Dla dzieci · 6 min czytania
Nowy dom
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Seria historyjek o Matyldzie
1. Nowy dom
Opowiem wam dziś historyjkę o Matyldzie. Matylda jest to świnka morska. Ma kudłate rude futerko i czerwone oczka, ciekawie patrzące na świat. Będzie to pierwsza jej przygoda. Więc usiądźcie kochani wygodnie i słuchajcie.
Matylda siedziała właśnie w klatce i próbowała ułożyć się do snu. To właśnie lubiła robić najbardziej, no prawie, bo jeszcze bardziej lubiła jeść. Niestety w klatce nie mieszkała sama, obok niej rozpychał się duży, czarny samiec z oklapniętymi uszami, który był jej ojcem oraz jeszcze trzy świnki. Jedną była jej siostra, która zawsze chciała leżeć tam gdzie właśnie leżała Matylda i podjadała jej najlepsze jedzonko. Drugą, a właściwie drugim, bo był to samczyk, był jej brat, który zawsze bił się z siostrami o jedzenie i najwygodniejsze miejsce w na ściółce. Oraz trzecią, identyczną jak Matylda, w przeciwieństwie do reszty maluchów, które futerko odziedziczyły po tacie, tylko dużo większą, którą była jej mamą. Matylda właśnie miała ułożyć się wygodniej, kiedy nagle zrobiło się bardzo jasno. Wstała, przeciągnęła się, ziewnęła szeroko i podsunęła pyszczek bliżej kraty. O, zaraz będzie śniadanko, pomyślała i zajęła miejsce jak najbliżej miski. Zanim jednak dostała swoje ukochane jedzonko minęło sporo czasu, a żeby się tak nie dłużył wodziła oczkami po otoczeniu. W klatce trochę wyżej nad nią wydzierały się w niebogłosy papugi, przekrzykując się nawzajem. Zaraz obok nich stała klatka z kanarkiem, który śpiewał swoje smętne piosenki, doprowadzając tym do szału inne ptaki, które próbowały zagłuszyć tak jego jak i papugi. Tak, ptaków ich właścicielka miała całe mnóstwo. Ze swojego miejsca nic więcej dojrzeć nie mogła, więc smętnie powiodła wzrokiem za wysoką kobietą, która kręciła się wśród tego wszystkiego podając posiłek wszystkim swoim podopiecznym. Niestety, jak na złość zawsze zaczynała od tych najbardziej krzykatych. No, teraz nasza kolej, zauważyła Rudowłosa, kiedy w pokoju ucichło i ułożyła się wygodniej, opierając główkę o miskę. - No, rudzielcu. Przesuń trochę łepek bo nie mam gdzie ci wsypać ziarna. – Powiedziała ta duża osoba, która zawsze się nimi wszystkimi opiekowała. Matylda spojrzała na nią i przesunęła główkę jednocześnie obserwując swoich współlokatorów. Właśnie zabrała się do jedzenia, kiedy od drzwi rozległ się jakiś hałas. Nie miała zamiaru się niczym przejmować, różni ludzie tu przychodzili, większość z nich znała, brali ją na ręce, przytulali, głaskali, bawili się z nią i jej rodzeństwem, gadali do ptaków i do nich. Jednak tym razem została zmuszona spojrzeć uważniej na tych ludzi, bowiem wpatrywali się w nią natrętnie, co bardzo przeszkadzało jej w jedzeniu. - Siostra, spójrz. Jakie ona ma czerwone oczy. Piękne. Jak myślisz? - Śliczne, weźmy ją. - Biorę tą. Ten człowiek chyba mówi o mnie, pomyślała ruda świnka, ja nie chce nigdzie iść, tu mi dobrze, stwierdziła i zostawiwszy