Fantastyka · 9 min czytania
Nuntius
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Część 1 Wystarczyło się przejść kilkadziesiąt metrów przez podwórko. Obserwuję młodych ludzi. Biegają bez odpoczynku. Uśmiechnięte i jednocześnie umorusane twarze od mieszanki potu i ziemi. Spodnie, jakby wytarzane w piasku. Gumowce zanurzone w kałuży. Z dębu, który stanowi schronienie w letnie upały, spadają liście. Wypełniona nimi po brzegi piaskownica jest teraz basenem. Nikt ich nie odgarnia, by znaleźć ziarna piasku. Wykopać tunel. Wszyscy czekają. Dla dorosłych, to tylko zwiastun zmiany pory roku. Dla tych maleńkich oczu, tak wpatrzonych, to szansa na własny ocean marzeń. Drobne rączki, w których trzymają patyki. W ich dłoniach, każdy z nich, to karabin, bądź pistolet. W spojrzeniach nie znajdziesz jednak agresji. Nie zajmują się rozmyślaniem nad tym, czy gdyby to była prawda, z równą łatwością wystrzeliliby śmiercionośny pocisk. Bang, bang. Zabić teraz jest tak łatwo. Zaczynają znosić liście. W same centrum piaskownicy.
Czekam. Siedzę na drzewie i czekam. Przyglądam się, jednocześnie zastanawiając, po ilu z nich jeszcze wrócę. Lubię te wędrówki na ziemię. Zwłaszcza, gdy kogoś zabiorę. Płacz matek, złość ojców. Setki kwiatów, wyrażających współczucie dla rodziców. Niekiedy niszczę małżeństwa z przypadku. Innym razem, umacniam. Poprzez zadany im cios. A jednak dziś odczuwam dyskomfort. Skrzydła mnie uwierają haczę o gałęzie. Dzieciaki bawią się dobrze. Słońce ogrzewa ich pachnące włosy. Te kilkuletnie główki, lśnią od blasku promieni. Ale nie tylko od tego. Widzę coś więcej. Rodzą się im pomysły, aury nabierają koloru. Właśnie tego potrzebuję. Czas nagli, a one bawią się w Indian. Skacząc na około usypanego stosu liści. Czekają na magię. Dlaczego by nie.
Zeskoczył z drzewa i stojąc za jednym z podskakujących chłopców szepnął do ucha. "Panuję nad wiatrem, w imię Ojca i Syna i Ducha Wszechmogącego". Dziecko powtórzyło słowa, stojąc mocno nogami na ziemi. Podmuch wiatru oczyścił miejsce w ciągu kilku sekund, odsłaniając usypaną górę piasku. Dzieci zamarły. Stojąc na przeciw siebie, z patykami w rękach, zaczęły rozgrzebywać. Siedzące na ławce matki, przerwały rozmowę zastanawiając się czy wiatr zwiastował burzę. - Coś tam jest zakopane - Najodważniejszy z kilkulatków podbiegł do kobiet. Już w drodze zwiastując odkrycie. - Co jest zakopane kochanie? - spytała jedna z nich z wyczuwalnym przejęciem w głosie. - Noga - oznajmił. Było słychać niedowierzanie.
Zaczęło się. Przy pierwszych tego typu reakcjach, byłem ciekaw postępowania ludzi. Teraz już wiem, że wszystko jest schematem. Krzyk. Zabranie reszty przedszkolaków. Policja, pogotowie. I te pytania, które zadają sobie wszyscy. "Kto go zabił?” „Czyje to dziecko?” „Dlaczego tu?". Wbrew pozorom, nie jest logicznym wyjaśnieniem to, że znajduje się w centrum placu zabaw. Te zwłoki nawet nie należą do tego miasta. Tak jest łatwiej. Przynajmniej dla mnie. W końcu mogę ruszyć dalej. Jadąc na dachu wozu pogrzebowego czuję zapach spalenizny. Wiem, że Niklas jest gdzieś w pobliżu. Nie może jednak się zbliżyć do zwłok. Jeszcze nie są jego. Zresztą, same zwłoki są tylko pokarmem. Gdyby tylko o to chodziło, nie byłoby problemu. My, karmimy się tęsknotą, współczuciem i co najważniejsze, miłością. Oni potrzebują ciał. Zgniłych, zepsutych. Zeschłej krwi, gałek ocznych. Najlepiej niewinnych dzieci. Tak, one smakują najlepiej.
Dojechaliśmy. Jeszcze kilka godzin i będzie po wszystkim. Koniec podróży. Do tej pory nie wiem wszystkiego. Na przykład, jak to jest, że nieliczni z tych ludzi, ubranych w czarne sutanny, są świetnymi przekaźnikami modlitw. A inni, grzeszą w myślach zagłuszając moje słowa. Nie ma to teraz znaczenia. Ustawiam się tym razem przodem do człowieka, by patrzeć na jego zamknięte powieki. Jego myśli budują obrazy, które mogę oglądać wraz z nim. Niektórych się brzydzę, w innych pragnę utonąć. Wyciąga ręce przed siebie. Kładzie, na tym młodym ciele. Wreszcie postanawia wypowiedzieć słowa. Znów mogę szeptać. Powodując iż będzie powtarzał po mnie. " Oddaję ci go Panie w twe ramiona, aby wypełniał miłością królestwo niebieskie i służył w walce…