Przyjaźń · 4 min czytania
O przyjaźni
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Urodziłem się bardzo dawno temu, nie pamiętam dokładnie kiedy. Mama powiedziała mi że było to w roku xxxx. Z pewnością nie było to później niż w roku xxxx, bo w tym roku poszedłem już do przedszkola i do tego momentu sięgam pamięcią. Pamiętam niewiele, ale tego nie zapomnę do końca życia (można to przyjąć z dużym prawdopodobieństwem): Jeden z moich kolegów, imieniem R, był tak zwanym odludkiem. Wiesz co mam na myśli: siedział w kącie i bawił się sam ze sobą, do innych dzieci się nie odzywał, zawsze miał smutną minę, nigdy nie płakał, miał przenikliwe spojrzenie i nie jadł zupy na obiad (Obiady też pamiętam. Ja też ich nie jadłem). Klasyczny przykład odludka. Inne dzieci ignorowały go – nie odzywały się do niego bo on nie odzywał się do nich. Zupełnie normalna sytuacja. Ja jednak jak zwykle postanowiłem iść pod prąd i spróbowałem porozmawiać z R. Pewnego dnia podszedłem do niego i powiedziałem: - Czesc, jestem A. Choćmy zagrać w piłke. Y spojrzał na mnie przenikliwie dłuższą chwilę (miał to w zwyczaju robić). Wydawało mu się że jest bardzo zdziwiony, ale jednocześnie uradowany że odezwałem się do niego. Pomyślałem wtedy: „Zrobiłem ‘dobry uczynek’” (Mama często używała tego określenia gdy kazała mi iść do sklepu po bułki a ja próbowałem się dowiedzieć: dlaczego ja a nie mój brat? Mówiła wtedy: „Powinieneś być zadowolony, że masz okazję spełnić dobry uczynek.”) Zaprosiłem kolegę do zabawy, podczas gdy nikt inny nie przejmował się nim. Wydało mi się wtedy że Y musi być bardzo samotny i nieszczęśliwy. Chciałem mu pomóc i…