Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 6 min czytania

Nowy dzień

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Przesunąłem jeszcze raz dłonią po Twoim policzku, tylko po to, żeby upewnić się że nie jesteś jednym z tych przepięknych snów, które ostatnio mi się śnią. Tak szczerze mówiąc, to nie do końca prawda. Ostatnio nic mi się nie śniło. Wygląda więc na to, że to jednak nie sen. A zresztą, nawet jeśli on ciągle trwa, to może po prostu zrobić wszystko, żeby się nie budzić ? Rzeczywistość jest tylko taka, jaką wyprodukują ją nasze zmysły. Dam im robić swoje.

Spojrzałem na zegarek – dzień dopiero się rozpoczynał. Pierwsze promienie słońca właśnie wpadały przez okno, rozpraszały na śnieżnobiałych firankach i ślizgały się po subtelnych rysach Twojej twarzy oraz włosach, które teraz skrzyły się jak złoto. Wyglądałaś jak anioł i choć nigdy żadnego nie widziałem, to one pewnie właśnie takie są.

Spałaś jeszcze, ale biorąc pod uwagę noc, którą mieliśmy za sobą, było to dość uzasadnione. Nie, nie tak rozumianą noc. Pewnie mi nie uwierzysz, ale te parę godzin, które ukradliśmy księżycowi, poświęciliśmy na wymianę spojrzeń w oczy, które na przemian – bawiły nas i urzekały. Z podziwem myślę teraz o tym, że ilekroć na mnie patrzysz – wyglądasz jakbyś widziała mnie po raz pierwszy. Jest w tym spojrzeniu dziecięca radość, która towarzyszy otwieraniu pieczołowicie zapakowanego prezentu. Ty jednak nie robisz tego chciwie i prędko, tak aby zobaczyć co jest w środku. Tak naprawdę - wiesz, co się tam znajduje, a jednak za każdym razem nie kryjesz zaskoczenia i tego spontanicznego uśmiechu, po którym zawsze spuszczasz wzrok. Wyglądasz wtedy tak niewinnie, ale też prawdziwie – i to chyba najbardziej mnie w Tobie urzeka.

W pół-śnie odszukałaś moją dłoń i delikatnie ją chwyciłaś. Lubię jak to robisz – zawsze obchodzisz się z nią, jakbyś miała nigdy więcej jej nie poczuć. Gdy otwierasz oczy, pierwsze co robisz, to uśmiechasz się. Znowu. Jak zawsze. Jak nigdy.

Pozwoliłaś się przytulić. Gdy oparłem głowę na Twoim ramieniu, usłyszałem Twój oddech. Był miarowy, ale płytki, jakbyś chciała coś powiedzieć, tylko czekając na właściwy moment. A Ty, jakby na złość, tych słów nie wypowiedziałaś. Potem zrozumiałem czemu. Ujmując moją dłoń po raz drugi, poczułem, że ruch Twoich palców nie jest przypadkowy. Kreśliłaś kształty, które niosły ciężar tysięcy mniej lub bardziej zgrabnych wyrazów. Tego nie dało się powiedzieć, więc sprawiłaś, że to poczułem.

„Jesteś piękna”, szepnąłem cicho. Ilekroć Cię widzę, te słowa same cisną mi się na usta, tak jakby omijały świadomość, która je stwarza. I to nie jest to piękno, które kojarzymy z okładkami kolorowych magazynów. To jest ten rodzaj piękna, który nie zmienia się wraz z uczesaniem i zbyt krótkim snem. Nie widać go na ulicach, w tłumie. Najbardziej niepozorny kwiat, potraktowany odrobiną wody i słońca staje się najokazalszym i najwspanialszym na łące. Ciekawe, że dopiero

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Nowy dzień — czytnik · opowiadania