Psychologia · 3 min czytania
O pośpiechu i ruchu ulicznym
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rano 8:10, jeszcze łyk kawy i wychodzimy, popędzam córkę, żeby szybciej zakładała buty, wsiadamy do samochodu, mąż podwozi nas do przedszkola. Wyjeżdżamy. Na pierwszym skrzyżowaniu już widać pierwszego śpieszącego się - przejeżdża na "czerwonym" – wiadomo jest rano człowiek się śpieszy, może spóźni się do pracy, może ma wrednego szefa, w końcu nikomu nic się nie stało. Na następnego, któremu zabrakło rano czasu nie trzeba długo czekać, nastolatek ze słuchawkami w uszach idzie szybkim krokiem chodnikiem, prawie wbiega na pasy, facet czerwonym fiatem hamuje ostro. Ponieważ krzyki typu: „ Stój! Czekaj! Uważaj!” są zakazane, kiedy mąż prowadzi, tylko w myślach krzyknęłam: „Uważaj! Dziecko drogie, czy ciebie nikt nie nauczył przechodzić przez ulicę? No najwidoczniej nie.” Dobrze trochę wyrozumiałości dla młodzieży, może myślał właśnie o uwadze w dzienniku za spóźnienie, a nie o jadącym samochodzie, w końcu nić się nie stało. Po przejechaniu kilku ulic jak zawsze jest korek przy skręcaniu w lewo, i tutaj pojawia się następny spóźniony, mija sznurek samochodów prawym