Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 13 min czytania

"Nowy Gorszy Świat"

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nowy Gorszy Świat.

Konie szły bardzo powoli, rozglądały się, na lewo, na prawo jak ludzie jadący na nich. Patrzyły na ludzi z jakąś pogardą i tłumioną litością, tak samo jak jeźdźcy. Trzech mężczyzn i kobieta. Srogie twarze i jeszcze sroższe ostrza ich mieczy u boku, skórzane czapki na głowach i kolce w skórzanych pikowanych kurtkach. Jechali wolno, uliczkami miasteczka, niegdyś pięknego o białych murach i domach, wesołych i pełnych życia ludziach, kolorowych strojach kupców z nad Zerri i Alavon, bogato odzianych rycerzach z Seri, pięknych kobiet okolicznych i magicznej wierzy, pięknej, wysokiej białej wierzy Magów Karamitu, po których dziś pozostała tylko legenda a po wierzy fundament i sterty kamieni dookoła. Ludzie siedzieli lub klęczeli oparci o poszarzały owładnięty grzybem, sadzą, brudem, błotem i Bóg wie, czym jeszcze niegdyś biały mur. Ludzie niegdyś szczęśliwi, czyści, uśmiechnięci słynący z niebywałej kultury i życzliwości dziś wyłysiali, brudni, chorzy, trędowaci, na wpół gnijący, śmierdzący, przygnębieni, siedzący w ciszy, gdzieniegdzie wyrywający sobie kawałek jakiegoś jedzenia, brzydcy a czasem nawet odrażający. I ten smród. - To znad rzeki, załóżcie chusty na twarz, bo mi was wszystkich tutaj pomdli albo mi jeszcze pomrzecie tu – warknął przez zaciśnięte zęby pierwszy od lewej z jeźdźców. - Pono trupów w rzece tyle, że leżą jako most, a woda się brązowa zrobiła w rzece od trupiego jadu. - Czuć trupem, czuć krwią, czuć śmiercią, czuć nędzą i chorobami wynośmy się stąd, czym prędzej, nie mam zamiaru tu się kisić, jeszcze choroba nas, jaka dopadnie poszli my stąd! - Patrzcie biała wieża! - Biała to ona była.. Teraz to sam fundament – syknęła ironicznie kobieta. - No! Już poszli my stąd! Jaaa!! – Pierwszy od lewej wrzasnął na konia, reszta uczyniła to samo i pognali ku wschodowi, za plecami mając zachód i pomarańczowe słońce, które padając na okolicę stwarzało ją jeszcze bardziej zło wrogą. Stanęli przed mostem. - Trwały? - Damy radę, przejdziemy, spójrzcie w dół.. W dole pod mostem płynęła rzeka dość płytka, woda w niej była brunatna, wzrok jednak przykuwał i za razem zrażał widok bladych zwłok pływających bezwiednie wszystkie patrzyły w górę szeroko otwartymi oczami, patrzyły białkami oczu jakby przestraszone, z szeroko rozwartymi ustami, niektóre napompowane jak balony. Były tam zwłoki każdego rocznika od niemowlaków po starców, pływały obdarte z jakiegokolwiek odzienia, płynęły jak statki, niektóre obijając się o siebie, powoli i łagodnie. - Jedzmy, bo ten smród nas zabije! - Dobrze mówi, wynośmy się! Heeeja!

- Ach! Bracie cośmy tam widzieli! Strach to mówić! Tyle trupów tom ja nie widział Chociem ja tyle walk i bojów stoczył w służbie! Toć tam ze sto tysięcy ludzkich trupów płynęło! A ci w mieście żywe trupy! Ich czas, to już jak ręką machnął a razem z tamtymi będą płynąć! Ale ci powiem bracie szkoda mi ich! Widziałem tam, jakeśmy przejeżdżali, stała tam przy takim murku kamiennym, kobieta, włosy miała jeszcze, czarne szpetnie zakołtunione, brudne i w syfie i ja rozpoznałem w niej moją znajomą, co tom do niej wpadał za dobrych czasów jak byłem Salvaarg i powiem ci to taka była kobieta pełna życia i piękna była i sprawowała się samiczka! Umiała z chłopem to, co tża zrobić ci powiem! A teraz? Wrak! Nos spuchnięty jak kartofel! Oczy wielkie jak talary! Policzki strupy samiuśieńkie! No potwór! - To jakżeś ty ją poznał? Bajdoło jeden! Zmyślasz Lwiczu! – Zaśmiał się czarno włosy mężczyzna w średnim wieku z blizną pod okiem. - Gdzież ja zmyślam? Jam ja poznał! Bo miała ona wzór na udzie a w strzępach siedziała, a jam ją widział nieraz nagusieńką to pamiętam! - A jaki miała wzór? - A węża wokół uda! - A to jedna ma takiego? - A ona jedna miała! - Może to nie ona była? - Ona Hrvost! - E tam, gadasz? - No i czego ty się mi sprzeciwiasz? Ja wiem lepiej! - Śmieje się bracie, podbieram cię tak Lwowiczu, bo śmiech mnie bierze jak się na swoim upierasz! – Zaśmiał się głośno. - Dajże takiemu tylko szpadę w dupę! – Lwowicz przechylił dzban z winem wlewając jego zawartość wprost do swych ust. - Zapanował pokój teraz, pozorny, choć! Nasi ugadują się i rozejm prawią, świat stoi jako stał, podniszczony, wyludniony po wojnie, piękne niegdyś miasta teraz opłakane, bliskich potracili ludzie tyle.. Czym więc taki pokój po takiej wojnie? Więcej płaczu ludzie mają niźli za wojny, wtedy zemsta ich w szpony brała! Teraz trwoga? Cóż to za świat? Bić się za bogów? A nie jak dawniej żyć, pić, spać, na harmoniji grać! Warto to walczyć a nie żyć w pokoju? - Lwowiczu rację masz, dawniej czasy były lepsze. Teraz śmierć czyha na każdego wszędzie. – Odparł Hrvost odgryzając kawał mięsa z pieczonego kurczaka. Karczma była pełna, co chwila ktoś się wyzywał, wychodził na zewnątrz czy też był wyrzucany wręcz by tam swoje rachunki z drugim regulował w walce. Dwie blondynki i trzecia ruda córka karczmarza przynoszącego jadło i napitek, co chwile popiskiwały wciągane na kolana przez pijanych gości i za chwile się oswobadzały z uścisków i uciekały do kuchni. Staruszek popijający sobie piwo w kącie wciąż odwracał i sięi odgrażał palcem młodzieniaszkom, którzy sobie stroili z niego żarty i rzucali w niego kośćmi i różnymi śmieciami. Nagle wszystko ucichło jak ręką odjął. W drzwiach karczmy pojawiły się cztery uzbrojone osoby, trzech mężczyzn i kobieta. Wszyscy obecni spojrzeli wrogo na przybyszów, po czym mamrocząc coś sobie pod nosem zabrali się do tego, co robili wcześniej. Spoglądając czasem na obcych. Przybysze usiedli do jednej ławy i zamówili po kuflu piwa i po jakimś daniu, którego sami nie mogli określić, czym ono było. Jedli w ciszy nie zwracając uwagi na resztę gości. Zaciekawieni, tubylcy szeptali coś po cichu sobie jeden w ostatniej ławie barczysty wcale nie lękliwie wyszeptał: Trzech psów i ich suka. Gdzie indziej: To jakieś łotry pewnie od morza przybyli? Gdzie indziej: Chyba najemnicy, ale ta suka, to już sam nie wiem.. Nagle kobieta wstała, pewnym krokiem i ze wzrokiem pełnym nienawiści z zaciśniętymi zębami podeszła do owego chłopa chwyciła go za włosy wyciągnęła zza ławy, siedział blisko wyjścia, którym szybko wypadł wpadając głową w końskie łajno. Kobieta chwyciła widły i zadała parę ciosów w głowę drzewcem.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
"Nowy Gorszy Świat" — czytnik · opowiadania