Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Hobby · 10 min czytania

O lenistwie słów kilka...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

O lenistwie słów kilka…

Początek, czyli jedno magiczne zdanie, które zachęci zacnego czytelnika do dalszej części moich, niewartych często nawet dwunastu groszy Kazika, wywodów. I tak jak zawsze w pulsującym twórczym bólu oraz przy maksymalnych obrotach mojego - tłoczącego pochłonięte przed chwilą olbrzymie dawki kofeiny – schematycznego mózgu, próbuję znaleźć owe zaczarowane, dające sygnał do startu frazesowego potoku słów, zdania. Tym razem, padło na kilka słów o lenistwie. Mógłbym zacząć od zacytowania kawałka utworu Jana Brzechwy: ,,Na tapczanie siedzi leń/Nic nie robi cały dzień(…)”, tylko, że nie będzie to zbyt porywający intelektualnie początek. Równie banalnym początkiem byłoby przytoczenie bajki o pracowitych mrówkach i leniwym koniku polnym. Pomyślałem, że zacznę w takim razie od zbadania samego, głównego bohatera, jakim jest słowo ,,lenistwo”. Jak powszechnie wiadomo, wykonawcą ,,lenistwa” jest nikt inny jak sam ,,leń”, którego etymologia została zaczerpnięta od francuskiego słowa ,,nigaud”, co w naszym ojczystym języku znaczy nygus, czyli próżniak, wałkoń i oczywiście leń. Niestety jestem zmuszony pominąć wyliczenie całego splendoru synonimów i kilku gimnazjalnych związków frazeologicznych, dlatego, że mają one wyłącznie pejoratywne znaczenie, które zakłóci moje, poukładane już dywagacje. Tym samym rozkwita tu miejsce na moje, głębokie jak wanna, przemyślenia o idei lenistwa. Zacznijmy zatem od początku, czyli od stworzenia przez Boga świata, o czym napisał Leszek Kołokawski w swoim mini – wykładzie ,,O nicnierobieniu”. Przypomniał w nim, że to sam Bóg po sześciu pracowitych dniach tworzenia wszystkiego z niczego, siódmy dzień odpoczywał, znaczy się leniuchował. Oczywiście zawsze znajdzie się jeden mądry, który powie, że odpoczywał, bo przez sześć dni harował jak wół, więc należał mu się odpoczynek. Tylko, że jakby nie patrzeć, to jest przecież sam Wszechmogący, i jak go zmachało sześć marnych dni, to my, ziemskie żuczki, mamy prawo być zmęczeni cały czas, czyli mamy święte prawo w ogóle nic nie robić, znaczy się leniuchować. Można to nazwać ,,Niepisanym Przymierzem”. Jeżeli pójdziemy za ciosem, to zawędrujemy to rajskiego ogrodu, gdzie urzędowali Adam i Ewa. Jest to bez wątpienia kolejny przykład totalnego obijania się. Codzienne spacery pośród bajecznie pięknej flory i fauny, niezliczona ilość najsłodszych owoców lub całodzienne leżenie odłogiem i pluskanie się w kąpielach słonecznych. To wszystko tylko umacnia mnie w przekonaniu, że pierwotną wolą Stworzyciela było, żebyśmy żyli w błogim lenistwie. Niestety cały skrzętnie wyciosany przez Boga plan, rozwaliła jak domek z kart, pierwsza człapiąca kobieta - Ewa. Możemy się wyłącznie domyślać, że nużyły ją spacery, po owocach miałach biegunkę, a na słońce miała uczulenie lub była murzynką, nie dbała więc o opaleniznę, bo nie wiedziała, co to jest. Adamowi też nie chciała się specjalnie podobać, skoro o seksie i jakiejkolwiek cielesności oboje nie mieli bladego pojęcia. A nawet gdyby mieli, to Adam i tak by nie wybrzydzał, bo - nie ma co ukrywać - zbyt dużego wyboru to nie miał. W każdym razie Ewa zjadła te cholerne jabłko, co rozłościło Najwyższego, który postanowił się zemścić i zamienił życie w lenistwie, na życie w harówie. Co gorsza, wmówił nam, że lenistwo jest dziełem szatana z piekielnych czeluści i jeśli chcemy żyć w zgodzie z mojżeszowymi tablicami, to tylko dzięki ciężkiej pracy. Właśnie tak został ukuty kanon pochwały dla pracy i pogardy dla lenistwa. Na pohybel ludzkości, ów mezalians, dzięki naszym dziadom pradziadom, przetrwał do dzisiaj i krąży po świecie zamaskowany pod płaszczykiem konwenansów. Tymczasem lenistwo, chociaż ładniej brzmi nicnierobienie, jest najwyższą formą uniesienia umysłowego, można nawet pokusić się o stwierdzenie, że jest to pewny rodzaj sztuki, której umiejętność tworzenia posiedli nieliczni. Oczywiście nie należy mylić pojęć. Trzeba odróżniać leniuchowanie po pracy lub ciężkostrawnym obiedzie, od życiowego lenistwa. Ponieważ zwykłe, codzienne próżniactwo trwa u przeciętnego szarego trutnia jakieś piętnaście lub maksymalnie trzydzieści minut. Po upływie tego bezproduktywnego dla niego czasu zrywa się z miejsca, gdzie uległ diabelskiej pokusie i niczym poskromiony batem niewolnik, wraca potulnie do harującej egzystencji. Natomiast, jeśli chodzi o życiowe nieróbstwo, to jest to bez wątpienia dar, z którym niestety trzeba się urodzić. Na nic zdadzą ci się życiowe doświadczenie, erudycja, pieniądze lub koneksje, ponieważ tego talentu nie nadrobisz niczym. Albo go masz, albo jesteś skazany na życiowe tyranie. Co gorsza, nawet jeśli zostałeś utalentowanym wybrańcem losu, to i tak jesteś zmuszony do staczania ciągłych sporów i utarczek z pracującą ciemnotą, która będzie próbowała cię indoktrynować. Będą…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%