Fantasy · 10 min czytania
nowy początek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Ja.
Nie będzie to kolejna opowieść „my jesteśmy krasnoludki”, nie będzie to też historia ckliwie romantyczna. Kto właśnie tego oczekuje niech spada na szczaw. Od początku: opowiem wam jej historię. Nazywa się Kasandra, pochodzi z Półwyspu Szeptów, ze zubożałej rodziny kupców. Ojca nie miała okazji poznać, ale ponoć był wielkim sukinkotem, więc nie żałuje. Matka? Hym, tutaj sprawa się komplikuje, gdyż dom rodzinny opuściła w wieku około 12 lat. Tak szczerze mówiąc, nie miała okazji przekonać się jaka jest. Przez wiele lat szukała swojego miejsca na ziemi, parała się złodziejstwem, grabarstwem i kilkoma innymi nie chulbnymi zajęciami. Po jakimś czasie trafiła do Ariseoth, spotkała wielu dobrych ludzi którzy ją ukształtowali i za co jest im niezmiernie wdzięczna. Część z nich już nie żyje, ale taki jest ludzki żywot. Przyjaciół ma niewielu, za to prawdziwych, na których wie, że może liczyć. Nie są oni jakoś bardzo dobrotliwi, ale są jej. Teraz powinnam pewnie opowiedzieć jak to wszystko było, jak to się stało, że w tak młodym wieku opuściła dom. Ale wali mnie co powinnam, a czego nie. Nie interesować się, bo dam w paszczękę.
My.
Po kilku latach tułaczki po świecie Kas znalazła swój azyl w Ariseoth. To tutaj, pod czujnym okiem mistrza szkoliła swoje stolarskie umiejętności. Wiedziała, że aby czegoś dokonać, musi stać się twardą opoką, przystanią dla niego. Przejęła jego warsztat, wyrastając na nie głupia kobietę. Niestety, w chwili jej największej sławy mistrz na zawsze opuścił krainę. Nie dając się załamaniu, Kas cały czas ciężko pracowała. Starała się nawet bardziej, niźli wtedy, gdy on tu był. Wiedziała, że w razie najmniejszego błędu nie będzie miał kto jej obronić. Przesiadywała całymi tygodniami w warsztacie, pomnażając zarówno majątek, jak i zadowalając klientelę. Żyła, nie zauważając upływu chwili. Przyjmowała nowych pomocników do pracy, lecz czuła się coraz bardziej zmęczona. Wraz z nadejściem zimniejszych dni, dostawała mniej zleceń, tym samym częściej przebywając w wielkim domu. Wieczorami miała zwyczaj siadać przy oknie z kuflem dobrego piwa i przypatrywać się sąsiadom. Nie podglądała- o nie, po prostu ciekawiły ją zajęcia zwykłych ludzi, rodzin.... Zdawała sobie sprawę z upływającego czasu, zaczęła się więc zastanawiać co się stanie z jej majątkiem po śmierci. Nie chciała, by to przepadło, była ogromną materialistką. Znalazła lokatora, niejakiego Vahn’a. Słyszała o nim co nieco, chciała się przekonać jaki jest. Intrygował ją ten młody, inteligentny mężczyzna. Miał niecodzienne poczucie humoru, składał się niemal z samej ironii i autoironii. Cięty język, złośliwości w stosunku do innych ludzi... Bardzo chciała wiedzieć o nim coraz więcej. Mówią, że apetyt rośnie w miarę jedzenia- w tym przypadku to szczera prawda....
Osobowość
Część 22 / 2
Nie jest typem kobiety, którą wszyscy uwielbiają. Często bezwzględna wobec pracowników, wymagająca i surowa. Potrafi odpowiedzieć na zaczepki, nie daje się zastraszyć ani przekupić. Wobec najbliższych lojalna, szczera i uczciwa, skoczyłaby za nimi w ogień (mniejsza z tym, że oni by ją w ten ogień jeszcze wepchnęli). Zazwyczaj cicha i spokojna, ale jak ktoś jej zajdzie za skórę to schodzić z drogi. Irytująca, okropna, ogólnie blee fujj i ochyda xD
Wygląd
Rozpoznasz ją bez problemu, chyba że wcześniej ją rozdepczesz. Niskiego wzrostu, włosy raczej kolorowe, chociaż dominuje rudość. Brązowe oczy, zazwyczaj ukryte pod przydługą grzywką. No i oczywiście szeroki uśmiech, towarzyszący jej niemal zawsze i wszędzie.
Dom, słodki dom....
- W końcu na swoim- Kas uśmiechnęła się do siebie. Mimo przejściowych problemów z zakwaterowaniem nie przejęła się zbytnio i stworzyła wszystko od nowa. Nareszcie było tak, jak ona chciała... Do domu prowadziła wąska ścieżka wyłożona dużymi kamieniami. Po obu jej stronach rosły niewielkie krzewy, regularnie przycinane przez ogrodnika. Ścieżka miała około 15 metrów długości, prowadziła prosto do schodów domu. On sam prezentował się bardzo okazle, pomimo tego, że budowa nadal trwała. Dwupiętrowy budynek górował nad okolicą, miał także tę przewagę, że stał na skraju lasu, w ciszy i spokoju. Czerwona cegła widoczna była już z oddali, a wysokie, strzeliste okna wpuszczały do wnętrza sporo światła słonecznego. Dach, jak i ramy okien były wykonane z ciemnego drewna, w jej warsztacie. Sporo się nad nimi namęczyła, lecz teraz cieszyły oczy. Weszła do środka, a drzwi cichutko zskrzypiały. W środku unosiła się przyjemna woń nowości. Błyszczące, wiśniowe meble, kilka gobelinów w salonie... Zajrzała tylko do pokoju