Religia · 5 min czytania
O błędnym rycerzu niosącym pochodnię w mrok dusz
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
PROLOG
- Co ci się śniło, malutka? - Ja sama. Plotłam z roślinnych włókien miękkie buciki dla bosego brata. Później paluszkami kruszyłam ziarna. Opuszki puchły, a dno glinianej misy z wola zabielała mąka. Piekłam chleb dla głodnego staruszka. Wtem ziemia zadrżała od ciężkich kroków. Oto weszłam w sen drugą postacią – olbrzymem o pięknej twarzy. A wokół zebrał się tłum wieśniaków pląsających w rytm moich kroków. Zdawali się nie widzieć, jak jestem potężna. Pokrzykiwali, prosili do tańca, sączyli złocisty, spieni0ny napój. Roztrąciłam ich machnięciem dłoni, lecz oni wciąż podążali za mną, niezrażeni. Warknęłam przeciągle, a oni zaczęli dobywać ze swych gardeł charczące odgłosy, myśląc, że właśnie zaczyna się zabawa. Tylko ja – malutka, mieszając mąkę z wodą, drżałam ze strachu na swój własny widok. Wtenczas, potężna, zwęszyłam swój lęk i pochwyciłam swe maleńkie ciało. Wieśniacy zaprzęgli morską falę i nakazali jej żłobić klif. Ustawiłam siebie na klifie, na skraju skały. Malutka, ze strachu zmniejszyłam się jeszcze, lecz me potężne odbicie nie warczało już groźnie. Pogłaskało mnie z czułością i uśmiechnęło się, odsłaniając rząd białych zębów. Rzekło, bym miała odwagę skoczyć. Spojrzałam w toń. Była ciemna. Dzikie fale wirowały, zderzały się ze sobą i skałami, sycząc opryskliwie. „To woda śmierci i życia” – mówiłam ja, potężna – „Skocz, a jej chłód cię orzeźwi, uleczy twe opuszki, odbierze wątłe ciało. Zamienisz się we mnie i będziesz mną, a ja będę tobą.” Wysunęłam stopę w kierunku toni, lecz jednocześnie spojrzałam w oczy swego wielkiego ciała. Były czarne, zupełnie jak woda przede mną. Cofnęłam się, ogarnięta trwogą. W oddali dostrzegłam inną siebie, wznoszącą modły do obcych bogów i jeszcze jedną swą postać, przysłuchującą się z ciekawością, lecz bez zrozumienia. Ja-olbrzymka, tupnęłam, tracąc cierpliwość. Ziemia ponownie zadrżała. Maleńka, poczęłam zsuwać się z klifu. Bolące opuszki kurczowo złapały się ściany. I nagle Pan zesłał błogosławiony promień poranka. Zniknął klif. Zniknęli wieśniacy. A wszystkie me postaci złączyły się w jedną duszę.
I. Noc
Biały anioł sunie ponad dachami wioski, spija modlitwy z ust ludzi i zmienia je w pieśń skrzydlatą, maluje koronkowe gwiazdy ślące blask srebrnym kwiatom, w objęcia Pana składa ludzkie dzienne troski.
Krople ciszy sączą się w ściany domostw śniących sny dzikie, pędzące na karych rumakach, hulające wiatrem w…