Inne · 28 min czytania
Nowe życie po czterdziestce
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kamila stała na tarasie i wciąż patrzyła w dal. Już od dawna nie było widać granatowego BMW Patryka. Mimo to wciąż wpatrywała się w jedno miejsce, jakby oczekiwała, że jednak zawróci. Ale jak na razie to zawróciło jej życie, była samotną, czterdziestoletnią kobietą, z dorastającym synem, w wielkim domu, w którym wciąż brakowało prawdziwej miłości. Ciepłe, czerwcowe popołudnie przynosiło smutek i gorycz. Kamila wróciła myślami do takiego samego popołudnia osiemnaście lat temu. Wtedy też czuła gorycz, ale tylko w ustach. W sercu panowała radość. Była wtedy w trzecim miesiącu ciąży, ale wciąż smukła i zgrabna w białej sukni z wysoko upiętymi, rudymi włosami stała przed lustrem. Uważnie studiowała swoją twarz, chciała ją zapamiętać jak najlepiej, już od jutra będzie kimś innym. Bardzo pragnęła małżeństwa z Patrykiem, pragnęła dziecka, które dopiero zaczęło w niej kiełkować. Poranne nudności, częste wymioty i ogólne złe samopoczucie znosiła z uśmiechem na twarzy. Przecież właśnie zaczęło się spełniać to, o czym marzyła. Zakładała własną rodzinę. Będzie miała męża, będzie miała dziecko, będzie miała kogo kochać i ona też będzie kochana. Na brak miłości Kamila cierpiała od zawsze. Od czwartego roku życia wychowywała się w domu dziecka, nieśmiała i zakompleksiona nie znalazła nowych rodziców. Jedyna żyjąca krewna nie chciała brać na swoje barki opieki nad kilkuletnią dziewczynką. Odwiedzała ją czasami, przynosiła słodycze i maskotki, ale nigdy nie zabierała poza teren domu dziecka, nigdy nie przyprowadziła jej tutaj, nigdy nie pokazała prawdziwego domu. Dopiero gdy Kamila miała skończone osiemnaście lat i świadectwo dojrzałości w kieszeni nieśmiało zapukała do drzwi domu ciotki. Ciotka, światowa kobieta, dobrze rozumiał potrzeby Kamili, by studiować i poznawać życie spoza murów domu dziecka. Ale nie zaproponowała dziewczynie żadnej pomocy, nigdy też nie szukała z nią kontaktu. Kamila zamieszkała w mieszkaniu wynajętym i opłacanym przez dom dziecka, miała też kieszonkowe, z którego mogła kupić sobie jedzenie, środki czystościowe, trochę garderoby. Na resztę przyjemności musiała zarobić sama. Ciotkę zobaczyło dopiero po kilku latach leżącą w trumnie. Była już wtedy mężatką z kilkuletnim dzieckiem. Razem z Patrykiem i Damianem była jedną z nielicznych osób, które przybyły na pogrzeb. Kamila była jedyną rodziną, a wśród znajomych i „przyjaciół” ciotka nie cieszyła się zbyt dużą sympatią. Dom ciotki, który wcześniej onieśmielał Kamilę, stał się teraz jej własnością. Wymagał on jednak solidnego remontu, a co za tym idzie sporych pieniędzy i wiele czasu. Dom szybko stał się przyczyną zgrzytów w małżeństwie Kamili i Patryka. On chciał się go jak najszybciej pozbyć, najlepiej sprzedać za odpowiednie pieniądze i kupić mieszkanie. Ona z uwagi na sentyment nie chciała się go pozbywać. Widziała też w nim możliwość realizacji samej siebie. Czuła, że przy remoncie domu będzie mogła rozwinąć skrzydła, wykorzystać swój zmysł artystyczny, pokazać co potrafi. A przede wszystkim wyprowadzić się od teściowej, przestać być od niej zależną. Wiedziała, że w domu, który będzie należał do niej, teściowa nie będzie rządzić. Kupno mieszkania, które będzie w sposób naturalny traktowane, jako wspólny dorobek ,oznaczało ciągłe wizyty teściowej, jej uwagi i sarkazm. Kamila nie była wymarzoną synową i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Była cicha, ale miała swoje zdanie, do którego z uporem dążyła, nie lubiła się bawić, no i zajmowała się sztuką, czyli właściwie niczym. No i źle traktowała męża, niewłaściwie chowała syna., bo skąd mogła wiedzieć jak wygląda życie w rodzinie, skoro sama jej nie miała. Ale Kamila postawiła na swoim. Odnowiła dom tylko przy niewielkim wkładzie finansowym męża. Damian choć miał dopiero sześć lat, okazał się wielkim pomocnikiem. Nie psocił, nie marudził i nie dość, że sam zajmował się sobą, to jeszcze dbał o Kamilę. O to czy jadła, czy spała w nocy. Na szczęście charakterem przypominał matkę, mimo że urodę odziedziczył po ojcu. Dom sam w sobie był piękny, ale teraz wprost przykuwał uwagę. Zmienił też zupełnie ich dotychczasową egzystencję. Życie rodzinne przeniosło się z jednego blokowego pokoju do pięciu obszernych. Był wspólny salon, sypialnia, pokój Damiana i dwa gabinety, gdzie każde z nich mogło oddawać się swoim przyjemnością i realizować swoje potrzeby. Ale wymiary domu niekorzystnie wpłynęły na kontakty Kamili i Patryka. Małżonkowie oddalili się od siebie, zarówno w sposób fizyczny, jaki emocjonalny. Powodziło im się coraz lepiej finansowo, coraz więcej pracowali, coraz rzadziej przebywali ze sobą, rozmawiali. Nawet wspólnie zjedzone posiłki były rzadkością. Tylko niezmiennie niedzielne obiady jadali u teściowej. Patryk był jedynakiem, więc matka całą miłość przelała na syna, swój czas i siły poświęcała tylko jemu. Damian też był jej oczkiem w głowie, ale z czasem to się zmieniło. Gdy chłopiec dorastał wciąż wyglądał jak Patryk w jego wieku, ale charakterem coraz bardziej przypominał Kamilę, co teściowej było w niesmak. Damian był bardzo związany z Kamilą, natomiast z ojcem z trudem się dogadywał. Zresztą tak rzadko się widywali i rozmawiali, że nic dziwnego, że każde ich spotkanie było pełne napięć i milczenia. Kamila starała się za bardzo nie ingerować w stosunki między mężem i synem, ale serce jej pękało na widok ich zaciętych twarzy, kiedy wspólnie przebywali w jednym pomieszczeniu. Bardzo pragnęła, by się lubili i dogadywali, ona sama właściwie nie pamiętała swojego ojca i jakże dużo by dała, aby móc z nim usiąść i porozmawiać, przytulić się do rękawa jego koszuli i opowiedzieć o swoich kłopotach. Ale nie było jej to dane i dlatego tak bardzo cierpiała z powodu nie układających się stosunków syna z ojcem. Chłodny wietrzyk zaczął owiewać gołe ramiona Kamili, gdzieś w głębi domu trzasnęły drzwi. A ona wciąż stała zapatrzona w dal, a w głowie kłębiły się tysiące myśli i wspomnień. Nie mogła i nawet nie chciała myśleć o tym, co stało się przed chwilą. O tym, co właściwie działo się już od wielu lat, ale ona wolała tego nie zauważać. Nie dopuszczała do siebie żadnej myśli, która mogłaby zapowiadać nieszczęście, aż do chwili obecnej kiedy to została postawiona przed faktem dokonanym. Teraz nie było już wyjścia, musiała się zmierzyć oko w oko z niechcianą sytuacją, a raczej ze zgrabną blondynką, która mogła być jej o wiele młodszą siostrą lub nawet córką, gdyby urodziła ją mając niespełna osiemnaście lat. - Co mam teraz robić, jak się zachowywać? – myślała zaciskając dłonie na balustradzie tarasu tak mocno, że aż kostki na dłoniach pobielały i poczuła jak paznokcie wbijają się w jej wrażliwą skórę. – Jak mam poradzić sobie sama. Przecież nawet, kiedy go przy mnie nie było, to wiedziałam, że tak naprawdę jest. A teraz. Nie ma jego, nie ma nas. Zostałam ja sama. Ja i Damian. Uśmiechnęło się nieco na myśl o synu. - Jak dobrze, że go teraz tu nie ma. Że nie widzi mnie, nie zadaje pytań. A jak wróci, to co mu powiem. To co prawda duży i rozsądny chłopak, ale wciąż jest moim dzieckiem. Moim i Patryka. Nigdy, tak jak większość kobiet, nie zapomni dnia, w którym urodził się Damian. Koniec listopada, na ulicach leżał pierwszy śnieg. Ciemno, zimno, po drugiej stronie wersalki smacznie śpiący Patryk. Bóle coraz silniejsze, wody płodowe odeszły, jest przerażona, musi obudzić Patryka. Nie jest, to łatwe, ale w końcu się udaje. Patryk zamroczony jeszcze snem i ogromnie przejęty narodzinami pierworodnego, plącze się w spodniach próbując włożyć obie nogi do jednej nogawki. Kamila powoli zbiera drobiazgi i wkłada je do torby przygotowanej, by zabrać ją do szpitala. Patryk z głową uwięzioną w swetrze wybiega do przedpokoju zrzucając przy okazji bibeloty stojące na szafce. Kiedy zapala światło, by znaleźć buty, w drzwiach swojej sypialni staje niezadowolona teściowa, która na informację, że Kamila rodzi , wydyma tylko wargi i mówi: - Kto to widział, żeby rodzić o tej porze i budzić porządnych ludzi. Mogłaś już wczoraj pojechać do szpitala i nie robić zamieszania. A ty synku czemu nie założyłeś skarpetek, bój się Boga, gdzie tak pędzisz bez szalika. Ale Patryk chyba po raz pierwszy, i ostatni, w życiu nie zareagował na słowa matki, tylko co sił w nogach popędził szukać taksówki, która zawiozłaby Kamilę do szpitala. Matka oszołomiona brakiem reakcji syna, spojrzała z wyrzutem na synową i zamknęła drzwi znikając w swoim pokoju. Kamila została sama w jasnym przedpokoju z pchającym się na świat dzieckiem. Po kilkunastu minutach wypełnionych coraz częstszymi i silniejszymi skurczami wrócił Patryk. Pojechali do szpitala, gdzie po szybkiej akcji porodowej przyszedł na świat ich syn. Małe, pokurczone i rozkrzyczane ciałko Kamila pokochała od razu i nie mogła doczekać się chwili, kiedy wyjdzie ze szpitala i będzie mogła spędzać z synkiem każdą chwilę. Jednak życie w jednym mieszkaniu z teściową nigdy nie było sielanką, tym bardziej teraz, gdy w domu był niemowlak. Dziecko płakało w nocy, czasami w dzień, co zawsze irytowało jego babcię, która akurat w tej chwili ułożyła się do drzemki. Patryk zachwycony synem początkowo stawał w obronie nie tyle syna, co Kamili, ale z czasem przestał nie chcąc się narażać własnej matce. A jej zawsze było źle, nawet wtedy gdy Kamila w słoneczne styczniowe południa wychodziła z małym na spacer, narzekała, że przeziębi dziecko. Zresztą Kamila wszystko robiła źle, ubierała za ciepło albo zbyt lekko, źle kąpała dziecko, za dużo brała je na ręce, była na każdy jego płacz i kwilenie. A Kamila po prostu strasznie się bała nowej roli, jaką napisało dla niej życie. A co gorsza nie miała obok siebie przyjaznej duszy, która mogła by pokazać jej jak się jest matką. Dwudziestodwuletnia, nieśmiała studentka historii sztuki, całkowita sierota od czwartego roku życia nie wiedział nic o macierzyństwie, ale miała w sobie wiele miłości i instynktu macierzyńskiego, że świetnie poradziła sobie z pielęgnacją i wychowaniem syna. Teraz odchowany syn często chadzał własnymi drogami. Miał wiele pasji i zainteresowań, był sympatycznym i wesołym chłopcem, którego wszyscy lubili. Kamila była ogromnie dumna ze swojego syna i żałowała, że nie ma więcej dzieci. Na początku nie mieli warunków, by urodziło się jeszcze jedno dziecko. Potem trudności w zajściu w ciążę, dwa poronienia i rosnący dystans między nią a Patrykiem, sprawiły, że Damian był jedynakiem. Kamila, choć było to dla niej trudne, starała się nie rozpieszczać syna, dla Patryka nigdy nie było to problemem. Im bardziej Damian rósł i dojrzewał, tym bardziej Patryk stawała się oschły i wymagający. Kiedyś znajoma Kamili widząc razem Patryka i Damiana, orzekła, iż jest to walka samców o swoje terytorium. Kamila puściła tę uwagę koło uszu, ale kiedy romanse Patryka stawały się dla niej coraz bardziej wyraźne zrozumiała, co koleżanka, notabene psychiatra, miała na myśli i przyznała jej rację. Damian równie przystojny jak ojciec, przyciągał wzrok wielu dziewczyn i kobiet, a jego sposób bycia i światopogląd jeszcze bardziej przykuwał ich uwagę. Nic więc dziwnego, że ojciec, zainteresowany sporo młodszymi od siebie kobietami, widział w synu rywala. Oczywiście wszystko to działo się na poziomie podświadomym, co nie zmienia faktu, że stosunki między panami nie układały się najlepiej. Patryk, jako wykładowca akademicki, miał ciągły kontakt z dziewczętami. Wiedział jak je sobą zainteresować, zatrzymać przy sobie na tyle, na ile on sam tego potrzebował. Przystojny, zadbany nie wyglądał na swoje czterdzieści dwa lata. Wygadany i zabawny, umiał podejść kobiety, wiedział, co lubią i na czym im zależy. Dzięki temu właśnie zdobył Kamilę. Ale wpadka, jaka im się przydarzyła i zaowocowała narodzinami Damiana, sprawiła, iż był z Kamilą o wiele dłużej, niż to pierwotnie zamierzał. Jako mądry człowiek i doskonały matematyk szybko wyciągnął wnioski i nie dopuścił, by taka sytuacja kiedykolwiek się powtórzyła. Na dworze szarzało. Dochodziła dziewiąta, a ona wciąż stał na tarasie, choć ścierpły jej nogi, a oczy zaszły łzami od ciągłego wpatrywania się w jeden punkt. W oknach sąsiadów rozbłysły światła, gdzieś w oddali było słychać szczekanie psa i nawoływania ludzi. W domu rozległ się dźwięk telefonu. Kamila drgnęła na jego dźwięk, ale nie ruszyła się z miejsca. W myślach liczyła dzwonki telefonu. Drugi, trzeci, czwarty. Naliczyła ich siedem. Kto dzwonił. Patryk, Damian, może teściowa? Może któraś z koleżanek Kamili, nieświadoma jej dzisiejszej tragedii, a może któryś z kolegów Patryka, nie wiedzący o jego odejściu. Choć Kamila uważnie nasłuchiwała, telefon nie odezwał się po raz drugi. Postała jeszcze chwilę na tarasie, niepewna tego, co ma dalej robić i wsunęła się do cichego, pustego i ciemnego domu bezszelestnie zamykając drzwi. Jej ciche kroki i niezauważone wejścia zawsze drażniły Patryka. Mówił o niej, że skrada się jak kot, albo jak złodziej. To ostatnie porównanie bolało Kamilę, ale inaczej chodzić nie umiała. Ten sposób poruszania się wyniosła z domu dziecka, gdzie zawsze starała się być niezauważona i nie wchodzić starszym kolegom w oczy. Ale jak miała wyjaśnić to Patrykowi, który chował się w przyjaznym otoczeniu, pełnym miłości i ciepła. Teraz była zupełnie sama i nikomu nie mogło przeszkadzać jej ciche zachowanie. Rzeczywiście w Kamili było coś z kota. Ciche stąpnięcia, bezszelestne ruchy, zgrabne poruszanie się w ciemnościach. Nie zapalając światła weszła do sypialni, usiadła po swojej stronie łóżka i znów się zamyśliła. - Kiedy to się zaczęło. Kiedy właściwie zaczął mnie zdradzać? Próbowała przypomnieć sobie chwilę, kiedy po raz pierwszy poczuła się zagrożona. Ale było to trudne, ponieważ Kamila nigdy tak naprawdę nie czuła, że Patryk należy do niej. Był jej mężem, ojcem jej dziecka, ale czy naprawdę miała go na własność. On był jak jej marzenie, ulotne, zwiewne, w każdej chwili mogące jak mydlana bańka zniknąć. Zawsze traktowała Patryka jak coś cudownego i czasami nie mogła uwierzyć, że jest jego…