Komedia · 3 min czytania
O kalendarzyku, szpilkach i grze wstępnej.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Żeby znowu nie było, że wyrażam się brzydko, to powiem tak: .... Matko, jak można eufemistycznie powiedzieć, że jestem *********? Jestem zła? Jestem bardzo, bardzo zła? Że też komuś to wystarcza do wyrzucenia złości. Święci ludzie. A ja? Cóż, w piekle się będę smażyć, na samym dnie.
Primo: Wczoraj wieczorem około 22 telefon. Szef: - Zmiana planów. Ten twój projekt, wiesz… to on nie za tydzień jest nam potrzebny, tylko na jutro. (Co on gada?) Okazało się, że burmistrz jednak w przyszłym tygodniu nie może (Co???), ale za to jutro może. (A guzik mnie obchodzi, kiedy burmistrz może, a kiedy nie może, do jego żony trzeba było zadzwonić, niech sobie kalendarzyk założą czy jak…) I dlatego jutro z tym projektem musisz być na 10. Dasz radę? (*******) - A mam jakieś wyjście? - No, to świetnie, wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć. Dobranoc. (Dobranoc? ******)
Secundo: Pół godziny później telefon. Ten sam szef: - Tylko, hmmm.. jakby to powiedzieć… bojówki na tę okazję zostaw może w szafie. (No nie! W majtkach przylezę, mrozu nie zapowiadają, wiec czemu nie.) I szpilki załóż, wiesz… oni strasznie wyczuleni są na formę, a nam, jakby nie było, zależy. (Majtki i szpilki?…