Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

podroze · 3 min czytania

O marynarzu i Blance

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Husta snu jeszcze na Twych oczach,Ty w samym szklafroczku. Biegniesz na balkon w bryzy mgiełki morskiej wody obłoczku. Zatapiasz hebanowe oczy w wstającego słońca burszynie. Jak mewa przez głód wygnana za rybami w horyzoncie ginie.

Lata, dni, godziny od wczesnej młodości. Wyglądasz na morzu statku swej miłości. Wypłynął w rejs w młodzieńczym porywie. W kłótni nienawiści spontanicznym zrywie.

Jedna namiętna noc z Julio w ciemnych szatach cie uwięziła. Twego narzeczonego głęboko zdusiła, okaleczyła i mundur poplamiła.

Gdy zostawił kartkę że na zawsze z portu z Gdańska wypływa Lecz gniewać sie na ciebie nie potrafi,siarczyście cie nie wyzywa. I gdy w zorzy świcie podbiegłaś do portu w połmroku. Był już daleko za horyzontem poza zasięgiem twego wzroku. Lecz nadzieji z dłoń serca nigdy nie wypuściłaś. Karteczkę zachowałaś w szkatułce pamięci ukryłaś.

Tak już mineło lat trzydzieści dzdzyste łzami. Pieszczona dobrymi,dreczona złymi wspomniemiami. Co rano po tysiąc kroć nazywam morze jego imieniem. Koisz straty ból morskiego echa głuchym brzmieniem.

Potrochu czas, troseczkę miłosna zgryzota. Oczekiwań coraz bardziej wydłuża sie grota. Ciemność cie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%