Przyjaźń · 16 min czytania
Nowe życie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
***NOWE ŻYCIE***
Prolog: Nie sądziłam, że życie może być takie trudne. To jak dwustronny medal… są strony dobre i złe. Nie wiem jak mam ocenić swoje życie. Na pewno były w nim dobre chwile, ale było też dużo tych złych. Dziwnie jest robić bilans swojego życia mając zaledwie 16 lat, bo każdy zasługuje na długie i szczęśliwe życie. „Gdybym go w tedy nie poznała moje życie mogłoby wyglądać inaczej….”
1.12 lat wcześniej…
Moją najlepszą przyjaciółką chyba od zawsze była Ania. W dzieciństwie spędzałyśmy ze sobą praktycznie całe dnie. Zawsze mogłam na nią liczyć. Traktowałam ją jak siostrę po mimo tego, że miałam rodzeństwo. Starszą siostrę i młodszego brata. Ania mieszkała tylko z tatą, więc można powiedzieć, że ja też byłam jej „siostrą”. Myślę, że moja przyjaciółka znała mnie lepiej niż ktokolwiek inny. Tak samo było z nią. Wiedziałam o Anii wszystko i znałam całą jej rodzinę. Tak mi się przynajmniej wydawało, bo przez cały czas tajemnicą pozostawał dla mnie jej kuzyn, który wraz ze swoją mamą mieszkał w Anglii, a o których Ania nigdy nie chciała mówić…. Dwie dziewczynki, które miały około czterech lat bawiły się razem w pięknym, zielonym sadzie. Biegały i śmiały się w niebo głosy! Jedna miała brąz loki, a druga kruczo czarne włosy. Dziewczynka o brąz lokach goniła drugą, gdy ta nagle zatrzymała się, gdyż zauważyła intruza… - Ania ktoś naś podglońda.- zaśmiała się.- Cio lobimy? Moźe źdladzić naśą kryjówte. - Śpokojnie Elenta. To mój… tuzyn.- zawahała się.- Będzie po nasej stlonie. Choć do nas przedstawię Cię. - Ceść jeśtem Elena. Miło mi Cię poźnać.- dziewczynka raczej znała rodzinę Anii, a nic nie wiedziała o kuzynie w ich wieku. To było dla niej bardzo dziwne. Czteroletni chłopiec podszedł do dziewczynek niepewnie. Zawahał się przez chwilę i ukradkiem spojrzał w stronę dziewczynki o brąz lokach. - Ja jeśtem Kśawely.- podał rączkę Elenie i nagle znaleźli się parę metrów nad ziemią. Ania spojrzała z przerażeniem na Ksawerego, a jej przyjaciółka była zafascynowana tym co się stało. - Kśawely! Jak się mamusia dowie to będzie źle!- krzyknęła Ania. Elena i Ksawery wylądowali bezpiecznie na ziemi. - Jat nić jej nie powieś to nie będzie.- uśmiechnął się chłopiec. - Jat ty to zlobiłeś?- dziewczynka była zafascynowana. - Nie wiem. Tat juś mam. Belek!- chłopiec dotknął Anię i zaczął uciekać.- Elenta ucietaj! Nagle zapomnieli o tym co się stało przed chwilą i zaczęli biegać i śmiać się głośno. Elena i Ksawery od razu się ze sobą dogadali. Jak by byli sobie przeznaczeni….
2. Nowe Mury.
Dzisiejszy dzień mógłby wyglądać jak każdy inny, gdyby nie to, że był 1 września i właśnie zaczęła się szkoła. Było dość ciepło i o dziwo niebo nie było zasłonięte chmurami, a przecież w takim dniu niebo powinno płakać nad nami uczniami. No, ale cóż pogoda nas nie lubi. Pierwszy raz musiałam dojechać do szkoły na rozpoczęcie. Podstawówka i gimnazjum w których się uczyłam znajdowały się w Piasecznie, w małym miasteczku położonym niedaleko Warszawy, w którym się też wychowałam, a liceum (koszmarne słowo) było w mieście oddalonym o 12 km od mojej miejscowości. Gdyby nie to , że zaczynałam właśnie najgorsze trzy lata mojego życia to nawet mogła bym się cieszyć. Ubrana byłam w czerwoną bluzkę z czarnym kołnierzykiem, czarne dopasowane spodnie typu rurki i czarne buty na wysokim obcasie. Nigdy nie byłam za wysoka dlatego mogłam sobie pozwolić na dość wysoki obcas. Zawsze podobały mi się takie buty, ale nie umiałam w nich za bardzo chodzić. Rozpoczęcie nowego roku szkolnego miało się zacząć tak jakoś koło 10.00. Weszłam do ogromnego budynku szkoły. Za cholerę nie mogłam się w niczym połapać. W wakacje przy przynoszeniu świadectw dostawaliśmy małe mapy szkoły, ale żeby się w niej rozczytać trzeba było chyba być geniuszem. Spojrzałam na zegarek. Była 9.45. Zajebiście miałam jeszcze tylko 15 minut. Przez chwilę błądziłam po piętrze szukając sali gimnastycznej, na której miał odbyć się apel. - Sala gimnastyczna jest na drugim piętrze moja droga.- powiedziała mi jak myślę woźna. - O! Bardzo dziękuję pani.- powiedziałam grzecznie. Grunt to dobre wychowanie! ;-) Weszłam schodami na drugie piętro. Szłam długim korytarzem. Kilka osób stało jeszcze przy ścianach. Uf! Jeszcze się nie zaczęło! Miałam wrażenie, że gdy koło nich przechodziłam to dziwnie się na mnie patrzyli. Zerknęłam na grupę dziewczyn stojących po mojej prawej stronie. Wysoka blondynka popatrzyła na mnie, a potem szepnęła coś do reszty, a te zachichotały. Miałam dziwne wrażenie, że to ze mnie się śmiały. Nie dziwiła bym się im w sumie. Długie czarne włosy, zawsze blada cera, kolczyk w brwi, mocno zaznaczone czarną kredką morsko zielone oczy, okulary i te ubrania… wyglądałam pewnie dość dziwnie, ale to cała ja. Elena Tabis tak się nazywam, to znaczy właściwie na imię mam „Helena”, ale od zawsze wszyscy mówią do mnie „Elena”. Szłam tak niekończącym się korytarzem błagając w duchu Boga, żeby w końcu dotrzeć do tej pieprzonej sali gimnastycznej. Tuż u celu chciałam jeszcze sprawdzić ile do przejścia mi pozostało i w tedy nasze spojrzenia się spotkały. Ciemnoszare, zimne, ale za razem głębokie oczy. Ten obraz bardzo dobrze zapadł mi w pamięci. Ta chwila trwała tylko kilka sekund, ale dla mnie to było jakby czas na chwilę się zatrzymał… Speszona spuściłam wzroki, przeprosiłam nieznajomego, że prawie na niego wpadłam, wyminęłam go i jeszcze raz przyśpieszyłam kroku. W końcu dotarłam na salę. W tłumię wypatrzyłam moje dwie najlepsze przyjaciółki. Zawsze nazywanie byłyśmy „trójcą”. Od podstawówki razem. Ania – wysoka, szczupła. Gęste, brązowe loki opadające do pasa. Zawsze zazdrościłam jej włosów. Zawsze była ładna. Nie jeden chłopak tracił dech w piersiach na jej widok. Każdy mógł liczyć na jej pomoc. W przeciwieństwie do mnie zawsze była lubiana. Lubiła dużo się śmiać. :-D Sylwia – średniego wzrostu, ale i tak wyższa ode mnie. Śliczne proste włosy w kolorze ciemnego blondu sięgające łopatek. Odważna, ale i życzliwa. Zawsze z każdym szczera do bólu. ;-) W naszej paczce to ona zawsze miała głowę na karku, ja i Ania byłyśmy marzycielkami. Z Sylwią chodziłam na dodatkowe zajęcia karate. Jako jedyna z naszej grupy zdobyła czarny pas. Jest naprawdę wysportowana czego nie można powiedzieć o mnie. Nigdy nie przepadałam za lekcjami WF-u. Na sali w końcu wszyscy się zebrali. Następnie jak co roku w każdej szkole niezwykła i według mnie niepotrzebna paplanina nauczycieli. Szczerze mówiąc nie pamiętam z niej ani słowa. Cała ta uroczystość trwała około godziny aż nogi zaczęły mnie boleć. Przez ten cały czas nie mogłam znieść jednej myśli.- O co chodziło tamtym dziewczynom z korytarza? W końcu nadszedł moment przydzielania do klas. Wszystkie trzy wybrałyśmy liceum ogólnokształcące, ale klas było sporo. Nie wiedziałyśmy do jakich nas przydzielą. Wszyscy pierwszoklasiści zostali na sali czekając na przydział. Usiadłam koło dwóch całkiem nieznajomych mi dziewczyn. Czterej wychowawcy klas mieli wyczytywać listy swoich wychowanków. Siedziałam jak na szpilkach czekałam tylko jak padną imiona dziewczyn , a potem… moje. Zaczęto czytać listy od klasy „d”. Padały różne nazwiska, a potem padło – Anna Fyszko kl. I ,,d’’ – tak i Ania miała już z głowy. Następnie usłyszałam – Sylwia Saab kl. I ,,d’’- o Boże jak im dobrze są obie w klasie i mają już to za sobą. Długo czekałam i czekałam. Padały całkiem nie znajome mi nazwiska. Wychowawczyni klasy „d’’ ogłosiła, że to cała klasa. Moje przyjaciółki od razu spojrzały na mnie ze smutkiem. Następnie wyczytali listę uczniów klasy „c”, a później dopiero- Helena Tabis kl. I ,,b’’.- Dlaczego ja?! Pomyślałam. To był koszmar! Zostałam przydzielona całkiem do innej klasy niż dziewczyny! Myślałam w tedy, że to już koniec świata. Jak ja sobie tam sama poradzę?! Postanowiłam, że nie mogę tego tak zostawić. Nie mogą nas rozdzielić po tylu latach razem w jednej klasie. Ania i Sylwia były tak samo zrozpaczone jak ja. - Jak oni mogli? A to…