dla-dzieci · 12 min czytania
Nowozmarli
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
NOWOZMARLI
Pada śnieg, skrzypi mróz, maluje wzroki na oknach. To zima, to święta, to gwiazdka! Choinka zdobna w świecące cacka stoi w kącie pokoju, samotna, smutna, a ogień buzuje w kominku jak szalony. Dzieciaki lepią bałwana, lecz nie wychylają się poza złoty prostokąt, który tworzy na śniegu blask światła z wnętrza chatki. Dookoła mroczny las, który wyciąga pazury po wszystko, co żywe. Kogo porwie, kogo zje?
1.
Pomieszczenie niewielkie, acz nie ciasne, jakby kontener jakiś, mroczne, zimne i ponure, wypełnione przestraszonymi dziećmi, wyrwanymi wprost z ciepłych łóżeczek, w pidżamach jeszcze i kapciach, łkających. Cóż to może być? Na brązowych ścianach sieci z grubych lin, sieci o wielkich okach, masywne, złowrogie jakoś. Na suficie zaś - kołysząca się z jękiem naftowa lampa, której nikły płomyk pełga w tę i we wtę, jakby igrając z zapłakanymi maluchami, strasząc ich z przewrotną radością: "zaraz zniknę i ciemności was pożrą!". Cóż to może być? - Renfordzie, ja się boję - skarży się brunetka o urodzie porcelanowej lalki największemu z grupy chłopcowi, najsilniejszemu, najprzystojniejszemu. Na co ten odpowiada: - Wszyscy się boimy, Julka. Myśl o czymś przyjemnym. - Kiedy ja się boję! - Och, przestań się mazać! - wtrąca się smukły chłopaczek. - Nie jesteś tu sama, nam też jest trudno! Renford patrzy na niego karcąco i już, i prawie, i tuż tuż jesteśmy od wybuchu żałosnej, niepotrzebnej kłótni, kiedy wtrąca się ten w okularach, cichy i zrównoważony: - Nie kłóćcie się teraz. Musimy trzymać się razem. Kompania słucha słów Szurana i milknie, choć tak naprawdę chcieliby nieco się posprzeczać, skłócić, obrazić, aby kilka minut później móc się przeprosić i czekać dalej, w rozładowanej z napięcia atmosferze. Szuran ma posłuch u grupy. Nie znają się długo, nie znają się prawie wcale, a jednak dzieci darzą go zaufaniem. Cenią w nim zdecydowanie, rozsądek i wiedzę, pewien instynkt samozachowawczy, a może i intuicję wraz z opanowaniem, które zresztą charakteryzują również Maurycego. Maurycy jednak siedzi w kącie, zamknięty w sobie, odizolowany. Od paroletnich rówieśników dzieli go gruby mur, którego Maurycy wprawdzie nie zbudował, a przynajmniej nie zrobił tego celowo, lecz nie czyni nic, aby spróbować go zburzyć. Maurycy lubi samotność. Nagle zaczyna się panika. Zaczyna się od słów Renforda: - Patrzcie, coś się dzieje z Ą! Ciało Ą, pulchnego chłopca stojącego na uboczu, tam gdzie rdza mrocznych ścian tworzy koślawe wzorki, drży nieco, a po chwili rzuca się na podłogę w niekontrolowanych spazmach. Dziewczynki piszczą przeraźliwie, a chłopcy starają się uspokoić Ą, chwytając go mocno za kończyny. Wyrywa się z zadziwiającą siłą, lecz wkrótce, wyczerpany, zastyga w bezruchu i usypia. Atak padaczki kończy się, a roztrzęsione dzieci są już spokojne. - Głupi upośledź! - rzuca z pogardą Krzysztofek, opanowując zdenerwowanie. Sójka jest kruchą i delikatną dziewczynką w kapciach-króliczkach, które zabierała na każdą wyprawę, i nie pochwala słów Krzysztofka. Kapcie przypominają jej Pastucha, czarnego królika, którego niegdyś hodowała - jej najlepszego przyjaciela, zjedzonego nieopacznie przez Darwina - kota należącego do brata Sójki, który już nie żyje. - Nie mów tak o nim! - mówi dziewczynka. - Dziewczuch niczego mi nie zabroni! - oponuje hardo Krzysztofek. - Konccie te spsecki i to jus! - sepleni poirytowana Konieckropka. - Koniec. Kropka. Lepiej zapytajmy Zwiastuna, cy nie ma nam cegoś do powiedzenia. Dzieci wbijają wzrok w niskiego, chuderlawego chłopaczka. Zwiastun wygląda na chorowitego, lecz jest niesamowicie silny i zdołałby nawet wyrwać z ziemi całkiem pokaźny badyl, gdyby tylko musiał. Jednak Zwiastun nie lubi się przemęczać. Woli nie marnować energii na głupie zabawy, gdyż w każdej chwili może nawiedzić go kolejna wizja, a zniesienie każdej jest bardzo, bardzo męczące. - Na razie nic... - szepcze Zwiastun. I stoją dalej pod strażą mroku, a kiedy się zmęczą - usiądą, a kiedy zmęczą się jeszcze bardziej - zasną, pogrążając się w krainie łąk i kolorowych motyli. W niej to Renford ma nową rodzinę, cichą i spokojną, a cieszy się przede wszystkim z matki - wprawdzie brzydszej niż poprzednia, ale takiej, która nie bije i nie krzyczy, i kiedy Renford przewróci się i zapłacze nad rozbitym kolanem, nie skarci go za mazgajstwo. Julia z kolei jest gwiazdą. Jest adorowana i ma pod dostatkiem ptasiego mleczka. Śpiewają o niej wróble i gołębie, z którymi lata ponad cukrowymi dachami Słonecznego Miasta. Sójka spieszy się, musi lecieć szybciej - dziś wieczorem występuje w jasełkach. Szuran jest pogromcą smoków i cieszy się, że nie musi z żadnym z nich walczyć, gdyż wszystkie karmi karmelkami i watą, co działa na smoki uspokajająco i czyni je przyjaciółmi dzieci. Szuran lubi spokój i ciszę, ale nie złowrogą jak ta w ciasnej celi. Ą śpi niespokojnie. Na jego łące nic do siebie nie pasuje. Chłopiec czuje, iż musi wyrównać krzywizny i pokolorować białe plamy, lecz nie wie jak to zrobić. Chciałby stąd iść. Dróg jest bardzo wiele. Jednej z nich strzeże pluszowy miś, którego Ą zawsze bał się w dzieciństwie. Ą jest nieufny. Miś może mieć złe zamiary. Szafran i Krzysztofek dokonują cudów. O ile jednak ten pierwszy jest Supermanem, to Krzysztofek woli czarować. W przeciwieństwie do Konieckropki, dla której czarują inni, aby nie musiała się męczyć i mogła skoncetrować na kontemplowaniu swojego piękna. Konieckropka ma władzę i jest szczęśliwa. Jest noszona na jedwabnym suknie przez magiczne kolibry, które wykonują każde jej polecenie. Teraz zażyczyła sobie, aby zatańczyły dla niej żyrafy i słonie. Żyrafy i słonie zawsze ją bawiły. Sójka nie ma snów. W głębi duszy cieszy się z tego powodu, ponieważ kiedy śni - śni głównie o ojcu. Sójka nienawidzi swego ojca i cieszy się, że jest teraz gdzieś, gdzie go nie ma. Maurycy nie śni również, lecz z innego powodu. On nie potrafi śnić, choć…