Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 19 min czytania

Nudny dzień

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nudny dzień, to był naprawdę zwyczajny nudny dzień. Sekundy ciągnęły się jak dni, minuty jak lata, godziny jak dekady. To był naprawdę nudny dzień. Nigdy bym nie przypuścił nawet, że w taki dzień będę wykrwawiając się na zimnym asfalcie patrzył na swoją odciętą dłoń leżącą metr ode mnie. Płynie z niej krew, soczystym strumieniem, jeszcze dziś rano ta krew płynęła we mnie należał do mnie tak jak i ma dłoń. Jeszcze rano tak było. A teraz gdy księżyc zgrywa wielkiego pana gwiazd na niebie, dzielny samuraj trzyma swą katanę koło mojego gardła.

***

Ledwo zdążyłem wbiec do szkoły a już rozległ się dzwonek, zawsze się spóźniam nawet jak wyjdę z domu godzinę przed czasem. Taka natura, zawsze coś mnie zatrzyma. Pląsając pomiędzy ludźmi wchodzącymi do sal łudziłem się, że moja klasa jeszcze nie weszła, że nauczyciel się spóźnił. Minąłem winkiel, spojrzałem na zamknięte drzwi. - Ehh - jak zawsze. Grzeczne przeprosiny i zawstydzenie trwało wieczność ale w końcu udało mi się usiąść w ławce. W pierwszej ławce. Nie dlatego, że jestem jakimś wybitnym uczniem, nie dlatego że chce się nauczyć więcej niż ludzie za mną a dlatego, że nauczyciel chce mnie mieć na oku.

- No to możemy zaczynać - parsknął nauczyciel - nie ma jedynie Maxuella, ale już za późno by na niego czekać - powiedział słowo czekać patrząc się na mnie swoimi małymi ślepiami. Do nowej szkoły chodzę dopiero od paru dni a już mam przylepioną etykietkę klasowego zbira czy Bóg jeden wie jakiej szumowiny. Zdołałem już przelotnie poznać większość moich klasowych towarzyszy. Oprócz Cassandry, małej, nie pozornej ale jakże urodziwej dziewczyny. Paradoksalnie zawsze siedzi wraz ze mną na pierwszej ławce, a nie zamieniłem z nią jeszcze słowa. Nie dlatego, że się wstydziłem, że mnie onieśmielała. Była całkiem ładna i może nawet pociągająca ale kompletnie nie w moim typie. Nie siedziała tu ze mną bo jest rozbójniczką, siedziała z powodów dla których ja tu nie siedziałem. Dobra uczennica. Spokojna, cicha, delikatna. Tak - totalnie nie mój typ. Klasa traktowała ją jak odludka, odmieńca, nie tylko z powodu jej nad ludzkich wyników w nauce, ale i z powodu tej wrodzonej nieśmiałości. Otwiera usta tylko gdy odpowiada na pytanie nauczyciela, przez ten tydzień od którego tu jestem nie zauważyłem nawet jednego słowa wypowiedzianego w kierunku kogokolwiek innego.

Rozumiałem ich, rozumiałem czemu nikt się do niej nie odzywał, ona była inna, na pewno. Nawet taki gaduła jak ja, nie wymówiła przy niej jednego słowa siedząc razem w ławce. - Hm - czemu nie? - pomyślałem na głos. - Czemu nie co? - zapytał profesor, który przerwał pisanie tematu na tablicy. Znowu lekko zaczerwieniony szukałem wyjścia z sytuacji. - Czemu nie miałbym panu pomóc i zmoczyć gąbkę. Nauczyciel zdziwił się, spojrzał na gąbkę która nie widziała wody od początku tygodnia. - Hm, dobrze idź - odparł szybko, odwrócił się i znów powoli zaciągał literki na tablicy. Nauczyciel starał się pisać najładniej jak umiał, by nikt nie miał wątpliwości jaki jest temat dzisiejszej lekcji. Im bardziej się starał tym więcej uczniowie mieli wątpliwości. Chwyciłem za gąbkę prawie się krztusząc kredowym pyłem i wyszedłem z sali. - Zmoczyć gąbkę ale jestem głupi - zaśmiewałem się sam z siebie, bo pretekst wypowiedzenia słów "czemu nie" był naprawdę niezwykle idiotyczny. Ale co? Miałem powiedzieć: "czemu by tak nie pogadać z Cassandrą, wydaje się miła"; lepsze już babranie się w kredowym pyle.

Z ubikacji doszły mnie dziwne jęki. Zajrzałem do jednej z kabin. Bezgłowy Potwór! - wrzasnąłem z przerażeniem. Gdy już miałem uciekać zauważyłem, że to coś ma głowę tylko jest wetkniętą w muszlę klozetową. Po dłuższej obserwacji dostrzegłem, że to nie jest "coś" a chłopak, który prawdopodobnie nie może wyciągnąć głowy z muszli. Bez słowa chwyciłem go za szarą bluzę i pociągnąłem z całej siły. Nawet nie drgnął. Nigdy nie należałem do jakiś chucher, ale ten "potwór" ważył chyba grubo ponad sto kilogramów. Nie poddaje się tak łatwo, chwyciłem jeszcze raz i pociągnąłem. PLUMK - odgłos jak przy otwieraniu szampana, gruby chłopak mnie przeważył i wylądowałem z hukiem na mroźnych kafelkach. Wyraźnie zmęczony chłopak podziękował mi oczami, które ledwo mogłem dostrzec przez tłuszczowe wałki policzka. Nie powiedział nic, chciał jak najszybciej stąd uciec. - Kto Ci to zrobił? Chłopiec spuścił wzrok, wiedziałem, że mi nie powie, bo po co i dlaczego właściwie miałby to mówić nieznajomemu. - A dlaczego? Po tym pytaniu przeszył go jakiś piorun, podniósł wzrok, zdziwił się nie mało moim pytaniem, jakby to było pytanie retoryczne, takie jak: dlaczego trawa jest zielona albo czemu matki kochają swoje dzieci. Gruby chłopiec pomyślał, że z niego drwię, że chce usłyszeć tę prawdziwą oczywistość; zacisnął pięści i zapytał: - Jesteś ślepy? Nie zrozumiałem tej odpowiedzi, czy pytania. Przecież widzę, na oczy, przecież patrze na niego, przecież to widać że nie jestem ślepy, to czemu mnie o to zapytał? - Nie jestem ślepy, co to ma wspólnego z moim pytaniem? Gruby chłopak poczuł nienawiść do "wybawcy" który tak z nim pogrywa, to nieludzkie, bo przecież jak można pytać o przyczynę znęcania się nad niezwykle grubym człowiekiem i to jeszcze taki ktoś, taki przystojny, taki idealny. - Widocznie jesteś ślepy, skoro nie widzisz tego powodu, chcesz... chcesz? to Ci powiem, wygrałeś przyznam to… jestem gruby, obrzydliwie i obleśnie gruby, noszę spodnie, w których zmieszczą się trzy osoby, z mojej koszuli można zrobić namiot, jestem gruby, już zadowolony? - wykrzyczał i czekał na moją odpowiedz. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć, to była dziwna emocjonalna odpowiedź, przecież ja go o to nie pytałem… - Mówiłem Ci już - powtórzyłem. - Nie jestem ślepy, chcę usłyszeć powód, dlaczego oni Ci to zrobili. Gruby chłopak skrzywił się, zrobił dziwną minę, zagubił się. "Czego on chce?", "nie drwi ze mnie? A może drwi a ja nawet nie rozumiem tego żartu". - No przecież… powiedziałem Ci dlaczego… - odparł grubas wycierając swoją pyzatą twarz. - Bo jestem gruby.

Nie potrafiłem tego pojąć, czemu ludzie tylko dlatego mogli wsadzić mu głowę do muszli. Jakaś dziwna sprawiedliwość narodziła się w mojej głowie. Chciałem oprawcom zrobic to samo. Zanurzyć ich głowy w sedesie. Gruby chłopak uciekł, bez pożegnania, stałem sam z gąbką w ręku. Właśnie - Gąbka! - Lekcja. Ehh. Wróciłem do klasy. Nauczyciel zbył mnie wzrokiem nie mówiąc ani słowa. Usiadłem znów obok Cassandry, która notując coś w zeszycie nawet pewnie nie zauważyła mojego wyjścia. Pogadam z nią na przerwie, bo przeszkadzać jej teraz nie wypada.

Dzwonek na przerwę. Lekko zaspałem, Cassandra wyszła z sali. Wybiegłem za nią. Przez chwilę poszukiwałem jej płomiennych rudych włosów. Dostrzegłem! Wchodzi po schodach na wyższe piętro. Gdy już miałem się rzucić pędem za nią, drogę zastawiły mi dwie piękne kobiety. Żywe oczy, lśniąca cera, z radosnym uśmiechem. - Tak… to definitywnie mój typ. - Hej, ty jesteś ten nowy? - zapytała jedna. Błądząc oczami za uciekająco Cassandrą odparłem od niechcenia. - Tak, Lox Maloi, miło mi. Dziewczęta zachichotały po dziewczęcemu. Spojrzałem na nie lekko z góry, jakby to było dla mnie żenujące, choć tak naprawdę nie było, słodkość to dobra cecha, przynajmniej u kobiet. One zawstydzone, spojrzały na siebie spode łba. Poczułem się jak główny samiec w stadzie, a może jedyny. Miałem wrażenie jakby patrząc na siebie walczyły wzrokiem o mnie, o moją przychylność, przyjaźń czy może nawet uczucie. Nie przerywając kontaktu wzrokowego jedna odparła... - Jestem Luana, miło mi Cię poznać, masz ochotę mi potowarzyszyć na stołówce, bardzo nie lubię jeść sama. Hm, kobiecy podryw, taki niestandardowy, taki chaotyczny, taki laicki ale jednocześnie taki skuteczny. Koleżanka Luany w tej chwili miała ochotę wyrwać jej mózg i skakać po nim; naburmuszona pożegnała się i odeszła. "Luana o pięknych zębach" taki przydomek jej nadałem, choć go głośno nigdy nie wypowiem.

Jej uśmiech był szczery, taki ogromny, że mogłem podziwiać absolutnie wszystkie jej zęby. Ale nie tylko to miała piękne. Wciąż w głowie obijało mi się jedno zdanie: "Idź porozmawiaj z Cassandrą". - Przepraszam Cię, Luano może innym razem? Luana może lekko zawiedziona, nie tracąc uśmiechu z twarzy przytaknęła. Puściłem się w gonitwę za cieniem Cassandry po schodach. Pierwsze piętro - tu jej nie ma. Drugie piętro - pusto. Schody prowadzące na trzecie piętro - zamknięte z tabliczką: "wejście surowo wzbronione". Hmmm - zamyśliłem się - albo rozpłynęła się w powietrzu albo weszła na trzecie piętro. Łatwiej mi było wyobrazić sobie Cassandrę rozpływającą się w powietrzu niż łamiącą taki surowy zakaz. Wślizgnąłem się na trzecie piętro by to sprawdzić. Dach. Podmuch świeżego powietrza prawie zwalił mnie z nóg. Siedzi przy samej krawędzi, chce skoczyć!? Nie, nie chce skoczyć, ona siedzi na krawędzi i je kanapkę. Podszedłem do niej bliżej. Ona nadal zajęta kanapką nie zwracała na mnie uwagi, jakbyśmy nadal byli w sali, jakbym nadal siedział obok niej w ławce. - Co ty tu robisz? - zapytałem groźnie. Ona zatrzymała się przed kolejnym kęsem, spojrzała na mnie swoimi szarymi oczami. Jej oczy były takie zmęczone, osiemnastolatka zmęczona życiem. - Nie twoja sprawa - odparła oschle i uciekła z dachu tak szybko, że nawet nie byłem w stanie zobaczyć jej cienia.

Moje domysły nie były…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Nudny dzień — czytnik · opowiadania