Thriller · 9 min czytania
Nowy dzień
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tego dnia się obudziłem. Tak naprawdę. Poczułem że patrzę na świat moimi oczami. Wszystko przestało mieć znaczenie. Widziałem to co jest wokół mnie, zamiast tego czym zwykłem to nazywać. Przestałem być szarym osobnikiem pozbawionym prawdy. Widziałem. Pierwszy raz w moim życiu świadomie widziałem. To przez nią, to dzięki niej. To ona sprawiła, że gniew, który zbierałem w sobie całe życie osiągnął apogeum i wylał się po moim ciele. Nie eksplodowałem jak to sobie wyobrażałem, że będzie wyglądało. Zalała mnie zimna krew, nie pierwszy raz, ale pierwszy raz w ten sposób. Pies zaszczekał za moimi plecami, ale przewidziałem to – ułamek sekundy przed jego głośnym atakiem na spokój przechodnia przewidziałem jego zamiar. Nie wystraszyłem się, poczułem jedynie dreszcz podniecenia. Mogłem zrobić wszystko, pierwszy raz w moim życiu wszystko było w moich rękach. Nie zrobiłem nic, tej nocy wystarczyła mi świadomość. Nieobecność moich emocji. Nie rozmyślałem już o tym co powinienem odpowiedzieć, nie zastanawiałem się nad sensem mojego życia, czy nad tym jak bardzo źle ten świat jest zbudowany, jak wiele pomyłek istnieje w „cywilizacji”. Zawsze mnie dziwiło jak ktoś taki jak ja może widzieć tyle braków, luk, omyłek łatwych do naprawienia przez rząd. Skoro ja to widzę to dlaczego nikt inny nie? A może widzą, ale dlaczego nic z tym nie zrobią? Całe dorosłe życie zastanawiałem się na tym wszystkim, czekałem jakby na coś i bez skrępowania mówiłem o swoich poglądach. Ale nie tej nocy. A tak, mam 22 lata, jestem… A raczej byłem studentem – nie pierwszy raz, nie jestem w stanie już znieść nieżyciowości systemu edukacji. Nie mam swojego domu, nie utrzymuję się sam, lecz mam wiele planów co do tego. Wiele różnych planów, żadnego nie wprowadzam w życie usprawiedliwiając się czym się da – racjonalizacja tak? Lubię trudne słowa, lubię potrafić przekazać informację w sposób dokładny, niekoniecznie zrozumiały. Ważne aby to co mówię było w mojej głowie przekazane w najbardziej dokładny sposób. Tej nocy nie myślałem – czułem. Czułem wszystko, cały świat, źdźbło trawy przygięte wilgocią, obecność insektów, czułem i chciałem więcej. Nie łączyła mnie z więź z tym co czuję – żeby była jasność – czułem to wszystko jako coś co istnieje i byłem obojętny oraz czułem wzajemną obojętność. Nie chciałem niczego więcej. Ta noc, gdy kolejny raz zostałem odrzucony zmieniła mnie. Odrzucony. Mimo szczytów informacji podprogowych, w których byłem dobry od dziecka, mimo szczerości, odpowiednich słów, perswazji – nic. „Trafiła kosa na kamień” – tak mówią. Personifikacja z kosą mnie samego przypadła mi do gustu. Kosa – atrybut śmierci, spodobało mi się to. Moim problemem od zawsze nie byłem ja – był nim system w jakim przyszło żyć. Wkurwiało mnie dosłownie wszystko, od zawalidrogi jadącego przede mną po światową dyplomację. „Jestem mózgiem i tylko steruje tym ciałem” przeczytałem to gdzieś w Internecie, zapamiętałem nie wiem czemu – sądzę widocznie, że coś w tym jest. Kocham mądre słowa, metafory. Ale dość o starym mnie. Teraz nic nie miało znaczenia. Byłem ja i świat. Świat, którego obecność mnie drażniła. Zasnąłem, nawet nie wiedząc kiedy, w ubraniu. Wstał kolejny dzień, a ja obudziłem się wcześnie – około 7 rano. Stary ja sypiał do 12 i było mało – kochałem spać, wtedy nie myślałem o tym świecie. Obudziłem się i nie czułem nic, nadal – ja i świat. Dziś impreza, urodziny mojego najlepszego przyjaciela w klubie, gdzie mamy wielu znajomych. Prezent dawno kupiony, nic tylko szykować się i jechać do miasta – bawić się. Tak zrobiłem, no może nie do końca – wyszykowałem się, ale nie czułem atmosfery wyjścia i zabawy. Miasto, w którym mieszkam – nie to, z którego pochodzę. Urodziny Henry’ego były tylko potwierdzeniem mojego stanu. Całą noc nie czułem niczego. Piłem alkohol, lecz nie działał na mnie jak kiedyś, tym razem z każdym kieliszkiem czułem więcej odrazy do tego świata. Jego obecność drapała mnie wewnątrz czaszki coraz mocniej. Miałem dość – obojętność do tego świata zmieniła się w nienawiść, chciałem go zniszczyć, rozjebać. Straciłem przytomność. Obudziłem się w mieszkaniu, moje ubrania były przemoczone – całą noc padało. Zapytałem współlokatorów jak wróciłem – odpowiedzieli, że jak spali to wszedłem, nie wiedzą. Nie wiedziałem co zrobić, nie czułem nic, a przecież nie chciałem wyjść na kogoś chorego – udawałem. Grałem siebie – przemądrzałego, aroganckiego,…