Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 12 min czytania

O co chodzi ?

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Mama z tatą idą uroczą parkową alejką. Po prawej – zielenią się jodły, po lewej – cieszy oko równomiernie zasadzony rząd sosen. Na soczyście zielonej trawie uroczy bobas próbuje pogryźć sosnową gałązkę, co sprawia, że z bliżej nieznanych przyczyn malec co chwila na cały park rozbłyskuje szczerym śmiechem. Z konar drzew, to z jednej, to z drugiej strony, przecinają radośnie nad głowami rozćwierkane kawki. Na czystym błękitnym niebie świeci słońce rozjaśniając i tak już przeuroczą alejkę.

- Szymborska miała chyba jednak rację, wiesz, coś w tym było, chyba – zaczęła mama. - Nie no, pewnie. Tyle przeżyła, no, przecież wiadomo – w oddali zauważył dwóch przekomarzających się koleżków i stwierdził w duchu, że rywalizacja stosownie przyprawia obraz sielanki. - Wiesz, ostatnio przypomniał mi się wiersz Szymborskiej, taki smutny trochę, taki... przejmujący! – mama stwierdziła, że ostatnie słowo było za głośne, za co w duchu skarciła się. - No tak, przejmujący, kiedyś, jeszcze na studiach, po imprezie, no, po imprezie przeczytałem – tu tata uśmiechnął się, mama po chwili namysłu odśmiechnęła się dla niego - jej „Wołanie do Yeti”. To w ogóle był pierwszy raz, jak coś od niej czytałem, no i co tu dużo mówić - piękne były. Bardzo mi odpowiada jej sposób myślenia. - Wiem, tyle w jej wierszach dobroci i... bardzo fajnie pisze o tolerancji i... – tu nie wiedzieć czemu mama uznała, że żeby kontynuować, potrzebny jest lekki, acz zadziorny uśmieszek – tak jak ten Mały Książę dla naszego synka. Tata po krótkiej pauzie odśmiechnął się również lekko, acz zadziornie. - Nom, i kto je wypatrzył? Jeszcze trochę, a byłyby te cukierkowe bajki, śmierdziałoby komercją! – odparł spróbowawszy wypowiedzieć końcówkę z mocą, ale wyszło mu jakoś chybotliwe. - Fajne są – uśmiechnęła się mama, nawet szczerze, widząc władcze zapędy partnera – bardzo tak lekko malują obrazy, że aż w ogóle nie trzeba obrazków, chociaż te co są, są po prostu śliczne. - Na pewno... mnie urzekła, wiesz, ta prostota, że takimi łatwymi codziennymi słowami, ten no... Exupery!... mówi o takich ważnych rzeczach. Poczytasz mu, prawda? - Tak, chłopakowi się spodoba. Na pewno. Ok., musisz lecieć.

Przejście od Exuperego wprost do pożegnalnej frazy tatę zmieszało, i przez chwilę, ale dosłownie chwiluteńkę, zapanowała niemiła nieokreśloność. Na chwiluteńkę, bo wtedy jednak ze zmętniałej tatowej myśli wynurzył się pomysł pocałunku - dzikiej namiętności na pożegnanie, co według taty po konwersacji nasączonej poezją, było pomysłem wręcz wyśmienitym. Zatem objął kibić swojej mamki, spojrzał na czerwień jej ust i zbliżał doń swe wargi. Mama odruchowo osłupiała, jednak w chwiluteńkę zrozumiała, że tymi zabiegami, mniej lub bardziej trafnymi, jej mężczyzna ją po prostu chce pocałować. Na to przystała i pozwoliła wpić mu się w usta i w nich promiennie świdrować języczkiem. Tata po skończonej robocie uśmiechnął się, całkiem pewnie, mama – z opóźnieniem, lecz słodko. Oboje chyba uznali, że to wystarczyło w zupełności, żeby rozpruć worek z pożegnalnymi pa, kotkami, miśkami, tygryskami, dmuchanymi całuskami, papatkami, itp.

Mama wracała do domu już nie parkową alejką, ale zwykłą szarą ulicą i starała się na tym skupić. Nawet nie spostrzegła się, kiedy jęła w myślach roztrząsać kwestię, czy pocałunek był namiętny czy też do takiego tylko pretendował, jednak po chwili skarciła się za to, że w ogóle kwestionuje intencje męża i kategorycznie przecięła rozważania krótkim – był namiętny. Umilała sobie więc powrót myślami o strofach z ulubionych wierszy i z uśmiechem powracała do geniuszu, do uczuć jakie dźwigały poszczególne wersy i do gładkich fraz, które tak łatwo i tak pewnie z owymi uczuciami wślizgiwały się do jej wnętrza. Myślała też, dla równowagi, o wierszach, jak sądziła, trudniejszych, ale myśl bezwładnie spadała na te ulubione, w większości bardzo znane, co mamę bardzo złościło.

- Nie można ciągle wpadać w łatwy zachwyt - pomyślała i postanowiła, że od następnego tygodnia będzie czytała więcej wierszy trudnych.

Otworzyła drzwi, weszła do mieszkania i usłyszała znajomy szum telewizora. Mieszkanie było bardzo schludne, aż miejscami, choć tylko nieznacznie, sztuczne. Ściany wymalowane na stonowane barwy, dla każdego pomieszczenia odpowiednie. Na ścianach, dla przełamania męczącej jednostajności, zawieszone półki z przyjemnie starymi rekwizytami. Całe mieszkanie sympatycznie ożywiała lakierowana podłoga z dębowych klepek, a dotyk jej delikatnej faktury po ciężkim dniu koił mamusie stopki. Od stóp po twarz rozlewało się w mamie domowe uczucie, gdzie każdy najmniejszy bibelocik był do granic znajomy i bezwiednie przypominał o, zwykle mało znaczącym, epizodzie z przeszłości. Nie rozczulając się zanadto, jak gdyby chcąc przekuć domowe uczucie na sukces rodzinny, wzięła „Małego Księcia” Exuperego i udała się do synka oznajmić, co zamierzała.

Synek uroczo rozłożony na wersalce, pozycja pół-leżąca, ręka wyciągnięta przed siebie na poduszce, w dłoni pilot, przerzucał kanały. Ku skrytej uciesze mamy cała ta sytuacja musiała nużyć synka sromotnie, bo na żadnym programie nie zatrzymywał się dłużej niż sekundę i w ogóle spoglądał na telewizor tępo. Mama, myślami będąca już na wersalce z synkiem i Exuperym, nie zwlekała ani chwili:

- Kupiłam ci takie fajne bajki, będziemy razem czytać, no, będziesz mądry.

Synek z telewizora na mamę przeniósł tępe spojrzenie i powiedział jedyne, co było w takim położeniu stosowne:

- Cześć mamo.

Jeżeli tok myśli mamy miał jakąkolwiek formę, to były pociągiem, ten pociąg trafił na bezsensowną kłodę na szynach, z szyn wykoleił się i wykolejony spadał w czarną przepaść.

- Cześć. – odpowiedziała i automatycznie narzuciła jej się spóźniona już myśl,

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
O co chodzi ? — czytnik · opowiadania