fantastyka · 29 min czytania
Nowelki-Karnen,Loa
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
{b}Karnen ,Loa{/b}
Karnen ,Loa- te księżniczki i panowie spośród szeregu różnych demonów. Istoty najmniej zbadane. O przyjemnym uśmiechu i sympatycznej powierzchowności. O Elfach natomiast wydawałoby się ,że powiedziano już wszystko ,nie stanowią dłużej tajemnicy; teraz trendy staje się świat demonów, pełen zagadek i niejasności. Wydawałoby się... Co zabawniejsze, niektórzy w to uwierzyli, traktując tym samym Mówców jak coś oczywistego ,coś co jest i zawsze będzie . Oni tymczasem zamierzali sprawić wszystkim niespodziankę i odejść stąd. Koegzystencja z ludźmi nie przynosiła im żadnych korzyści. I tak; nastał sobie pewien piękny dzień (zależy dla kogo) ,choć może zwykły. Nie wiem ,nie znam się na dniach. Ale znam się na ludziach. Ale ,ale... nie znam się na Loach ,a to o nim ma być ta historia. Jak mam ją opowiedzieć ...więc? Kurwa ,hej! Nie wiem jak ,ale opowiem. Opowiem. Posłuchajcie(jeśli chcecie)--główną bohaterką jest tutaj Karnen ,tak ,tak -dobrze się domyślacie -ona jest Loa. A co to jest konkretniej? Loa to takie świństwo którego nie da się ani zabić (tzn. dać to się da ,ale ostrzegam- odżyje) ,ani się nie starzeje ,coś trochę jak Elfy (a kto czytał fantastykę?) ,tyle ,że jest sobie demonem. Niestety, ja tego nie wymyśliłam (a szkoda... buu) ,przeczytałam gdzieś o Loa i postanowiłam je sobie zamieścić tutaj. A co! Lepiej ,już mi lepiej ,powiedziałam co chciałam powiedzieć ,a teraz posłuchajcie. Opowieść jest o Karnen ...to już mówiłam ,no więc dalej... Karnen jeżeli wiek ten przeliczać na Loa to ciągle była dzieckiem które dopiero stawia swoje pierwsze samodzielne kroki. A miała latek coś około 200 ,prawda ,że to mało? Że jak na człowieka to dużo? Cuż ,Karnen nim nie była ,była tym paskudnym demonem który zabija ludzi ,a fuj! Jak on tak może!? Tak ,tym samym demonem ,które mój wstrętny ksiądz katecheta posądza o Bóg wie co. A Karnen po prostu sobie żyła ...z Elfami ,że to trochę nie ta bajka? A kogo to obchodzi? Ta dziewczyna żyła z Elfami ponad półtora wieku (mogłabym napisać ,że dokładnie 162 lata ,ale w baśniach tak się nie pisze ,więc nie piszę) , i można powiedzieć ,że trafiła do nich jako więzień polityczny. Elfowie nie w ciemię bici zdawali sobie sprawę kto zdobywa władzę na arenie między -światowej (wcale nie PiS) .A były to Loa. Chcąc więc nawiązać dialog ,nić porozumienia (nazwijcie to sobie jak chcecie) i zyskać sojusznika zaprosili jednego z najważniejszych z nich do siebie. Ale ów też nie w ciemię bity, wysłał jako „ ambasadora” swoją nowo narodzoną córkę (miała dopiero 41 lat). I tak zaczyna się nasza opowieść. Taadaaam! Kto się cieszy? Nikt?! No dobra ,no to dalej... hm, hm ,co by tu wam jeszcze wcisnąć- dzień o którym piszę to dzień rozstania Karnen z Elfami i jej powrotu do „domu” za oceanem. Przyleciał po nią ogromny smok (nie ,nie ten z Dragon Balla) ,ognisty ,żyjący chuj wie gdzie- w każdym razie gdzieś daleko ,ale ...ja tu t w o r z ę k l i m a t i a t m s f e r ę tajemniczości i mistycyzmu , a więc ...Smok przyleciał z ogromnych gór tonących we mgle ,a miały te skały barwę ochru. Takiego też koloru był i on. Czy potraficie wyobrazić sobie stworzenie wielkości półtora nosorożca z skrzydłami długości ok.6 metrów każde. Potraficie? 6 metrów to długość przyczepy tira , o rany ,ale bydlę!! Gad zatoczył kilka kół nad domem Elfów ,budząc z uśpienia wiatr który pozrywał liście z gałęzi. Na koniec akrobacji wylądował na placu ,z którego wyrastały ruiny starych kolumn , niegdyś wystrzelających ku niebu ,a bruk układał się w fantastyczne symbole. Mówców poraziło. Ukryte czujki opuściły łuki i dmuchawki. Patrzono w osłupieniu. A tymczasem przybysz skulony przycupnął i jak wyciosany z kamienia nie drgnął nawet jednym mięśniem swego imponującego ciała. W ogóle. Ty ,może on zdechł? Nie wiem ,no nie rusza się. Sprawdzę. Elf zrobił krok naprzód i od razu spotykał się z uważnie go obserwującym spojrzeniem bestii (muszę dodać opowiadaniu trochę grozy ),stanął więc niepewny i patrzył. On na smoka ,smok na niego. Wzajemne taksowanie się wzrokiem trwało i trwało i gdy Mówca chciał właśnie postąpić na przód myśląc ,że nie doczeka sie już jakiejkolwiek zmiany,gad poruszył z chrzęstem głową chowając ją między przednie kończyny ( a ramionka to on miał...) ;można by nawet stwierdzić ,że wyglądał w tej pozie uroczo (pocałuj go).Niedługo potem donośnie odezwały się dzwony .Smok ,smok przyleciał !!! Karnen czas na ciebie. Karnen wkracza na scenę .Uwaga:
-Kurwa. -zaklęła młoda szlachcianka Loa ,przetrząsając swoje rzeczy po raz setny i nie mogąc znaleźć tego czego tak usilnie szukała. Stanęła wściekła i zrezygnowana zarazem, podpierając boki. Wypuściła z świstem powietrze ,zakładając dolną wargę na górną. Ale trzeba by wyglądać dostojnie ,w końcu reprezentuje elity. A cholera by wzięła dostojeństwo i te elity !- pomyślała na dnie swojej duszy. To im zawdzięczała ,co zawdzięczała -pierw ją tu przywodzą ,a teraz kiedy lepiej już poznała i polubiła Elfów ,każą się jej wynosić. Czy oni myślą ,że skoro jest Loa to nie ma jakichkolwiek uczuć ( bo większości z nich faktycznie nie posiada)? Co oni mogą wiedzieć?- pyta,to mówiąc na głos to dopowiadając w myślach “Co?!” Toż nie oni kędy tu przybyli ,a teraz skoro ci Elfowie są bliscy każą precz iść! “Chociaż...”- przyznała z goryczą -“Choć tyle taktu w nich ,że wprost nie wyrzekli mi tego.” Jacy oni którzy każą się Karnen wynosić? Rada utworzona z najwyższych Elfów i Loa ,bo ponoć tak lepiej pokierują światem. Akurat.. Ile razy to w przeszłości powstawały różne pakty i sojusze ,zawsze zrywane w końcu. Przeważnie kończyły się wojną między niedawnymi przyjaciółmi. Ale teraz ma być ponoć inaczej- bo jakaś przepowiednia ma się spełnić. Od cholery teraz tych przepowiedni ! Ile to już razy słyszała o końcu świata? No i najbardziej odrażający fakt z całej tej historii- potraktowali ją jak zwykłe narzędzie do budowania pokoju między dwoma stronami ...jak narzędzie. -Pani...- głos dworki wyrwał ją z kontemplacji przerywanej wstawianym regularnie wyrazem “Kurwa”. No bo kurwa. Czy ktoś tutaj liczy się z jej uczuciami?!! -Czego ci?- odpowiedziała opryskliwie. -A nic.- Elfka zawsze tryskała optymizmem którym zarażała wszystkich dookoła ,tak więc jednym wesołym podskokiem, nie wiadomo kiedy ,znalazła się przy szlachciance- Proszę ,ponieważ to twoje pani. -Skądże masz to!?- wściekła zabrała przedmiot z wyciągniętej do niej dłoni. -A.. .pomyślałam tak ,iż z braćmi oświęcimy wspólnie naszyjnik twój,ku podróży szczęśliwej .- do słów dołączyła uśmiech który momentalnie uspokoił,ale i rozczulił Karnen. -Nelliar ...dzię -kuję... -wyszeptała jednocześnie obejmując przyjaciółkę ,co zostało zaraz odwzajemnione. -I.. . -Cii...- przerwała Elfce kładąc palec na jej ustach i jeszcze raz przytulając.- Dziękuję tobie ,wam ...dziękuję... -...My Karnen myśleć o tobie ,trwać ku tym myślom nieustająco będziemy, zaś chyba ja w szczególności tęsknocie pozwolę się zadomowić.- wyznała Nelliar Loa ,której i może się zdawało, ale kątem oka dostrzegła jak coś błyszczącego spływa po policzku drogiej jej istoty. -Także i ja.-odpowiedziła demonica bezbarwnie i rozluźniła uścisk. Pośpiesznie zapięła naszyjnik , spoglądając jeszcze raz po ogromnym pokoju. .- I to dlatego czemu zdążać tam nie chcę. Ale jeśli ja tak nie uczynię ,mogą zerwać sojusz, a w razie najlepszym, na mniej korzystne zmienić jego warunki, ...a i będąc tam będę większy mieć wpływ na decyzje podejmowane , rządząc wespół z radą .- zamilkła.,nagle ,na chwilę.- Ale tak prawdziwie... to ja mam ochotę zarzucić wszystko to i być z wami,tu... tyle...iż owo widmo! - Pani ,o jaki widmie rzeczesz? Karnen nie odpowiedziała od razu. Nie odpowiedziała nawet dość szybko i Nelliar widziała ,że prowadzi jakąś wewnętrzną walkę czy jej w ogóle wyjawić co miała na myśli. -To widmo co nad wami ciąży... -odezwała się w końcu. -Czyli cuż to? - O postanowienia rady chodzi. Nie jesteście wy teraz w korzystnej sytuacji: wojna ludzi na północy, roszczenia terytorialne z południa ciągnące. Nietykalność gwarantuje ziemiom tym zaś rada i jej postanowienia, a ja jestem ich gwarantem. -Pani... to tego właśnie oni nie chcieli rzec nikomu ,poza kilkorga wtajemniczonymi? -Tak. -Przeżyliśmy zatem niezbyt długo w niewiedzy. -Nelliar proszę...- spojrzała na dwórkę zamyślona -ta ironia nie jest mi pomocna. Czy obchodzi ich, iż ja tu pozostać chcę!? Zdania mego nawet pod uwagę nie wzięto... zupełnie je ignorując na obradach... -Elfka zauważyła wyraźnie ,że Loa otworzyła usta chcąc powiedzieć coś jeszcze ,ale zamilkła wsłuchując się w dobiegające z zewnątrz nawoływania. Słychać było przez uchyloną okiennicę krzyki, podniecone głosy ,szelesty wielu stóp i bicie dzwonów. Wszystko to razem doprowadzało demonicę do szewskiej pasji; najchętniej rzuciłaby się w tym momencie i wymordowała tam wszystkich. Zniecierpliwiona podeszła do okna, chciała coś krzyknąć ,ale tylko pstryknęła palcami i za pomocą magii zamknęła je . W komnacie zapanowała cisza. Głucha. A ona ciężko opadła na fotel. Uczucie rozżalenia i buntu zalały ją od środka i czuła ,że wybuchnie. Tak się jednak nie stało ,a w zamian za to pochłonęły ją czarne rozmyślania. Nelliar była obok niej ,ale nic nie mówiła. -Nigdzie ja nie pójdę.-oświadczyła nagle dwórce. I znów zapanowało milczenie. W pewnym momencie ,dalszych,pozbawiających wiary rozmyślań i ciszy zaskrzypiały drzwi .Zaczęły chodzić to do przodu ,to do tyłu, jakby ktoś nie mógł się zdecydować czy wejść. Rozległ się tłumiony chichot. Karnen łypnęła groźnie w tamtą stronę. -Cichaj tu.-ale głos który to wypowiedział ,sam ledwo powstrzymywał się od wybuchnięcia śmiechem. Drugi jednak chichotał w najlepsze nie mogąc się opanować. -Bratki (współplemieńcy).-wyszeptała Loa. I faktycznie dwóch elfów słaniając się na nogach z spazmów śmiechu wpadło do komnaty. Od razu przystąpili do parodiowania nastroszonej demonicy ,której nie było to w smak. Jak oni mogą robić sobie żarty w takim momencie? Ale nim się dobrze zorientowała już ją wyprowadzali za drzwi własnego pokoju trzymając za ręce i śmiejąc się. Dokąd? Nie dowiedziała się ,bo oto właśnie z bocznego holu wyłoniło się jej trzech, bliskich przyjaciół. . . Wydali się jej zaskoczonymi, jakby nie spodziewali się jej tu ujrzeć (a kogo, Wałęsy się spodziewali?) ,zatrzymali się kilka kroków przed nią ,w ciszy która nastała. Jeden z żartownisiów przerwał ją jednak prawie natychmiast, rzucając się z niezrozumiałym bełkotem chichotów na elfa który nadszedł przed chwilą i teraz stał patrząc na Karnen i nic nie mówiąc. Drugi z dowcipnisiów nie śmiał się już od dawna , w milczeniu spoglądając na współbraci z którymi wymieniał myśli. Tyle ,że pomysły na jakąkolwiek wypowiedź i zdania pouciekały z holu i wokół nastał kłopotliwy Brakosłów. Ktoś złapał jakiś wyraz ,jeden z niewielu który dryfował w pałacyku i chciał go użyć na początek swojej wypowiedzi skierowanej do Loa. Ale ona zacisnęła kurczowo powieki ,dając znak by nic nie mówić. Ponieważ wbrew sobie ,postanowiła właśnie odejść ,a teraz tym co napawało ją największym przerażeniem była wizja pozostania tutaj ,pod wpływem ich słów, głosów które były naprawdę dla niej ważne. -Przepraszam. -usłyszeli od niej ,stała jeszcze przez moment z nieznacznie spuszczonym wzrokiem ,a potem zaczęła biec . Słyszała kilka razy ,łagodnie wypowiedziane własne imię i tym bardziej się bała przystanąć ,choćby na chwilę. Przyśpieszyła. I zatrzymać się zdołała dopiero przed głównymi wrotami. Od razu gdy przed nimi stanęła ,piękne drzwi ,skrzypiąc ,zaczęły się otwierać przed nią. Rzuciła przez ramię jedno, rozpaczliwe spojrzenie: na świetliste korytarze którymi biegała tyle razy nie zastanawiając się ,że kiedyś będzie musiała je opuścić. Drewno wrót ,jak zawsze kiedy je mijała zapachniało dzikim lasem ,a z zewnątrz dostał się podmuch który owionął jej twarz. *
Przenikliwe oczy spojrzały na świat . Ubrane w odświętne stroje tancerki ,opadały i podskakiwały, gestykulując żywo. Patrzyli się Elfowie z poważnymi twarzami ,udając ,że oglądają występ , w rzeczywistości składając jej w myślach pożegnania.. Znała to ,ale dzisiaj byli tak wyjątkowo dobrymi aktorami ,co ilustrować musiało wielką skalę ich bólu. Nawet później, po przytuleniu się ,po rozstaniu z władcami osady czuła ,że wcale nie musi iść. Szybko narzuciła więc na ramię fioletową tkaninę i oddaliła się. Odeszła. Na osłodę jej bólu, jako przyczynę późniejszych katuszy wędrowała wspólnie z Mówcami zmierzającymi tak jak ona na północ .W poszukiwaniu nowej ojczyzny.
Otuliła się szczelniej fioletowym suknem. Marszczyło się ono i zaginało ,kładły się w tych zagięciach cienie, tworząc widok bardzo malowniczy dla artysty plastyka. Szarpał nim wiatr w gwałtownych podmuchach zimna. -Występując z pałacyku mego ,schodami, na murze bielonym chrząszcza dostrzegłam. Malutki ,biedny robaczek... ku sobie samemu zdany, także i ja.-smok na którym teraz szybowała , miał krótką ,masywną,najeżoną rogami szyję której nie mógł wygiąć do tyłu, skierował więc w tą stronę spojrzenie z której dobiegał głos,chcąc choć częściowo widzieć swoja rozmówczynię.-A gdy na placu byłam już odtańczyli “Wyschnięte koryto rzeki”. Na początku dni jesieni zawsze tośmy to tańczyli.” Gdy rzeka obsychała w korycie swym ukazując muszle , wynajdowaliśmy je tedy, ponieważ stanowią dla naparów niezbędny. składnik --westchnęła.- ”Taniec piękny był.”- ostatnie zdanie dopowiadając sobie w myślach. - Czemu żalem pastwisz się nad sobą ,skoro siła w tobie potężna o Loa?!- gad niespodziewanie ryknął. -Nie zwracaj się tymi słowami ku mi! -Lecz taka prawda właśnie jest. Czy też prawdy nie potrafisz przyjąć? -Jestem Karnen! -Byłaś Karnen tu ,ale teraz ku ojczyźnie powracasz. Przybyłam ażeby ponieść cię za ocean- do domu...-Loa przerwała: -Jednak ja jestem tym kim zechcę być- a chcę być Karnen! Pierw mnie tu wysłaliście, a skoro zadzierguję więzy bliższe z powrotem porywacie mnie od moich!! -Jako Elfy rzeczesz zupełnie.-odparł jej smok nie zwracając uwagi na łzy.-Ku dole, tam spoziernij. Tam Elfowie ,przyjaciele „twoi” kroczą ,lecz wkrótce zechcesz opuścić ich. Przebędziemy przez wiele krain, obaczysz więc ile cierpienia i głodu tam mieszka. -Ale Elfowie uchodzą nie przez wojnę na północy którą ludzie rozpętali! Maja inny powód ucieczki. A zarówno ich jak i jak i mnie brud tego świata nie ima się ,jesteśmy poza tym ,jeśli więc nawet ukażesz mi najstraszniejszy ludzki ból przekonać nie zdołasz mnie. -Właśnie ,właśnie- mruknął gad i w pierwszej chwili dziewczyna była…