Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 23 min czytania

O grzeczności (cz. 1)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

O grzeczności (cz. 1)

Sokrates: Witaj kochany Fajdrosie. Dobrze, żem cię spotkał, bo taki ciężar dźwigam, że już chyba sam go dalej ponieść nie zdołam. Toteż zaraz jak tylko ciebie z daleka ujrzałem pomyślałem sobie: O ten młody i silny, to pewnie mi pomoże. Prawda, żem się nie omylił? Fajdros: Witaj Sokratesie. O jakim ciężarze mówisz? Przecież ręce masz wolne… Sokrates: Ręce wolne, ale umysł zajęty. Fajdros: A …rozumiem Sokratesie, znów jakiś problem sobie wziąłeś. Sokrates: Ty nicponiu z biedaka nie dworuj. Gdybym ja sobie co wziął, to i odłożyć bym może potrafił. Ale tu nie ja problem wybrałem, lecz on mnie wziął i przejął, a teraz mocno tarmosi i tak zajmuje, że na nic innego miejsca we mnie nie ma. I już chyba nie będę miał spokoju dopóki z nim jakoś do ładu nie dojdę. Pomóż Fajdrosie, kochana głowo, bo przechadzam się tam i sam, a ten jak trzymał, tak trzyma. Może jakbyśmy się we dwóch do niego zabrali, to jakoś lepiej by poszło. Fajdros: No dobrze Sokratesie, pomogę ci. Ale co to właściwie za problem? Sokrates: Otóż było tak. Usłyszałem od pewnego podróżnika, przybyłego z dalekiej północy, że u niektórych ludów jedno jest słowo na „grzeczny” i „posłuszny”. Jakoś mi to sąsiedztwo do myślenia dało. Bo jeśli grzeczność i posłuszeństwo to coś bliskiego, a ja zawsze chciałem być dla ludzi grzeczny, to może ja swoją duszę do jakichś niewolniczych cnót przyuczałem. Bo komuż być posłusznym, jak nie niewolnikom? Dzieciom jeszcze, lecz marna to pociecha dla mnie starego. Fajdros: Jak to Sokratesie? Nie trzeba być grzecznym w takim razie wedle twojego nowego poglądu? Dziwne to jakieś. Sokrates: I ja tak myślałem początkowo, ale teraz już nie wiem. Zobacz: Małe dziecko komu prędzej będzie rozrabiać, własnym rodzicom, czy raczej komuś obcemu? Fajdros: Mnie się wydaje, że prędzej własnym rodzicom, bo obcego może się trochę krępować. Sokrates: Nieprawdaż? A krępowanie się, to odbieranie sobie wolności. Ale idźmy dalej. A człowiek dorosły, to łatwiej poczuje się skrępowany wśród równych sobie, czy wśród lepszych od siebie? Fajdros: Wiadomo przecie. Wśród lepszych. Sokrates: A jak kogo przesłuchują, by wybadać, czy niedawno odkrytej zbrodni on to nie popełnił, to człowiek niewinny będzie grzecznie w tym brał udział, czy raczej w gniew wpadnie? Fajdros: Jak niewinny a zbrodniarza w nim wypatrują, to może cierpliwość stracić. Sokrates: I szpetnego coś tamtym w oczy rzuci? Fajdros: Może i rzuci. Sokrates: Nieprawdaż, a jak winny, to raczej grzecznie będzie próbował się wyśliznąć? Tak mi też jeden powiadał, co to zna się na badaniach w takich sprawach. Fajdros: Grzeczny jest gorszy zatem? Sokrates: Gorszy grzeczny raczej. Ale poczekaj no. A jak mężczyzna wchodzi do gospody, ale nie jaki tam niewieściuch, tylko mąż prawdziwy, to jak on tam wchodzi? Czy tak, żeby nikomu nie przeszkadzać, cicho i przy ścianie, czy raczej pewnie środkiem idzie, choćby miał i trochę w czym komu zawadzić? Fajdros: Taki to środkiem pójdzie raczej. Sokrates: Prawda, że ładniej, żeby środkiem? A jeszcze to mi powiedz. Jakbyś wybierał się w długą podróż, to wolałbyś odbywać ją z tym, kto ma ci do zaoferowania tylko swoją grzeczność, czy z takim, co czymś ciekawszym by cię drogą raczył? Zważ przy tym, że z takim grzecznym, to nawet w rozmowie spotkać się trudno, bo co się do niego zwrócić i przybliżyć, to ten uskoczy, byleby tylko miejsca ci zrobić. Jak z takim argumenty ważyć, gdy on ci w niczym się nie przeciwi, nic nie poprawi, do dowodzenia nie wezwie? Nie masz żadnego oparcia w takim, co nie daje oporu. Fajdros: Doprawdy Sokratesie… Nie wiem, czy i tu masz rację… Może jednak grzeczny lepszy do podróży? Sokrates: Niż ten drugi, co bardziej rzeczy, niż siebie i swoją grzeczność ma na widoku? Fajdros: Może i tak. Sokrates: A wolisz za towarzysza dobrego, czy złego rozmówcę? Fajdros: Dobrego. Sokrates: A w rozmowie, to lepszy dla ciebie taki, który mówi do rzeczy, czy lepszy może taki, co od rzeczy? Fajdros: Do rzeczy, wiadomo. Sokrates: A do rzeczy, który prędzej dojdzie: taki co jej wypatruje, czy taki, co czym innym zajęty? Fajdros: Lepiej, żeby wypatrywał. Sokrates: Jeśli tedy wolisz lepszego rozmówcę i jeśli lepszy taki, co do rzeczy mówi i jeśli do rzeczy można mówić, gdy się rzeczy, a nie czego innego wypatruje i jeśli grzeczny ciągle czym innym, niż rzeczą zajęty, to wolisz przecie nie takiego, który nadto grzeczny w podróży. Fajdros: No niby tak wychodzi. Sokrates: Mnie się wydaje, że jakbyśmy teraz poszli za tym, co się powiedziało i pozbierali co tam było najważniejsze po drodze, to mamy tyle: Grzeczność łączy się z niepewnością siebie, lękliwością, winą, nudną ugodowością – ogólnie z krępowaniem się, a więc – rezygnowaniem z wolności. A znów brak grzeczności z byciem u siebie, swobodą, pewnością swego. Czy nie tak jakoś nam się to układało? Fajdros: Tak to było. Sokrates: Piękną perłę znaleźliśmy kochany Fajdrosie! Fajdros: I mnie się ona zaczyna podobać Sokratesie. Sokrates: Nieprawdaż, dobrze mówią, że dwie myślące głowy, to nie jedna. Fajdros: Dobrze. Sokrates: Ale czekaj no, jeśli grzecznym być nie bardzo wypada, to czemuś ty mi tak ładnie pomógł w tych rozważaniach? Nie było powiedzieć: „A idź stary marudo swoją drogą i własnych problemów pod nogi mi nie rzucaj!”. Albo jeszcze co grubszego. Fajdros: Jak to, przecież wtedy Sokratesie inaczej o tym wszystkim myślałem. Dopiero w naszych rozważaniach pokazały się przewagi niegrzeczności nad grzecznością. Następnym razem lepiej się sprawię. Sokrates: Prawda, już jestem spokojny. Ale czekaj no jeszcze, a w tej chwili, to jest tamten raz, czy już następny może? Fajdros: Jak to? Sokrates: Czemu my tak grzecznie rozmawiamy, skoro wiemy już, że lepiej byłoby niegrzecznie? Może byś mi jakoś szpetnie przymówił? Nie krępuj się kochany Fajdrosie. Fajdros: Teraz? Ani myślę! Sokrates: W dziwne miejsce jakieś zawędrowaliśmy jednak. Bo jeśli nie mamy ważyć naszej rzeczy lekko, to albo trzeba pójść za tym, co nam w rozmowie wyszło i zachowaniem potwierdzić powagę rozważania, albo przyznać, że to, co znaleźliśmy, to głupstwo może jakieś. Fajdros: Sam nie wiem Sokratesie. Sokrates: A powiedz mi to. Fajdros: Co takiego? Sokrates: Jak rodzic widzi, że jego małe dziecko niegrzecznie się zachowuje, to jak powinien postąpić: reagować z umiarem i namysłem, czy raczej puścić sobie wodze i awanturą na awanturę odpowiedzieć? Fajdros: Z umiarem. Sokrates: A jak dwóch mężów o coś się spiera, to ładniej rzecz wypada, kiedy oni przekleństwami się obrzucają, jeden drugiemu w słowo ciągle wchodzi i za brody się tarmoszą, czy kiedy każdy spokojnie drugiego słucha, a w swoim czasie własne racje jasno i na zimno przedstawia? Fajdros: Ładniej jak spokojnie rozmawiają. Sokrates: I mnie się tak zdaje. Jest jakieś dostojeństwo w takiej grzeczności i moc jakaś w tym, że każdy spokojnie dostać potrafi, a nie wierci się i nie wije. A jak posła trzeba pchnąć, by traktował z innymi krajami, to który się lepiej nada: narwaniec jaki, mówiący co mu ślina na język przyniesie, czy raczej mąż wyważony i dobrze ułożony? Fajdros: Wiadomo przecie, że ten drugi. Sokrates: No przecie. Chyba, żeby po wojnę tamtego wysłać chcieli, to się pewnie szybko z tym uwinie. Ale jak co innego ma przywieźć, to grzeczny lepszy, bo potrafi się miarkować i celu z oczu nie tracić. Fajdros: To jakby to właściwie było Sokratesie, że grzeczność lepsza jednak? Sokrates: Jak mówisz? Fajdros: No bo teraz jasno się pokazało, że grzeczny więcej może. Sokrates: Nieprawdaż? Najpierw wyszło nam, że mniej, a potem, że więcej. Może więc my o dwóch rzeczach mówiliśmy w jednym słowie upchanych. Co byś na to powiedział? Fajdros: Na co? Sokrates: Na to, że są dwa rodzaje grzeczności. Pierwsza to krępowanie się i raczej nic dobrego ani ładnego z niej nie ma. Druga grzeczność to miarkowanie się i ta z kolei zazwyczaj pięknie i akuratnie wypada. Pierwsze jest wynikiem słabości jakiej, a druga mocy. Bo przecie, kiedy my tu tak grzecznie sobie rozmawiamy, to nie ze skrępowania, tylko dlatego, że mocno się lubimy i o siebie dbamy. Fajdros: No dobrze Sokratesie, jakoś to nam się poskładało, ale jest jeszcze jedna bieda. Sokrates: Pewnie więcej nawet. A niby co takiego? Fajdros: Skąd człowiek ma mieć pewność, czy on jest grzeczny ładnie i akuratnie, czy też raczej grzeczny ze skrępowania? Sokrates: Mnie się wydaje, że jak kto swoje sprawy własnemu sumieniu powierza i starannie tam roztrząsa, to nie ma potrzeby karać się krępowaniem i innym ludziom pod osąd podawać. Taki dobrze w sobie rozeznany może być siebie pewny. A jak kto przeciwnie, rachunku z własnego życia sobie nie czyni, to przez innych dopiero czuje się do niego wywołany. Bo przecie kiedy ludzie ze sobą przebywają i rozmawiają, to rozglądają się w sobie wzajem. A jak kto do własnej duszy sam nie zagląda, to nieswojo mu przy ludziach z powodu tego zapuszczenia i nie wie taki, co innym się z jego zabałaganienia pokaże. A że własnego wglądu w siebie nie ma, to czyni ze spojrzenia innych ważną miarę, wydając się w ten sposób po raz wtóry. Chowa się tedy taki w skorupę grzeczności i jak najmniej z niej stara pokazywać. Ta grzeczność jest sposobem znikania. A znów tamta grzeczność, o któreśmy powiedzieli, że polega na miarkowaniu się, jest formą przytomnej obecności. Obecności, której starcza i na to, by dbać o innych i o całą sytuację. Jak celem pierwszej grzeczności jest znikanie, tak celem drugiej bycie obecnym. Fajdros: A jak się komu tak przykro przydarzy, że zacznie w siebie patrzeć i tam nic krzepiącego nie zobaczy? Co z takim będzie? Sokrates: Jak kto myśli, że tam same cuda znajdzie, to znak, że jeszcze do patrzenia się nie wziął i co najwyżej śni o tym. Ale znowu kto uczciwie się do tego bierze, to przecie niepodobna, żeby nic tam dobrego nie zobaczył, bo już samo szczere patrzenie całkiem ładnie wygląda na początek. Fajdros: Sokratesie, nie wziąłeś jednak pod uwagę, że taki ściśnięty grzecznością zamiast uprawiać te żmudne badania o których mówisz, może sobie postanowić, że będzie robił wszystko śmiało. Sokrates: Jak to?! Fajdros: Ano zwyczajnie. Powie sobie, że lepiej się nie krępować i będzie swobodnym. Sokrates: A czym on będzie swobodny? Fajdros: Sobą przecież. Sokrates: Fajdrosie, ja ciebie proszę, jak on ma być sobą swobodny, kiedy siebie jeszcze nie znalazł i nie rozeznał? Fajdros: Z postanowienia będzie brał swobodę. Sokrates: Jak mówisz? Będzie taki chodził i mruczał sobie w duszy: jestem swobodny, jestem swobodny, nic mnie nie krępuje, nic mnie nie krępuje, nic mnie nie krępuje - i tak w kółko? Fajdros: Pamiętać będzie o swoim postanowieniu i działać wedle niego jak należy. Sokrates: Przecie on albo będzie pamiętał o tym postanowieniu, albo nie. Jeśli nie będzie, to nic nie zmieni, jeśli znowu będzie, to mając je cały czas na widoku, nic tylko tą swoją grzecznością będzie zajęty. I jak taki co siebie nie czuje i w sytuacji nie ma się czasu rozejrzeć zacznie być z przymusu niegrzeczny, to aż strach pomyśleć, co z tego będzie. Groza albo śmiech jaki. Bo jak kto wyczucia siebie nie ma, to dziwacznie i niezgrabnie może się tylko ruszać. Nie, mój Fajdrosie, tu skrótu żadnego nie ma, a jak kto się upiera, że znajdzie, to tylko drogi przez to nadkłada, albo bezpowrotnie ją gubi. Fajdros: Mamy więc dwa rodzaje grzeczności - krępowanie się i miarkowanie. Aby móc miarkować…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
O grzeczności (cz. 1) — czytnik · opowiadania