fantastyka · 59 min czytania
Nowelki-Uta
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
{b}UTA {/b} (jap. "Piosenka")
{i}Wilki biegną jeden obok drugiego nie wyłamują się księżniczko a kły ich najlepiej się ostrzą przy wspólnych serenadach do księżyca{/i}
Rozdzialik 1 Wypadek przy rzece
"Nie chciałam być chora ,ale to oni mnie zarazili. Dlatego ,że mówili smutno i ,że musze się uczyć tylko. I byli tacy gorzcy i uciekłam ,to przez to ,że mnie zarazili smutkiem."
Część 22 / 2
Koń przestąpił z nogi na nogę. Zdecydował ,że dalej pobiegnie ,chociaż był zmęczony. Nie mógł sobie jednak pozwolić na galop , miał na sobie bezwładnego jeźdźca. Kłus. Aż po wrota lasu. Tu zatrzymał się i wolnym krokiem wszedł między zabudowania drzew. Pośród nich było bardzo przyjemnie ,a wijąca się przez bór rzeczułka wzbogacała go tylko swoim pluskiem. Dla wszystkich utrapionych podróżnych którzy zostawiali w niej swoje zmęczenie istniała jako miejsce obiecane. I nie inaczej było z koniem który ledwo co stanął w zimnym nurcie , a woda cudownie ochłodziła mu umęczone nogi. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie ,że widać było pot uciekający wraz z prądem. I nagle nad małym ,kamienistym korytem rozszumiały się potężne drzewa o roztopirzonych czuprynach. Zdołały zaintrygować zwierzę. Tak bardzo ,że chcąc im się lepiej przyjrzeć, podekscytowane wygramoliło się niedbale i pośpiesznie na krawędź łożyska, pozwalając tym samym aby jeździec się zsunął. I wpadł wprost do strumienia ,gdzie woda od razu przyoblekła wokół niego czerwony kolor. Szczęśliwie głowa oparła się o brzeg ,zaś reszta ciała unosiła się bezwładnie opłukiwana przez prądy. Wierzchowiec odwrócił się zaskoczony nagła lekkością jaką poczuł i z zdziwieniem dostrzegł ,że człowiek znajduje się w rzeczułce a nie na jego grzbiecie. Podszedł do niego, przystając tuż nad pochylił się i obwąchał z chrapami blisko twarzy. W błędzie są jednak ci którzy sądzą, że koń stałby na straży, gdyby bowiem jeździec nie przebudził się w ciągu kilkunastu najbliższych minut klacz pobiegła by tam skąd przyszła . Wracając prawdopodobnie na zielone pastwiska. Niespodziewanie jednak leżąca w wodzie dziewczynka otworzyła oczy. Usiłowała wymówić imię konia ,ale była w stanie wydać z siebie tylko cichy jęk. Spróbowała jeszcze wyciągnąć drżącą rękę by dotknąć jego pyska ,ale ponownie zemdlała. Gdy to się stało z głębi lasu napłynęły niespodziewanie jakieś zawołania, wzmagając czujność zwierzęcia , które poderwało się znad ciała i zaniepokojone zaczęło nasłuchiwać. Słońce zachodziło i znaczyło bladą plamą liście. Na złoto, tam gdzie jeszcze docierało przez bogate poszycie. Spód lasu więc ,nawet tuż przy jego brzegu od kilku już godzin znajdował się w mroku. Odnosiło się wspaniałe wrażenie ,że ramiona drzew to cudaczne kolumny w niedostępnej świątyni. Z góry, poprzez oszklony dach padają skrzące się snopy słoneczne. Jednocześnie delikatny wietrzyk wzrósł jako zapowiedź nadchodzącego wieczoru i zaszeleścił jeszcze raz, gwałtowniej niż ostatnio koronami drzew. Zmącił także wodę. A rumakowi przyniósł obce zapachy. Zwierzę zaniepokojone skierowało uszy do przodu .Bardzo uważnie wpatrując się w kierunku dźwięków i woni .Zawołania. Wzmogły się naraz, równocześnie z niepokojem klaczy. Zastrzygła uszami. Kroki. Są blisko. I kiedy można spodziewać się najgorszego wtedy przyszła pomoc. Nieoczekiwana. Radosna, jak pierwsze dni wiosny. Uśmiechy Midzu ,a potem ich spokojne słowa i gesty uspokoiły konia . Gdyby jeździec nie stracił świadomości to by widział jak bez żadnych oporów daje się im prowadzić. Odziani w bladoniebieskie, długie szaty pośpiesznie i prowizorycznie opatrzyli rany dziewczynki ,poczym z pomocą jej wierzchowca zawieźli ją tam gdzie się obudziła pełna zdziwienia z pytaniem “Gdzie też ona jest?” *
Rozejrzała się przed to po przestronnym pokoju ,rękę opierając na jedwabnej pościeli. Miejsce to zdziwiło ją bardzo , nie wiedziała bowiem nawet jak się tu znalazła ,nie wspominając już o wiedzy gdzie to jest. To nie jej komnata. A nie... przecież w niej od wielu, wielu nocy nie sypiała już. To pomie- szczenie jest o wiele mniejsze. I przytulniejsze. Zauważyła stolik. Piękny ,pomimo ,że bez bogatych zdobień do których tak przywykła. Poza tym tkanina w nieznanym kolorze zawieszona w małym oknie. A okno otwarte. Więc ta firanka unosi się wesoło w tańcu, bo wiatr ją poderwał. Napłynął delikatny zapach bzu. Biel ścian oślepia. Przymyka oczy. A nie widząc ,lepiej czuje zapachy i ciepło wpadające przez okiennice. Śmieje się. Szczęśliwa ,beztroska i znów jest dzieckiem. Ciepło. Gdy podnosi powieki światło jej źrenic już nie drażni. Tylko ściana, mimo zimnej barwy ciepła jest w dotyku. Na poręczy łóżka znjaduje mały, haftowany szlafrok. Narzuca go na siebie i z wielka radością wychodzi na zewnątrz. Czyli na niewielki balkonik zawieszony nisko nad ziemią .Z niego to doskonale widać ,że dookoła rośnie wiele krępych drzew o bardzo rozłożystych konarach ,jak to na którym się znajduje. Na takich gałęziach właśnie i przy głównym pniu wznoszą się małe tarasy widokowe. Jedne kołyskę kształtem imitując ,drugie prawie na półkole zdobywając się. A wszystko bogato zdobione srebrnymi znakami. To jest wyrżniętym w drewnie pismem i w tą ranę srebrem posypane. Napisy mienią się w świetle dnia. Księżniczka przygląda im się przez długą chwilę z niemym zainteresowaniem. Jej wzrok skacze od jednego do następnego z wielu drzew dookoła i zatrzymać się nie może -”Nieskie”- myśli, od ziemi do tąd będzie może wysokość jej wzrostu. I dwa razy tyle nad nią.-To kształt dziwny są.-wspiera się o balustradę i wychyla by spojrzeć w górę .-Toć przypomina mi raczej kubłak na wodę ,a nie jako drzewo wygląd.-pień faktycznie , rozsadzisty. Przy nim nawet grube gałęzie wyglądają jak chude patyki. Wszystkie konary obrośnięte listowiem i łapczywie wyciągające się ku słońcu. Ono zaś teraz jest bezpośrednio nad rzeką. Rzeka! Niemożliwe ,że nie dostrzegła jej od razu. A przecież rozpościera się raptem kilkanaście kroków przed nią. Toczy tu swoje cielsko leniwie ,woda jej szemrze. Po drugiej stronie brzegu, z głębin lasu wypływają liczne potoczki ,zasilając ją. Tam też zalega mrok. Teraz wczesna ranna godzina i promienie jeszcze w to miejsce nie dotarły. Skąd zapach kwiatów tych? Skoro sama trawa faluje nad brzegami? I wtedy spostrzega dziewczynka pośrodku ,w miejscu najszerszym ruczaju drzewo. -To drzewo wzrasta w rzece... -w zachwycie skomentowała. Wygląda tak samo jak te tutaj; z tym wyjątkiem ,że ma srebrną korę. Do tego nie posiada liści. Zamiast nich coś innego , czego nie rozpoznała od razu ,a co przypominało małe kawałeczki ciągle płynącej w miejscu wody poruszało się przy wietrze na gałęziach. Dotarło do niej ,że to musi być to coś związanego z magią. A ta myśl wywołała podniecenie. Magia! Cała drżała przejęta. Zresztą nie tylko tym ,ale i rozglądając się wokół i widząc cudność ,aż nierealną krainy gdzie się nagle znalazła .Nie mogła uwierzyć tak naprawdę ,że tu jest. A tam ,tam w dole, przy rzece uwijają się kobiety i mężczyźni. Nie słychać ich głosów. Postrzega jednak jak wspólnie przy czymś pracują. Przeplatają rękami sprawnie. Obserwuje ich zaintrygowana dłuższy moment. Ich stroje! Nie widzi ich po raz pierwszy ! Skąd je zna? I wtem ,nagle ,ma wrażenie ,że widzi dwie męskie twarze pochylające się nad nią ,uśmiechają się ... -Tak samo odziani oni byli!- dostała nagle olśnienia- ”Ale dlaczego?” zadała w myślach ,gdyby nie fakt, że jest dzieckiem ,idiotyczne pytanie. No bo dlaczego ci co ją uratowali ubrani są tak samo jak ci ludzie tutaj? A w takim razie gdzie jest jej koń? Rozpaczliwie przebiegła oczyma po całym polu widzenia ,ale nigdzie nie zauważyła jego śladu czy też nawet nie usłyszała rżenia. Gdzie jej klacz? Jej ukochany koń, rumak gdzie? Łódź została spuszczona na wodę. Zakołysała się na niej delikatnie. A stojący na brzegu Midzu wydali okrzyk triumfu. Narzeczony przytulił swoją przyszłą żonę. -Wiesz ci, ukończyliśmy ... -Hurra, hurra! -rozniosły się głosy. U Midzu był zwyczaj ,że nad łodzią dla narzeczeństwa pracowało na przemian całe plemię I całe plemię się radowało ,nadszedł bowiem koniec trudów. Na dwa dni najbliższe zawieszone zostaną wszystkie prace ,na rzecz ucztowania i bawienia się. Księżniczka nie mogła jednak widzieć całej tej sceny ,gdyż zamknęła się w pokoju. A to dlatego, że długi czas stała na tarasie w nadziei dostrzeżenia przyjaciela ,on nie pojawił się jednak. Zrozpaczona była. Przekręciła więc klamkę i z pewną ulga zamknęła drzwi za sobą. Ale cuż to? -Witaj.- uśmiechnął się do niej mężczyzna. Siedział sobie najspokojniej w świecie na fotelu na przeciw wejścia. Dziewczynka podskoczyła przerażona .Nie spodziewała się tutaj kogoś zastać. -“Ale doć...” -myślała gorączkowo -”...tu nie ma wyjścia innego ,a przy nim stałam cały czas. Doć?” -Przyszedłem tu, by obaczyć czy czegoś ci nie trzeba pani. -Ach, nie. Dziękuję tobie. Al- a.. -zadrżał jej głos-.. . lecz kim panowie jesteście i czemu ... czemu mi ...mnie pomogocie?- obcy zareagował uważnym ,przeciągłym spojrzeniem. -Pani, księżniczko...- rozpoczął uroczystym tonem ,co zszokowało dziecko; skąd bowiem wiedział kim ona jest?-... Zwiemy się rzecznymi ludźmi, choć wśród waszych ludów przyjęła się elfia nazwa nas “Midzu”, możliwe żeś zasłyszała? -Midzu?- tak ,faktycznie w jej mózgu coś się poruszyło i napłynęły wszelkie informacje o tym dziwnym plemieniu ludzi. Żyją ponoć niedaleko oceanu, na wschodnich krańcach ziem, wśród lasów i rzek, schrony swe budując. Czyżby dotarła tak daleko od ojczystych ziem? Ile krajów musiała minąć?. Skłamała by pewnie ,ku przezorności ,że nie wie kim są ,jej namysł trwał jednak zbyt długo; poza tym wiedzą już ,że jest księżniczką. Kto uwierzy królewnie która będzie twierdzić, iż nie wyznaje się na rasach i plemionach ziemi ?Ponadto rozeznając się kim jest ,mogą mieć o wiele więcej wiadomości o jej osobie. -Ach, słyszałam ,tak. Tyle ,iż niedużo mój panie. Nie wyznaję się na twoim ludzie. -Nie mów mi panem, zwą mnie Kropla w twym języku i niech tak zostanie. -zrobił pauzę ,trochę za krótką ,jak na naturalny odruch .-Cuże życie mamy ciężkie, ,ale nie odmówmy pomocy zbłąkanemu dziecku.-za słowami o ciężkim życiu ,dziewczynka rozejrzała się z powątpieniem po pokoju. Może i zbytków tu nie było ,lecz na pewno nie żył tu ktoś na skraju nędzy. Midzu odgadł spojrzenie i zaśmiał się tylko.-Nie wszystek mieszkania takie nasze. To zaoferowane Tobie jednym z najlepszym zdaje się być. Żyjemy skromnie ,todzież jednako z drzewami ,listkami, ptaki a wodę zwłaszcza w miłości. Zrobiło się jej głupio. Nie wiedziała co ma powiedzieć czy zrobić. Stała tak dłuższą chwilę. W końcu, odważyła się o coś spytać ,jakąś błahostkę ,cokolwiek byle by ukryć swoje zażenowanie. A potem rozmowa potoczyła się już wartko. Midzu okazał się ciekawym mówcą i dobrym słuchaczem ,choć to przeważnie on odpowiadał na postawione pytania. Dziewczynka nawet nie zauważyła ,kiedy historia pochłonęła ją na tyle ,że mimowolnie ,bez obaw usiadła u jego stóp. A słów potrzebowała bardzo ,by nie myśleć na razie o pewnym bardzo trudnym wyborze którego będzie musiała dokonać. I to najprawdopodobniej w całkiem bliskiej przyszłości. Tylko ,że teraz nie chce mieć tego świadomości nawet. Zasłuchana. Midzu ma piękne, delikatnie złociste oczy ,skórę koloru kawy wymieszanej z mlekiem i srebrne ubranie. Wyobraźnia nigdy nie dorówna obrazom rzeczywistości ,nigdy tak wiernie nie odda tych wszystkich cudów ,nie zapoda nam ich zapachu ,głębi zmieniających się kolorów, poczęstuje nas jedynie ich wyblakłymi widmami które nie dadzą nam możliwości dotknięcia ich naprawdę i przyjrzenia się z bliska. Nie jest więc rzeczą dziwną ,że mała nie mogła się napatrzeć gdy miała wreszcie przed sobą przedstawiciela plemienia o którym słyszała w legendach. -Cuż jednak chciałem ci przekazać... -zadeklamował na koniec opowieści.-... to ,iż nasz mędrzec, on chciałby rozprawiać z tobą. Z miejsca w którym teraz wznosi się to drzewo nie dostaniesz się ku nim, tudzież użyć magii musisz .Widzisz to tremo?? To nim tu dotarłem ,jeśli zastanawia cię jak. -I mam wstąpić w tremo?- spytała ,nie mogąc jakoś sobie wyobrazić czarów przy pomocy lustra. -Nie! Nie, nie.-zaprzeczył rozbawiony.-Nie wchodzisz, ono samo cię przeniesie ,to magia wodna. Dotknąć ci wystarczy. Zejdziesz ku dołowi drzewa więc gdy zacznie się zachód słońca. -Ku ludziom zamieszkującym owe drzewo?? -Tak ,mieszka tam zacna rodzina sprawująca pieczę nad lustrami. Widzę ,żeś postrzegłaś wiele faktów szybko.-śmiał się znowu.- Próg tam nie drzwi (Nie ma tam drzwi tylko próg) . Oni cię powiodą. Wyjaśnił co miał wyjaśnić ,podszedł więc do lustra i dosłownie rozpłynął się w jego tafli. Dziewczynka jeszcze długo stała wpatrując się w miejsce gdzie zniknął ,z niedowierzaniem pomieszanym z jakąś dziwną nostalgią. I szczerze mówiąc nie mogła się już doczekać tego zachodu słońca. Nie dziwne ,że gdy wreszcie nadszedł , rozentuzjazmowana wybiegła na balkon. Problem który pojawił się jako pierwszy wydawał się błahy... -Tu nie ma jako zejść.-Z pokoiku prowadziły tylko jedne drzwi- tutaj ,stąd zaś nie było żadnych schodów ani nawet drabiny. Lustra zaś używać nie potrafiła , a przede wszystkim bała się spróbować. Co prawda była zrezygnowana ,nie na tyle jednak by przepuścić okazję spotkania się z jakimś “mędrcem” co dla niej brzmiało bardzo dumnie. Poza tym on na pewno będzie potrafił wyjaśnić jej wiele kwestii. Zacisnęła zęby i skoczyła. Opadła miękko wbrew obawom i nie mogła się powstrzymać ,żeby nie krzyknąć z wielkiej radości która ją nagle opanowała. To wywabiło z pnia właścicieli drzewa. Wyszli popatrzeć zdumieni. Przeciągły moment przyglądali się jej. -Todzież to dziecko? -spytał w swym ojczystym języku ojciec domu. Jego syn który wyszedł wraz z nim odpowiedział: -Chybaż. Jedna rzecz była oczywista; nie chciało im się wierzyć ,że żołnierze mogli ocalić jakiegoś “prawdziwego” człowieka którymi oni tak pogardzali. A teraz ,jeszcze do tego- sam mędrzec ofiarował mu spotkanie z sobą. Ludzi którzy wkroczyli na ich tereny zwyczajowo się zabija i zjada ,a nie ratuje im życie. Bardzo dyskretnie zmierzyli ją wzrokiem. Chociażby po sposobie w jaki stała bez większego trudu stwierdzić można było ,że jest kimś wysoko urodzonym, a do tego te plotki ,że to księżniczka jakiegoś ludzkiego królestwa... Tego im tylko brakuje: mieszania się w politykę. Niespodziewanie ,przerywając te rozmyślania z wewnątrz wypadł najmłodszy z rodziny. Tym razem bawił się ,że jest ptakiem, rozłożył ręce i zatoczył kilka kółek dookoła pnia. Dziewczynka z braku lepszego zajęcia przyglądała mu się. -Jak brzmi twa godność?- podbiegł do niej i bezpośrednio zapytał. -Serni ni wypada tobie pytać tak.-zganił go ojciec .-Choć dziecko ku nam. Tremo posiadamy my i czary jego ukazać ci chcemy.-zwrócił się z kolei do przybyszki. Skinęła głową. Niepewnie wkroczyła za nimi do środka. Tam zaś, można było przekonać się ,że pień był o wiele większy niż komukolwiek mogłoby się to wydawać na zewnątrz. Pośrodku płonęło malutkie ognisko przez co panował półmrok Na ściany padało tylko trochę pomarańczowego światła. Nie była w stanie ocenić ile osób jeszcze siedziało tutaj ,gdyż wszyscy milczeli. Jedyne czego mogła być pewna to kobieta będąca prawdopodobnie matką domu ,siedząca przy ognisku tuż. -Tam.-powiedział Midzu wskazując na wielkie tremo. Stało na końcu pomieszczenia. Było bardzo piękne ,załamywało w sobie blask ogniska i skrzyło się wspanialej od najlepszych diamentów które widziała. Szła w jego kierunku urzeczona. Gdy stanęła na wprost wyciągnęła ku szkle rękę. -Nie tak!- powstrzymał ją mężczyzna. -Źle to czynisz.-głos usłyszała za swoimi plecami .A był żeński. Spostrzegła kobietę tuż przy sobie. Matkę domu-tą która jeszcze kilka chwil temu siedziała nieruchomo przy płomieniach. Klasnęła w dłonie ,następnie uniosła je do góry i opuściła. -Teraz możesz przestąpić. A gdy znajdziesz się po drugiej stronie, idź wprost cały czas, aż po potok dojdziesz, tedy lewo aż ku angai -Świętemu Drzewu. Po srebrzystej korze go poznasz. -I po tym, iż wzrasta w rzece.-dziewczynka uśmiechnęła się do kobiety ,a jej został odwzajemniony. Chwilę potem położyła swoje ręce na lustrze. Zafalowało najpierw i wirować zaczęło ,szybciej i szybciej. “Woda przepływa przeze mnie” -zdążyła jeszcze pomyśleć nim całkowicie nie skupiła się na tym doznaniu. Miała odczucie jakby lustro kawałek ,po kawałku, acz szybko bardzo zamieniało jej ciało w wyschniętą skorupę, pobierając z niego wodę i tak wysuszoną jak gąbka wciągnęło w końcu w swoje wnętrze. -Boli ,to boli.-wymamrotała.
* Dziewczynka dostrzegła po drugiej stronie rzeki jakiś zarys. -Mędrzec. -domyślała się. -Tak, witaj zapraszam do środka.-głos pochodził się z wewnątrz owego zarysu ,ale gdy zrobiła krok do przodu sam zarys nagle okazał się o wiele większy niż wydawał się na początku; przybrał znajome kształty i mała już wiedziała ,że głos wydobywa się z wewnątrz drzewa. Gdzieś ponad angai wystrzelił jasny snop i opadł na ziemię. Spiął brzeg gdzie stała z maleńką wysepką i świętym drzewem na niej. -Most! Czarujesz mosty? -Och i nie tylko, wejdź.- odpowiedź była istotnie urokiem , gdyż puściła się natychmiast pędem przed siebie nie myśląc już o niczym co dręczyło ją do tej pory.-Dziecko drogie, spocznij.- Posłusznie usiadła gdy znalazła się już w głównej sali o nieprawdopodobnie gładkiej ,wypolerowanej drewnianej podłodze. Gorejące przytłumionym światłem lampki odbijały się w niej nierzeczywistymi formami, tańcząc na jej powierzchni ,drgając ,zmieniając kształty i czarując ,zwodząc oczy. -Kimże jest pan? -Jestem mędrcem. -Naprawdę?! -I czemuż dziwisz się tak ,czyż nie jestem jako mędrzec? -Nie ,w zupełności. Doć brody nie ma pan... -dzieci są szczere. Gdy tylko usiadła na przeciw od razu zaczęła mu się uważnie przyglądać. -Brody?- spytał najwyraźniej zdziwiony. -Tak, brody. Doć krzaczastych brwi tokże ,a ni rzecze pan jak mędrzec, zagadkami się znaczy. Nieznajomy wybuchł śmiechem. -Z czegoż się śmieje pan ,z czegoż!? -Ach bo dziwnymi miarami sadzicie mędrców w twym kraju. Lecz ty nawet nie zdajesz sobie sprawy z niebezpieczeństwa. -Co niebezpiecznego? -Czy dziwne nie zdało się gdy drzewo mym głosem przemówiło? Nie!- zaprzeczył od razu za nią, wskazując palcem na jej oczy.-Dla ciebie dziwne nie było to .- nie spytała dlaczego tak sądził- Dlaczeguż? - wciąż milczała. - Dlateguż, że dzieckiem tyś i za oczywistość uznałaś to... Odprawiłem ja wszystkich ,sami jesteśmy. Wiedz, iż gdybym zachciał mógłbym ci wiele złego czynić teraz. Wstrząsnęło nią, serce zabiło jej gwałtowniej .Odsunęła się od mężczyzny. -A uczyni mi pan?- spytała z dziecięcą naiwnością. -Tak. Porozmawiam z tobą. -Porozmawia pan? Mędrzec znów się roześmiał. -Tak, tak porozmawiam. Chcę pomóc tobie, a chcę też ino byście otworzyła się przed mną, więc współbraci odprawiłem. -Nie mogę. -Czeguż nie możesz? -Otworzyć się przed panem. -Dlaczeguż? -A co oznacza otwarłać przede kimś się? -Ach więc znaczenia słów nie pojmujesz i jeszcze bardzo wielu rzeczy. Jakże więc uciec mogłaś? -otworzyła już usta by na to zareagować i powiedzieć mu coś pełnego wyrzutu ,gdy on dodał szeptem: -Ja wielu także rzeczy i słów nie rozumiem... Zapanowało krótkie milczenie. -A skąd wie pan ,że uciekłam? Skądże jeden z Midzu wie ,że księżniczką jestem?!! -Nie jeden ,a wszyscy .Nie wiem, zapytaj ich ,ja bowiem wyczytałbym to w twoich myślach. -Potrafi pan czytać w myślach? Mędrzec uśmiechnął się łagodnie i skinął głową. -Potrafię. Przybyłaś z południowego-zachodu. Wojska ludzkie całkiem nie daleko, bo za granicą gór szykują się do wojny. -Ujrzałam dużo wojsk... -Od nich ta rana?- wskazał szramę na jej ramieniu. -Uciekłam... -wyjęczała rozpłakując się jednocześnie. -Cichaj tu, cichaj nam; sama opatrz jakoże rodziciele potrzebni tobie. -Ale ja nie wrócę! Nie nawidzą mnie oni !! --Tylko ojciec, matka nie żyje-dobrze rzeczę? -Tak mamusia zmarła mi, ale ojca nie ścierpię ! -My cię zatrzymać nie możemy, własne pytania tożci w morze znów niedługo wyruszamy. -Wiem... gdzie ja ostoję? -usłyszał w tym głosie panikę , odpowiedział więc spokojnie. -Pójdź do swoich. -Nie!- wybuchła- W morze?- zagadnęła , niespodziewanie przestając płakać .I postanawiając sobie ,że więcej się nie da rozpaczy. -Tak. My Midzu dwie trzecie roku spędzamy na falach. -Aha.-I to był cały jej komentarz. Mimo postanowienia poczuła bardzo wyraźnie jak chce by ją ktoś przytulił. Zagubiona była w obcym sobie miejscu ,pragnąca znów czuć się bezpiecznie. Pchana jednocześnie przez nieznaną siłę by doświadczać. Tęskniła. Łaknęła ojcowskiej ręki i równocześnie odtrącała ją z obrzydzeniem . A nie chcąc sprawiać dłużej problemu swojemu gospodarzowi-jak uważała, wyszła po niedługiej rozmowie. Korytarzyk w drzewie oświetlony czarodziejskimi pochodniami wyprowadził ją na zewnątrz. Most wciąż tam trwał i dopiero kiedy po nim przeszła zniknął jak sen. W głowie brzęczały jej ostanie słowa mędrca: ”Jakakolwiek decyzja twoja, ja uszanuję ją, ponieważ jesteś niecodziennym dzieckiem.” Uszanuje. Ale co powinna zrobić ,do kogo pójść? Pytała samą siebie ,nie rozważając nawet myśli o powrocie, nie biorąc jej pod uwagę. I wtem w oddali ujrzała wędrujące w jej stronę światła. Z lasu. Chwilę potem zobaczyła jak wyłania się z niego jakaś rodzina, szczęśliwa ,idącą z wspólnie splecionymi dłońmi. Śmiali się do siebie. Poczuła na ten widok jak ją coś chwyta za gardło i puścić nie chce ,dławi. Nie wiedziała jeszcze ,że pierwszych łez które zrodziły właśnie jej oczy nie zatamuje tej nocy. *
To był jeden z tych parnych ,dusznych zachodów słońca gdy podziwia się świat ,odpoczywając. Ona, na tarasie po całym dniu towarzyszenia Midzu w ich codziennych pracach. Od czasu swojego pierwszego spotkania z Mędrcem nie widziała go już więcej. Przychodziła czasami pod Angai- Święte Drzewo ,ale nie przemówiło już więcej do niej jego głosem. Jeden z tych końców dnia gdy niebo jest szkarłatne ,z purpurowymi chmurami ,delikatnie rozświetlonymi na krawędziach przez promienie. W czasie gdy słońce umiera na znak zmierzchu końca dnia tysiące dmuchawców unosi się do nieba ,ich małe duszyczki poszukują odkupienia przed zmrokiem. Bowiem gdy ciemność wkradnie się między kształty świata zacierając je ,ocalenie stanie się niemożliwe. Duchy ich wtedy będą się już mogły tylko błąkać po wodach jako małe światełka,; aby wraz z świtem rozpuścić się i przestać istnieć jako byt. Dlatego teraz tak pośpiesznie, w zwariowanej kolumnie mkną ku słońcu dmuchawce ,liczą jeszcze na odkupienie w jego blasku. Nim ten zgaśnie. W tym samym czasie, kiedy to cienie rzucane przez las są już bardzo długie, stało u jego progu rozprawiając dwóch mężczyzn należących do odmiennych plemion .Elf i Midzu. -Ależ nie, nie. -odparł wodny człowiek topiąc wzrok w swoich myślach. -Pewnością jesteś w tym? -Tak. Nie opatrzyłem tu żadnowego dziecka o złotych włosach toż zielonych oczach, do tegoż ludzkie powiadasz? -Elf przytaknął. Jeżeli o niego chodzi to miał pecha. Trafił akurat na Midzu który dopiero co powrócił do ojczyzny i nie mógł wiedzieć o księżniczce. Całej rozmowie przysłuchiwał się jeszcze jeden tubylec. Znosił na skraj lasu belki do budowy łodzi ,a posłyszawszy obiekt konwersacji, zachodził w głowę czemu taka dziewczynka ciekawi Mówcę. Ona tymczasem nieświadoma toczącej się dyskusji oglądała przybycie wojowników z nadmorskich terenów. Przypłynęli rzeką i teraz wysypywali się na łąkę gdzie oczekiwał ich już wiwatujący tłum. Księżniczka oszołomiona nowymi, egzotycznymi zapachami i krzykami stała ,patrzyła. Piękne wonie to perfumy miejscowych kobiet -spostrzegła. Ich wymyślne ,a jednocześnie proste stroje wywierały na niej duże wrażenie. Ta pani obok niej na przykład miała naszyjnik z kory drzewa. Żołnierze z pompą przemaszerowują przez tłum. Wiwaty wciąż się podnoszą. Gdy cały pochód przeszedł już prawie, księżniczka dostrzega jak jeden z mężczyzn podkurcza rękę do biodra i usiłuje zakryć ją płaszczem. Niewiele więc myśląc zaczyna gwałtownie przeciskać się przez tłum. Idzie jej to bez większych trudności ,przez fakt iż jest mała. I kiedy wypada na koniec orszaku wojowników, dogania rannego i łapie go za rękę, aby się zatrzymał wzbudza sensację. -Uzdrowię.-mówi mu ,ale paladyn nie ćwiczony w mowie południa nie rozumie. Przygląda się jej zdumiony myśląc ,że może to obco wyglądające dziecko chce mu uścisnąć dłoń jako bohaterowi. Ale ono tylko cały czas pośpiesznie powtarza kilka słów ujmując jednocześnie delikatnie jego zranioną rękę. Postanawia więc je zignorować obdarowując wcześniej ciepłym uśmiechem i ku jego zaskoczeniu dziewczynka zuchwale odwzajemnia ten gest łapiąc go jednocześnie zdecydowaniej za przedramię.- Zostań.-dodaje z naciskiem ,unosząc dłonie nad raną. Oliwkowe światło rodzi się tuż powyżej złamanej ręki. Przenika do niej, wiruje wewnątrz ,spaja kość, odbudowuje uszkodzone ścięgna, wywołuje ból. W zamian za to jednak już po kilku chwilach cierpienie mija bezpowrotnie i wyraz ulgi wkracza na twarz wojownika. Pomimo zaskoczenia całą sytuacją i wielu par oczu przyglądających się jemu i tej dziwnej dziewczynce ,nie zapomina złożyć grzecznych podziękowań w ojczystym języku. A wiedząc ,że nie rozumie ani słowa mierzi jej jeszcze włosy w przyjacielskim geście. Dziecko spogląda mu prosto w oczy i widzi w nich zachwyt swoja osobą, a na twarzy woja szeroki, szczery uśmiech zadowolenia. Zbiorowisko wybuchło. Jak lawina. Nawet księżniczka wychowana w centrum zainteresowania uczuwa zmieszanie. I czym prędzej chce się usunąć na bok. Tłum jednak nie pozwala ,ściska, napiera. Wszyscy chcą jej dotknąć .Wyciągają ręce. Są pogodni, ale rozentuzjazmowani. Kilku osobom udaje się złapać ją za ubranie. Ta sytuacja przytłacza coraz mocniej ,ciężko nawet o oddech w tym ścisku .Czy naprawdę wszyscy Midzu wyszli akurat teraz z swych pokoi i są tu by jej podziękować? Po kilkunastu chwilach takiego szamotania zaczyna czuć zmęczenie. Trzeba się czym prędzej wydostać! Dlaczego żołnierze tylko patrzą i stoją ,nic nie robią ,mimo ,że jednemu z nich pomogła? Czemu nie rozgonią tłumu?! Wijąc się i próbując oswobodzić z uścisków na szczęście dostrzegła błyśnięcie między oddziałami gdy dłuższą chwilę patrzyła w tamtym kierunku. Błyśnięcie powtórzyło się. Co to jest? Tak świecić może tylko... lustro!! Lustro odbijające zachodzące słońce! Gromada naparła na nią mocniej ,radosne okrzyki powtarzały się coraz częściej z coraz większą siłą. Nie rozumiała narzecza w którym odbywał się ten radosny szczebiot ,ale wśród jego wołań udało się jej zbliżyć do żołnierzy na tyle ,że gdy ruszyli naprzód w zwartym szyku uczepiła się płaszcza jednego z nich i w ten sposób wydostała się poza największy ścisk. Wojownicy cieszyli się powszechna czcią i nikt nie ośmieliłby się ich dotknąć nawet w celu złożenia podziękowań. Gdy poczuła chłodniejsze powietrze a liczba ciał wokół zmalała, wykorzystując swoje niewielkie rozmiary zaczęła sprawnie się przeciskać .Wszyscy myśleli ,że jest wciąż gdzieś w środku kotła i chcieli się tam dopchać Ona za to zręcznie im umykała między nogami, a kiedy wydostała się już na obrzeża zbiorowiska dostrzegła trzymającego lusterko. Był to oczywiście Kropla. Uśmiechał się życzliwie. -Kropla...- wysapała. - Pani myśleliśmy ,iż cię tam stratują. Spojrzała zdumiona gdy nagle zza jego pleców wyłoniły się trzy osoby. Była prawie pewna ,że wcześniej nikogo za nimi nie było. Nic się nie odzywając patrzyła po nowych nieco niepewnie ,żeby z jeszcze większym zdumieniem stwierdzić ,że twarz jednego z nich należy do kobiety. Od razu nawiązały serdeczną więź. Zaczęli oddalać się od ciągle wiwatujących w ciszy nie zakłócanej przez nikogo z nich. Wszyscy Midzu żyli już niedalekim przeniesieniem swego losu na morze. Gdy tylko wiosna rozgorzeje w pełni... Rozmowa sama zaczęła swój bieg od tego tematu i toczyła się im przyjemnie ,aż zaszli na polanę po drugiej stronie brzegu, wcześniej małym ,uroczym mostkiem w głębi lasu bród pokonując. Na trawie tu rozłożyli się wszyscy i leżeli aż niebo czernieć poczęło. A wtedy ktoś zadał dziewczynce pytanie: -Z pewnością oczekujesz swojego przyjaciela? W pierwszej chwili nie zrozumiała. Przeniosła wzrok na leżącego obok rozmówcę i dopiero po kilku długich momentach pojęła sens słów. -Tak!- poderwała się gwałtownie.-Gdzie jest Silgo? -A więc to kobyła?- spytał ktoś inny.-Myśmy myśleli ,że toć ogier. -Midzu parsknęli rozbawionymi głosami. -Dlaczego? -Nigdym nie ujrzeli takowego dużego konia. -Słuchaj tera... tam. .-zakomunikował jej pierwszy i wskazał w stronę lasu przez który przechodzili. Wsłuchała się. -Doć... koń! Silgo! -była pewna co do imienia wierzchowca ,gdyż to rżenie zawsze i wszędzie rozpozna. Zaraz też dostrzegła siwą sylwetkę. Kolor włosia rumaka identycznie jak u Midzu zawierał się między srebrem a złotem ,mieniąc się przy najdrobniejszym ruchu. Chód miał sprężysty ,zgrabny. Dziewczynka rzuciła się na spotkanie by niedługo potem wtulać się w pachnącą trawą sierść i czule witać. Pośpiesznie pożegnała się z przyjaciółmi, decydując się na nocny spacer łąkami krainy wodnych ludzi. Jednak w pewnym momencie poczuła ,że musi być sama. Konia zostawiła luzem , idąc dość długo wzdłuż szerokiej rzeki. Z przeciwnego brzegu dolatywały ją bardzo niewyraźne odgłosy ciągle trwających uroczystości z okazji powrotu wojowników. A także podjęcia ważnych gości jakimi byli niewątpliwie Mówcy. O tym ostatnim nie wiedziała. Rzeka płynie ustalonym korytem ,szemrząc. Świetliki grasują nad nią chmarą. Wymieniają w tańcu ukłony .Ich światło przyciąga nocnych drapieżców i wzrok dziewczynki. Uwijające się robaczki i ciemna woda nasuwają wspomnienia ,powodują potok pytań. Pytań głównie egzystencjonalnych które nie…