opowiadania-pl · 7 min czytania
O co chodzi w fantastyce
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Czytając za młodu fantastykę z wypiekami na twarzy śledziłem wielkie wojny, widowiskowe pojedynki i bohaterskich herosów. Po kilku tuzinach trochę mi to jednak spowszedniało. Sam dramatyczny opis jatki, czy gorąca scena łóżkowa przestały wystarczać. Zacząłem większą wagę przywiązywać do fabuły i psychologii postaci. Spotkała mnie seria rozczarowań gdyż zarówno fabuła jak i psychologia zazwyczaj bywają jednotorowe i mało prawdopodobne. Państwa tłukące się o detale nie były nigdy wyjątkiem w naszej historii, ale te książkowe wyglądały wyjątkowo sztucznie. Później było jeszcze gorzej, gdyż dorosłem do stanu gdy żenujące błędy logiczne i rzeczowe działały na mnie alergicznie. Otóż z dziwnych powodów autorzy sprzysięgli się by tworzyć nieprawdopodobną ekwilibrystykę logiczną tylko po to by wytłumaczyć dlaczego sławny król musi sam zakraść się do wrogiego państwa by uratować księżniczkę z rąk złego maga i dlaczego by zabić przeciwnika należy wygrzebywać mroczną magię sprzed wieków. Nie wspominając już o Złych tłumaczących Dobrym swoje motywy w chwili, jak się później okazuje, przedwczesnego tryumfu. Co do błędów rzeczowych – jest ich jakby mniej, ale niekiedy potrafią załamać. Spotkałem się kiedyś z powieścią dziejąca się w świecie w którym nie ma metalu (czy jeszcze, już lub nigdy go tam nie było – jest bez znaczenia). W tym świecie radosny użytkownik maczugi poszatkował i pokroił na kawałki mały oddział ubranych w szklane zbroje żołdaków. Używając do tego określeń typu: „Odciął rękę” czy „wgnieciona zbroja”. Ręce opadają. Niedawno zaś wpadło mi do głowy, że brak opisany już mankamentów to za mało. Żeby coś można uznać za prawdziwe fantasy musi być jeszcze oryginalne. Przyłóżmy teraz te wymagania do opowiadań tutejszych, tych pisanych na opowiadania.pl. Skrzywiliście się? Ja tak. Nie wiem dlaczego, ale istnieje jakiś owczy pęd by wpadać w sztywne ramy zbudowane na bazie „kamieni węgielnych” fantastyki, takich jak „Władca Pierścieni” czy „Conan”. W jakiś sposób nie potrafimy samotnie wyjść z cienia (a propos „Wyjście z cienia” –świetna książka). Wychodzimy za to stadnie. Modne do znudzenia ostatnio są wampiry. Pałętają się po wielu opowiadaniach bez większego sensu, udając że są poważniejsze niż Tolkienowskie elfy. Swego czasu, nie tak dawno temu, była moda na anioły i demony (taki np. „Siewca Wiatru”). Nie mówię, że to źle, ale raczej trudno być oryginalnym wśród tłumu naśladowców, a różnych punktów patrzenia na to samo znowu nie ma tak dużo.
Te i tym podobne zmory towarzyszą mi podczas pisania. Dawno porzuciłem historie wielkiego świata. Oklepane wojny może i są widowiskowe ale pojedynczo. To tak jak z nagą kobietą: w tłumie nagusek traci swój erotyczny wydźwięk. Zresztą pojedyncze osoby zawsze są żywsze niż tłum. Tak samo pojedynczy bohater, powiedzmy szewc jest realniejszy niż cała armia. Co można napisać o armii? Ma takie i takie morale i składa się z takich a takich jednostek. I tyle. Z szewcem możemy zrobić cokolwiek. Odrzucając jedynie sztuczny patetyzm, bo on szkodzi bardziej niż cokolwiek innego. Jest tylko jedno ale. Na szewcu trzeba się skupić, na jego historii, charakterze, upodobaniach i poglądach. A to jest trudne i nie aż tak efektowne. Ciekawsze, ale nie tak widowiskowe. Kolejnym paradygmatem do którego dążę jest normalność świata opisanego. Normalność rozumiana jako brak wymuszoności, sztuczności i banału. To kolejne wyzwanie. Trzeba…