Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 5 min czytania

Nozdrza, czyli zapachy wspomnień

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nie pamiętam, czy padało. Na pewno było zimno, początek bezlistnej, szarej, niezachęcającej do jakiegokolwiek działania wiosny. Nie przebudziłem się jeszcze z letargicznej bezczynności. Na przystanku obok mnie kilkoro przyszłych, autobusowych pasażerów wierciło się, nie mogąc ustać w miejscu. Czy było to wynikiem przeraźliwego chłodu, czy przyczyną pospiesznych, tak naprawdę niepotrzebnych kroków stały rozmaite, codzienne kompleksy mieszkańców stołecznego miasta. Tak jak dziś jest to dla nieistotnym, i wtedy oczywiście nie zawracałem tym mojej, pustawej niekiedy głowy. Ile minut spędziłem na oblepionym zakazanymi plakatami reklamującymi rozmaite kursy niby naukowe przystanku? Może siedem... nieistotne. Liczył się tylko spóźniający się, rzężący, kilkunastoletni ikarus. W cuchnących, szaro-czarnych kłębach oleju napędowego nadjechało węgierskie cudo techniki. Wsiadłem. Było wiele wolnych miejsc. Moim łupem zostało pojedyncze siedzenie w środku autobusu. Miałem pewność, że nikt się nie przysiądzie. Ruszył. Otworzyłem szerzej oczy, pragnąłem spoglądać przez okno na ciemny, warszawski pejzaż. Nie przeszkadzało mi to, iż niewiele widziałem; nie uruchomiłem jeszcze wyobraźni. Spoglądałem na mijane auta. Po zarysach tylnych świateł próbowałem rozróżniać ople od citroenów. Łatwa i nieciekawa była to sztuka. Przerwałem. Zamknąłem oczy, może nawet już wtedy udało mi się zamyślić. Wypuściłem gorące powietrze z moich płuc na zimną, brudną szybę tylko po, by móc coś na niej nabazgrać. Starłem. Chuchnąłem ponownie, coś napisałem, wytarłem raz jeszcze. Wreszcie znalazłem jakiekolwiek zadanie, dzięki któremu moja kilkunastominutowa, codzienna niemal podróż nie była monotonną.

Zapewne moje syzyfowe, durne zajęcie trwałoby do momentu mojego coraz bliższego rozstania ze starym ikarusem, gdyby nie haust powietrza, którym zamierzałem pobudzić do działania choćby część moich szarych komórek. Wraz z nieodzownym tlenem do moich nozdrzy dotarło coś jeszcze. Zapach, a właściwie smród, niedomytego, męskiego ciała. Wytrzeszczyłem oczy. Skąd ten odór? Szybko go zlokalizowałem. Lekko grubawy, łysiejący, brodaty, niedbale ubrany pięćdziesięciolatek, siedzący od kilkudziesięciu sekund…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Nozdrza, czyli zapachy wspomnień — czytnik · opowiadania