Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

aktualnosci · 4 min czytania

O konserwatorach zabytków

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

To jakaś igraszka losu, kpina z przepisów prawa, że w czasach kiedy budowano zabytki nie było przy tym ani jednego konserwatora. W efekcie zabytki są zbudowane bezładnie, każdy budował zabytki gdzie chciał i to w sposób zupełnie dowolny.

Mam podejrzenie graniczące z pewnością, że właściciele zabytków na dodatek bez szacunku dla zabytków te zabytki budowali. Co było pod spodem – używali jak im było wygodnie i po drodze. Gotyckie fundamenty z czasów pradziadka? — no to już je wyciągać i przerabiać. Portal renesansowy? Zabudować barokowym. Okno zamurować, dach przebudować, wieżę zburzyć i postawić na nowo pięć metrów dalej — oni to wszystko robili bez stosownych zezwoleń!

Nie może mi wyjść z głowy felieton wielce szacownego krakowskiego profesora architektury Aleksandra # Zina, który opisywał na łamach „Forum Akademickiego” jak to w latach 40-tych ubiegłego stulecia, jako młody wówczas asystent jeszcze szacowniejszego profesora historii sztuki Kazimierza # Estrichera wykonywał projekt odtworzenia daszku nad studnią na dziedzińcu Colegium Maius – najstarszej, średniowiecznej jeszcze, części Uniwersytetu Jagielońskiego.

Otóż profesor Estraicher usiadł sobie na schodach, zapalił papieroska i kierował pracą asystenta rysującego rzut daszku. „Bardziej zamaszyście! Więcej zawijasów!” — poprawiał profesor asystenta. „ Z gestem chłopie!” — mówił i przyjemnie się zaciągał. Sądzę, że tak właśnie zawsze budowano zabytki. Zabytkodawca miał określone potrzeby i mgliste wyobrażenie jak ma wyglądać projektowany zabytek. Głównie przyglądał się…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%