Fantastyka · 18 min czytania
Nowy świat
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
ROZDZIAŁ 1
Z matką żegnałam się po kryjomu. Sama nie wiem, dlaczego. Chyba po prostu wstydziłam się ucieczki z Maroii, mojego domu. A poza tym nikt nie zrozumiałby mnie gdybym w pewne popołudnie przysiadła na mchu i oznajmiła: chcę człowieka. O nie! Gardzono by mną. Bo jak niby istota jak ja idealna, bez jednej skazy może chcieć mężczyzny? Takiego prawdziwego i zarazem kompletnie ode mnie innego. Sama matka próbowała przekonać mnie bym została mówiąc coś w rodzaju: -Nie zostawiaj lasu… Nie zostawiaj mnie! Wiesz, że ja uschnę z tęsknoty za tobą. Nie mam nikogo innego oprócz ciebie!- To było jasne, że próbowała wziąć mnie na litość, ale ja nie chciałam zostać, nie mogłam zostać! Zbyt wiele złych rzeczy wydarzyło się wokół mnie. Nie przetrwałabym w lesie ani dnia dłużej. Przed samym opuszczeniem Maroii mama dała mi kamień człowieczeństwa. Kiedy tylko włożyłam go w kieszeń mojej skąpej szaty zaczęłam się zmieniać. Moja skóra z zielonkawej stała się lekko brązowa jakbym opalała się na słońcu. Zamknęłam załzawione oczy, bo całe ciało bolało mnie niemiłosiernie. Jakby ktoś wyrywał mi kończyny i doszywał nowe, większe i silniejsze. Nie wiem czy krzyczałam. Ból był zbyt silny, bym zwracała uwagę na noś innego. Kiedy tortury dobiegły końca lekko zdenerwowana otworzyłam oczy, żeby ujrzeć świat, jakiego nie znałam. Wszystko było inne. Kolory na pewno nie były takie wyraziste, ale mogłam obejrzeć las w zupełnie innym świetle. Ptaki- nasi wrogowie, nie były już takie wielkie i widziałam je bez problemu siedzące na gałęziach drzew. Dla mojego gatunku są one bardzo niebezpieczne, bo często rujnują nam nasze domy nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Gdy nasyciłam się widokiem dotarło do mnie, że nie mam pojęcia gdzie jest wejście do Maroii, do mojego domu. Schyliłam się nad kępką mchu. Byłam pewna, że gdzieś tam jest moja matka. Bałam się dotykać czegokolwiek rękoma, bo z łatwością mogłabym złamać komuś nogę. Teraz przecież mój palec wskazujący jest pięć razy większy niż ciało elfa! Nagle coś usłyszałam. Nie były to jednak słowa słyszane uszami. W sercu poczułam ciepło. Wiedziałam, że to moja matka. Ona mówiła do mnie miłością! -Nie zobaczysz nas dopóki jesteś w ludzkim ciele, ale pamiętaj, że możesz tu wrócić. Maroja będzie twoim domem na zawsze. Powodzenia Albo. Wiedziałam już, co mam zrobić. Wstałam z ziemi i ruszyłam żwawym krokiem ani razu nie oglądając się za siebie.
*
Podróżuję już któryś tam miesiąc i nie znalazłam jeszcze żadnego mężczyzny, który spełniłby moje oczekiwania. Jestem wykończona. Nie miałam nic w ustach od kilku dni. Parę razy dopuściłam się nawet małej kradzieży. Nie mam pieniędzy na jedzenie. Nie mam gdzie spać. Moja dusza mówi mi „wracaj do Maroii”, ale jestem zbyt dumna, by po prostu powiedzieć matce, że mi się nie udało, że jestem za słaba. Nie wiem czy ktoś w lesie spostrzegł już moją nieobecność. Ciekawe jak Saha, moja matka, tłumaczy moje zniknięcie. Nigdy jakoś nie omawiałyśmy tego tematu. Z każdym porankiem czuję jak moje nowe ludzkie nogi słabną i coraz częściej muszę robić przerwy na odpoczynek w jakiś polach lub na łąkach. Co ja sobie głupia myślałam? Że wyjdę z lasu i od razu przede mną pojawi się rycerz na koniu? Chyba naprawdę oszalałam. Nie powinno mnie tu być. Nie należę do ludzkiego świata, moja psychika nie nadaje się do tej krainy. Ale już za późno by cokolwiek zmienić. Zbyt daleko się posunęłam. Nawet gdybym wróciła do domu, a matka przywitałaby mnie z otwartymi ramionami nic nie byłoby już takie same. Weszłam do jakiegoś miasteczka. Mój mózg nie zarejestrował nawet jego nazwy. Jestem wycieńczona i myślę tylko o śmierci. Tak, chciałabym umrzeć! Byłoby to na pewno lepsze niż życie w takiej nędzy, nie jestem przyzwyczajona do takiego świata. Koło jakiegoś bloku znalazłam ławeczkę i o niczym już nie myśląc rzuciłam się na nią jak długa. Miałam jedynie nadzieję, że jak już zasnę to nigdy więcej się nie obudzę.
ROZDZIAŁ 2
-Zobacz, jaka ona chuda. Musiała nie jeść przez kilka dni. Pewnie też jest odwodniona. Usłyszałam głos jakiejś nieznajomej kobiety. Musiała pochylać się nade mną, bo doskonale czułam jej oddech na policzkach. Czyli jednak nie umarłam. Dlaczego moje marzenia nigdy się nie spełniają?! Boże, co ja ci zrobiłam? -Spójrz kochanie, chyba się poruszyła! Tym razem to był mężczyzna. Nie wiem, dlaczego tak krzyknął. To jasne, że się ruszam. Już mnie plecy bolą od tego leżenia. -Honorato, idź prędko zrobić herbatę, chyba za moment się obudzi! Znowu krzyk. Czy ten facet nie umie normalnie gadać? A poza tym, co to za imię „Honorata”? W życiu o takim nie słyszałam. W każdym razie ten mężczyzna miał rację. Powinnam już wstać i ruszyć w drogę byle dalej od tego miejsca. Spróbowałam lekko uchylić powieki, by moje oczy przyzwyczaiły się do światła. Po kilku sekundach westchnęłam zrezygnowana i otworzyłam je całkiem. Tak jak przypuszczałam mężczyzna był już w podeszłym wieku. Jego siwe wąsy poruszyły się śmiesznie w górę i w dół, kiedy spojrzałam na niego swoimi wielkimi zielonymi oczami. Chciałam wstać, ale straciłam równowagę i z powrotem upadłam na wersalkę. W tym momencie do pokoju wpadła Honorata z parującym kubkiem w jednej ręce i jakimiś tabletkami w drugiej. -Proszę kochanie, napij się tego. To herbatka z sokiem malinowym. Od razu postawi cię na nogi. -Kochanie?- Spytałam zaczepnie. Kobieta lekko zmieszana spojrzała na męża. -Przepraszam… W każdym razie powinnaś to wypić.- Podeszła do mnie i dała mi szklankę. Jak cudownie było zamoczyć spierzchnięte usta w tak ciepłym i aromatycznym napoju. Czułam jak gorący płyn spływa w moim ciele i bulgocze w brzuchu. Wypiłam wszystko za jednym razem i kiedy odstawiłam kubek z napisem „Z tobą na zawsze”, na pobliski stoliczek mogłam w końcu przyjrzeć się pokoju, w którym spałam nie wiadomo ile czasu. Pierwszą rzeczą, jaką zauważyłam było to, że jest bardzo wąski i urządzony w staromodnym stylu. Naprzeciwko mnie stał regał na całą ścianę i oprócz niego, łóżka i małego stolika nie było tu nic więcej. Widziałam już wiele domów, zawsze interesowało mnie życie ludzi, w nocy wykradałam się do pobliskich miasteczek i przyglądałam się życiu istot tak ode mnie różnych, ale ten w niewiadomy sposób był niezwykły, taki magiczny. Pani Honorata tak jak jej mąż miała siwe włosy, ale była bardzo zadbana. Miała na sobie oliwkową marynarkę i czarne spodnie, a na oczach widać było beżowy cień do powiek. -Dziękuję za herbatę pani Honorato.- Powiedziałam jak najmilej mogłam.- Na mnie już czas. -W żadnym wypadku panienko.- Powiedział stanowczo starzec. -Mój mąż ma rację. Powinnaś tu zostać i zdobyć siły.- Spojrzała na mnie jakby była moją matką i martwiła się o mnie. Poczułam smutek. Już od tak dawna nie widziałam Sahy, nawet nie pożegnałam się z nią w odpowiedni sposób. Nie powiedziałam jej jak bardzo ją kocham.- Jak masz na imię?- Zapytała staruszka. -Alba, mam na imię Alba.- Powiedziałam niezbyt przytomnie. -Miło mi cię poznać Albo.- Mąż Honoraty podał mi rękę, a ja uścisnęłam ją słabo. Nie miałam jeszcze dosyć siły nawet na taki prosty gest.- Ja mam na imię Włodzimierz, a to jest moja małżonka Honorata, ale chyba to już wiesz?- Uśmiechnął się do mnie. Próbowałam odwzajemnić ten uśmiech, ale prawdopodobnie wyszedł z tego tylko grymas, bo spojrzeli na siebie zaniepokojeni. -Jak znalazłaś się tu Albo? Wcześniej nigdzie cię nie widziałam, a tu, w Kraśniku znam wszystkich. -Jestem Niemką. -W takim razie bardzo dobrze mówisz po Polsku.- Pochwalił mnie pan Włodzimierz. Nie mógł przecież wiedzieć, że elfy znają większość języków świata. Sami nie wiemy jak to jest. Nigdy się nich nie uczyliśmy. Po prostu rodzimy się i umiemy perfekcyjnie rozmawiać w iluś tam językach.- A jak się tu dotarłaś? Samolotem? A może pociągiem? Pokiwałam przecząco głową i powiedziałam patrząc na swoje ręce: -Ja tu przyszłam. -To dlatego jesteś taka zmizerniała!- Jęknęła cicho pani Honorata, a po jej policzkach spłynęło kilka łez. Nie spodobało mi się to. -Proszę nade mną nie płakać!- Powiedziałam dosyć bezczelnie.- Nie chcę współczucia, sama wybrałam taką drogę. Zapadła niezręczna cisza. Pani Honorata wytarła prędko łzy, ale jeszcze przez chwilę nie mogła powstrzymać się od chlipania. Jej mąż objął ją ramieniem, a potem zapytał mnie rzeczowo: -Co na to twoja matka? -Moja mama szanuje moje decyzje. Oczywiście nie zawsze jest ze mną zgodna, ale cokolwiek zrobię wspiera mnie i mi pomaga. -A ojciec? Nagle zesztywniałam jakby ktoś rzucił na mnie zaklęcie, przestałam nawet oddychać! Małżonkowie spostrzegli to i znowu spojrzeli na siebie ukradkiem myśląc chyba, że tego nie zauważę. -Przepraszam, ale nie chcę rozmawiać na temat mojego ojca, matki ani mojego pochodzenia. -Oczywiście, oczywiście. Ale zostaniesz z nami, chociaż na jakiś czas? Nie możesz ruszyć w drogę w takim stanie. Jeszcze nabawisz się jakiegoś choróbska. -Dziękuję za propozycję. Mogę przemyśleć to w samotności? Kiwnęli głowami i wyszli z pokoju zamykając drzwi. Sama nie…