Fantastyka · 6 min czytania
Nuntius
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Część 2
Posłaniec ma za zadanie bezpiecznie przyprowadzić duszę do nieba. Właściwie do jego przedsionka. Dalej nie ma wstępu. Nie ma też możliwości zobaczenia bliskich, którzy już tam trafili. To boli. Sam tułam się między jednym światem, a drugim. Nie mogąc zaznać spokoju. Dopiero, gdy będę "czysty", zaznam łaski Pana. Ale życie według jego zasad nie jest łatwe. Na moje szczęście, zaraz po śmierci trafiłem na Eurita. Pamiętam, jak zobaczyłem go po raz pierwszy. Wyglądał inaczej od mojego wyobrażenia na temat aniołów. Teraz się nie dziwię. Przecież nim nie był. To, że miał skrzydła, nic nie znaczyło. W końcu kura też je ma, ale czy może latać? Jego postrzępione ubranie było całe w kurzu. Drobina krwi na wardze. A z ust, jedno polecenie, „Uciekaj!”. Biegłem. Co miałem zrobić? Gdy obracałem się by sprawdzić, czy za mną podąża, słyszałem tylko ponaglanie. W końcu zatrzymaliśmy się. Spojrzał na mnie. Właściwie przyglądał się, jakby chciał dojrzeć coś więcej. Jednak niczego nie dostrzegł. Moja aura nie miała kolorów. Byłem "brudny". Nie ukrywam, że gdy żyłem, grzeszyłem. Myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Miałem ponieść tego konsekwencje. Jak duże? Dopiero teraz zdaje sobie z tego sprawę.
Taśmy policyjne nadal otaczały miejsce, w którym znaleziono zwłoki. Stanąłem tuż przed nimi. W tłumie. Chociaż wiedziałem, że nikt nie jest w stanie mnie widzieć. Tylko tak, przez chwilę, mogłem się poczuć jak człowiek. Jesień dawała o sobie znać. Krople deszczu mieszały piasek z ziemią tworząc błoto. Spojrzałem na dół. Nie był to już mały grób, który zostawiłem. Kilkudziesięciu policjantów wynosiło zwłoki dzieci, zapakowanych w czarne worki. Podszedłem bliżej. Teraz to już był grobowiec. Nie było w nim ani jednej duszy. Obróciłem się w stronę martwych ciał. Wszystkich razem było trzydzieści dwa. Byłem prawie pewny, że już tę liczbę słyszałem. Jednak nie mogłem sobie przypomnieć, o co dokładnie chodziło. Najważniejsze dla mnie było to, abym je odnalazł. Strata wszystkich z pewnością wiązałaby się z moim wiecznym losem posłańca. Wiedziałem z kim mam się spotkać, aby wszystkie wątpliwości i pytania zostały rozwiązane. Najstarszym z nas był właśnie Eurit. Nigdy nie mówił, dlaczego nie może przekroczyć granicy. Przeprowadzał przez tunel setki dusz, a mimo tego jego grzechy z życia ziemskiego nie zostały mu jeszcze odpuszczone. Znałem go więc od swojego początku, ale nie miałem odwagi spytać co takiego zrobił. Można było go zastać w jednym miejscu. Na łące. Gdzie czeka się na nauczyciela. To on wprowadza duszę do nieba. Wbrew nazwie, nie uczy jak istnieć. Jest jedynie towarzyszem podczas pierwszych dni wieczności.
- Coś się stało? – spytał nie odwracając twarzy od horyzontu - Wiele Euricie. Zbyt wiele bym mógł zrozumieć – Bezpośredniość nie była moją mocną stroną. - Odpocznij. Wieczność trwa na tyle długo, że możesz sobie na to pozwolić – zażartował.