bo szkoda czasu składać się i rozkładać od nowa. Zabrzmiało dość sensownie, więc przystałem na propozycję. Kiedy wróciłem, zły nastrój minął i dalej ćwiczyliśmy matmę, aż w końcu zrobił się wieczór.