Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 6 min czytania

Nowy początek

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Walentynki. Jak ja nie znoszę walentynek! Nie od zawsze. Znienawidziłam je całkiem niedawno. A dokładnie w momencie, gdy zerwał ze mną narzeczony. Było to dla mnie bolesne, aczkolwiek zdołałam się już z tym pogodzić. A przynajmniej tak sobie wmawiałam. Zatrzasnęłam z irytacją drzwiczki kuchennej szafki i nasypałam kawy do kubka. Przytupując niecierpliwie nogą, czekałam aż zagotuję się woda w czajniku elektrycznym. Zadzwonił telefon. Podniosłam słuchawkę. - Słucham. - Syknęłam, gdy kilka kropel wrzątku sparzyło mi rękę. - Coś się stało? Dzwonię nie w porę? - usłyszałam w słuchawce głos młodszej siostry. - Nie - odparłam. - O co chodzi? - Zbieram od ludzi potwierdzenia odnośnie jutrzejszej imprezy walentynkowej. Mam nadzieję, że się zjawisz? Zmroziło mnie. - Jak możesz o to pytać? - wykrztusiłam. - Chyba nie masz zamiaru przejmować się tym dupkiem Pawłem i pozwalać, aby myśli o nim popsuły ci dobrą zabawę? - Nawet nie o to chodzi - przerwałam jej. - Po prostu nie mam z kim… - Akurat to jest najmniejszy problem! - zaśmiała się Kaja. - Nie będziesz jedyną singielką, która się zjawi, zapewniam cię. Przecież walentynki to nie tylko święto zakochanych. To również świetna okazja dla ludzi samotnych na znalezienie miłości! - Ale ja nie mam zamiaru… - Tak czy nie? Milczałam przez kilka sekund, chociaż od początku wiedziałam, że się z tego nie wywinę. - Możesz na mnie liczyć - westchnęłam.

*

Kaja miała rację. Na imprezę, oprócz kilku par, zawitało także dosyć spore grono singli. Wszyscy byli otwarci i pełni optymizmu, od razu zawierali nowe znajomości, flirtowali, tańczyli, pili i objadali się niezliczoną ilością smakołyków, o które zadbała Kaja wraz ze swoim mężem, Wiktorem. Ja z kolei wpadłam w jakieś dziwne odrętwienie, z którego nijak nie byłam w stanie się wyrwać. Od niemal dwóch godzin męczyłam pierwszy kieliszek szampana, nie wspominając już o facetach, których zbywałam, gdy prosili mnie do tańca. - Majka, ruszaj się! - krzyknęła do mnie Kaja. - Bo inaczej szczęście ci przejdzie koło nosa! Kto wie, może krąży tu gdzieś, wśród tłumu… - Kaju… - Tak, tak, wiem. Nie interesują cię żadne nowe związki - machnęła ręką. - Ale popatrz tylko… O, cholera! Skąd on się tu wziął? Podążyłam za jej spojrzeniem i zdrętwiałam. W tym samym momencie nasze oczy się spotkały. Czy on musi być taki przystojny? Zbliżył się do nas, ciągnąc za sobą blond cizię w krótkiej, wełnianej spódniczce. Obcisłej, aby jak najlepiej uwydatnić jej wielki brzuch. - Witaj, Maju - powiedział Paweł. - Nie sądziłem, że cię tu spotkam. - Otóż to - wtrąciła Kaja, zanim zdążyłam zebrać myśli. - Czemuś mi, Julka, nie powiedziała, że masz zamiar go tu przywlec? - zapytała bez zbędnych ceregieli blondyny. - Nie pytałaś - zaszczebiotała, mocniej wczepiając się czerwonymi tipsami w ramię Pawła. Spojrzała na mnie. - Oh, kochanie, czy to nie jest przypadkiem ta kobieta, która zerwała wasze zaręczyny? Majka, prawda? - Nagle chwyciła mnie za ręce, pochyliła się w moją stronę. - Wiesz, już

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%