Thriller · 3 min czytania
O północny w Abbeville
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dochodziła północ. Osiemnastoletnia Julia Courtille siedziała na małej, drewnianej ławeczce otoczonej z trzech stron przez niewielki żywopłot i nieobecnym wzrokiem wpatrywała się w mętne wody leniwie płynącej rzeki Sommy. Była chłodna, październikowa noc. Jesienny wiatr hulał bezwstydnie po ulicach pogrążonego w błogim śnie francuskiego miasteczka Abbeville wprawiając w szelest ostatkiem sił trzymające się gałęzi liście. Nagły, lodowaty podmuch spowodował, że dziewczyna skrzyżowała ręce na piersiach, mocniej wtulając się w swój ciepły, wełniany płaszcz. - Jeszcze chwila - wyszeptała cicho, a z jej ust wydobył się gęsty obłok pary. Pomimo pełnej świadomości tego co za chwilę się wydarzy czuła ogarniający jej umysł spokój. Nie mogła tego pojąć. To co jeszcze kilka dni temu wywoływało w niej odbierające zdolność racjonalnego myślenia przerażenie, dziś wydawało się być czymś zupełnie normalnym, choć z całą pewnością nim nie było. Ta kwestia nie podlegała żadnej dyskusji. Nie minęły dwie minuty, gdy dziewczyna usłyszała dobiegający z dala cichy stukot butów na obcasach. Z chwili na chwilę dźwięk stawał się coraz bardziej wyraźny i następował w coraz to krótszych odstępach czasu. Nie ulegało wątpliwości, że zbliżająca się osoba zaczęła biec. Julia spojrzała na zegarek. Idealnie. Cztery... trzy.... dwa... jeden... Nagle tuż za nią rozległ się przeraźliwy pisk trących o śliską nawierzchnię asfaltowej drogi opon, a po nim jeszcze głośniejszy huk zakończony głuchym uderzeniem o ziemię.