Duchy · 5 min czytania
O kocie który uknuł intrygę
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Serwus! Podobno tak witają się grzeczne kotki, a ja niewątpliwie takim jestem. Dla nieinteligentnych wytłumaczę kim jest kot: ja jestem kotem. Ja, czyli mały futrzaczek który lubi wiele rzeczy, a nienawidzi odkurzacza. Tak tak! Odkurzacz to taki czerwony wstręciuch z rurą, który robi „bwmmmmmmmmm”. Jesteście ludźmi więc pewnie wiecie, jak wygląda odkurzacz i nie będę wam tego tłumaczył. Tego dnia była sobota, więc dziwolągi (czyli wy – ludzie) wyciągały buczące paskudy. Być może dziwi was, czemu ja mały futrzaczek nazywam was w ten sposób. To proste: po prostu jesteście dziwni. Wychodzicie z domu nie wiadomo gdzie i po co, a na dodatek prawie nigdy niczego nie upolujecie. A ponadto gdy próbuje się was spytać, czemu tak robicie, to wy krzyczycie: „Przestań w końcu miauczeć! Chcesz jeść? To chodź zaraz ci dam. No chodź Ryjek”. Zawsze myślicie, że chcę jeść, a to nieprawda. My koty mamy różne pragnienia: a to chcemy pogadać, a to być głaskanymi albo sam nie wiem co. Ale miałem wam opowiadać o sobocie a nie o waszych dziwactwach. No a więc: jest to jeden z nielicznych dni, gdy zostajecie w domu i macie więcej czasu dla mnie. Głaszczecie mnie za uszkiem, pod szyjką i po brzuszku a ja sobie pomrukuję. Najpierw sprawiacie mi taką przyjemność, a potem co?! Chwytacie za odkurzacz i buczycie, a czasem nawet przez zwyczajną złośliwość przybliżacie do mnie rurę, więc uciekam, a wy w śmiech! Czy wiecie co ja wtedy czuję? Powiem wam: wielka wielką złość! Chcę się na was odegrać więc drapię meble. A wy we mnie ścierą, więc znów uciekam - tym razem do wnętrza kanapy. Tam siedzę otulony ciemnością, spokojem i pościelą. Tej pamiętnej soboty, po cotygodniowym schemacie wydarzeń siedząc w kanapie zasnąłem. Nie zdarza mi się to często gdyż te okropne buczenie mnie rozprasza i nie mogę zasnąć. Ale wtedy zasnąłem i śniły mi się wspaniałe rzeczy, wiecie: trawa, drzewa, myszy i te sprawy. W tym śnie byłem panem okolicy i dobrze mi z tym było. Gdy się obudziłem i usłyszałem wstrętne „bwmmmm” to tak się zezłościłem, że wbiłem swoje ostre pazurki w poduszkę i chyba zrobiły się w niej dwie dziurki. Zaraz po tym jak to stwierdziłem, usłyszałem, a raczej przestałem słyszeć buczenie. Taki byłem radosny z tego powodu, ze znowu zasnąłem... Obudziło mnie dopiero światło, a moja opiekunka powiedziała: „Stefan zobacz! Ryju przespał całą sobotę”, a ja na to…