Środowisko · 4 min czytania
"Nowy wspaniały świat"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Konrad siedział już od kilku godzin w swojej kryjówce. Nie ukrywał się jednak, nie miał przed czym. Konrad Curze – niekoronowany król Nostromo Quintus, jednej z sześciu metropolii na tym, co niegdyś było Ziemią... Każde z wielkich miast funkcjonowało niczym samowystarczalna forteca. „Król” wyszedł na ulice metropolii. Na jego widok ulice opustoszały. Curze spojrzał w górę Pomiędzy smukłymi, czarnymi iglicami budynków, serpentynami wiły się chodniki. „Czarne niczym adamantyt – pomyślał Konrad – teraz wszystko jest czarne”. Poprzez wyziewy z kominów fabryk i hut nie przedzierał się nawet jeden promień słońca. Dzień czy noc, co za różnica? Wszystko było jednakowe, bez względu na godzinę. Curze szedł jednym z wiszących chodników parząc na swoją domenę. Spomiędzy wieżyc majaczyły „szare ziemie”. Wzdrygnął się na myśl o tym, że hegemon innej metropolii może być już na drodze, aby zrabować bogactwa Nostromo Quintus. Zrabuje, o ile wraz ze swoją „armią” zdoła przejść pustkowia dzielące miasta. Konrad pogrążył się w zadumie. Rozmyślał o tym, jak to dawniej ludzie podzielili się miedzy sobą, zakładając federacje czy sojusze militarne. Każde z tych ugrupowań chciało się jak najszybciej wzbogacić, nie pozwalając przy tym, aby zarobił na tym kto inny. Wszystkie bogactwa naturalne zastały wydobyte. Ludzie byli tał bardzo łasi na skarby ziemi, że ogołocili ją do nagiej skały. Potężny wstrząs wyrwał „Króla” z zadumy. Kilka segmentów chodnika spadło głęboko w dół. Za nimi poleciała głowica jednej z wież. Curze śledził ją wzrokiem. Stalowa konstrukcja spadała w dół zabierając ze sobą wijące się niżej chodniki wraz z przechodniami. Kolejny wstrząs. Tym razem silniejszy. Konrad rozejrzał się wokół. Pod monumentalnym gmachem sądu otworzyła się skorupa ziemska. Budynek wpadł w czeluść wraz ze wszystkimi, którzy byli w środku. -Żadna strata. I tak nie był potrzebny. Prości ludzie nawet nie wiedzieli, że to był…