Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 11 min czytania

O szpadlu i morderstwie doskonałym

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

A więc postanowione! Muszę zamordować szefa. Nie, absolutnie, to nie jest spontaniczna decyzja. Myślę o tym już od jakiegoś czasu, ale dzisiaj czara goryczy przelała się definitywnie. Można powiedzieć, że tym poleceniem służbowym wydał na siebie wyrok. W sobotę od rana mamy pracować nad nowym projektem, na już, na wczoraj, na cito. Cholera zresztą wie na co. Dacie wiarę! W sobotę. Tę sobotę! Tę wyczekiwaną, od dawna zaplanowaną, jedyną. Mamy już ustawiony babski szoping, kosmeticzing, masażing, a tutaj nagle z czterech liter pojawia się hasło - projekt – i ty człowieku masz porzucić marzenia, żeby na łeb na szyję, najlepiej szpagatami, zapierdzielać w sobotę do pracy. Nie! Po moim trupie! I dlatego właśnie muszę zamordować szefa. Sami widzicie, że nie zostawił mi właściwie żadnego wyboru. Jeszcze czego! Może mam pozwolić, żeby moje trzy psiapsióły beze mnie nakupiły sobie ekstra ciuchów, doczepiły rzęsy, pomalowały szpony, wymasowały plecy na wysokości przedziałka i wzniosły toast za przyjaźń. Zresztą, nie kłóćmy się o pierdoły, należy mu się to już od dawna i cześć. On albo ja. Wybór jest prosty. Jestem za młoda i za piękna, żeby umierać. Wracając z pracy zakupiłam więc w przydrożnym warzywniaku niezbędne akcesoria. Dacie wiarę, że w takim wiejskim sklepiku nie zawsze można kupić rzodkiewkę czy melona, ale szpadel, kominiarkę i sznurek do snopowiązałki już tak. Nic mi więcej nie potrzeba. Obłowiłam się jak rasowy morderca i przytargałam to wszystko do domu. Rano wrzucę do bagażnika jedwabny szalik i wyprawka killera gotowa. Zastanawiałam się jeszcze przez chwilę nad tym, jak moim mini samochodzikiem przewieźć do szkoły dywan, ale jak ktoś jest genialny, to i z tym sobie poradzi. Nie przewożę! Z zerówki wezmę, oni tam mają taki wielgaśny, dla dzieciaków rozłożony. Plan jest taki. 1. W trakcie lekcji włączę uczniom słuchowisko, każę zamknąć oczy, włączę dyktafon z moimi komentarzami i wyjdę z klasy. Alibi doskonałe. (Nie, żaden dzieciak nie otworzy oczu, nie, jak pani Hortensja kazała.) 2. Zaczaję się na szefa w korytarzu (Zawsze o 10.00 schodzi do łazienki na siku, hehe.) 3. Zaatakuję od tyłu, założę mu na twarz kominiarkę i uduszę jedwabnym szalem. (Nie, no oczywiście, że nie dla mnie była ta kominiarka. A po grzyba mi kominiarka?! Jemu założę. W razie czego powiem, że jakiś bandyta mnie zaatakował i się broniłam. No co ooooo, co ooooo? Zdziwieni, hehe. Człowiek albo rodzi się mordercą, albo nie. Tyle w temacie.) 4. Odwłok obwiążę sznurkiem do snopowiązałki, żeby kończyny nie latały i nie przeszkadzały w dalszych czynnościach. 5. Denata zawinę w dywan. 6. Poproszę woźnego, żeby dywan wyniósł pod trzepak. 7. Szpadlem wykopię dół. 8. Tym samym szpadlem zakopię ten sam dół. I uwaga! Tadaaaaaaaaaaaaaam: 9. W sobotę całkiem spokojnie wypiję poranną kawę, a następnie udam się na zaplanowany, całodniowy szoping.

...

„Podłość ludzka nie zna granic!” To święte słowa są. Jakim trzeba być padalcem złośliwym, żeby mnie tak w pole wyprowadzić. To się w głowie po prostu nie mieści! Tyle planów, przygotowań. I co? Psińco! Nie, nie zabiłam szefa! Fakt, że sam o mały włos się nie zabił, w ogóle mnie nie satysfakcjonuje. Prosiłam go czy jak? Ja bym to zrobiła estetycznie, a co najważniejsze skutecznie, a tak… Eeee, szkoda słów, aż się człowiekowi odechciewa cokolwiek planować. A przecież to mogła być taka piękna zbrodnia... No co, co? Było tak: Skoro świt, (czwarta piętnaście) zgodnie z planem, wrzuciłam do garbuska jedwabny szalik, żeby nie zapomnieć. (Dacie wiarę? Pół nocy przez to nie spałam, powtarzając w kółko: wrzucić szalik, wrzucić szalik. Dlaczego nie wpakowałam go tam już wczoraj, za cholerę pojąć nie mogę. Starzeję się czy co?) Zrobiłam się na bóstwo, wyżłopałam chyba ze trzy kawy, a i tak czasu miałam w nadmiarze. Jak nigdy. (Gdybym tak codziennie planowała jakieś morderstwo, to wreszcie przestałabym się spóźniać do szkoły, hehe). W nocy (bezsenność ma jednak swoje plusy) dotarło do mnie, że przecież muszę jeszcze jakoś niepostrzeżenie wnieść do klasy te moje narzędzia zbrodni. W tym celu, o drugiej piętnaście, przekopałam pół szafy, pawlacz i narożną wersalkę. Własny patrzył na mnie z niebotycznym zdziwieniem, aż wreszcie nie wytrzymał i wypalił: - A tak poza tym to wszyscy zdrowi? Bo jeśli trzeba, ja w ramach rewanżu mogę pojechać z tobą na SOR. Może wariatów przyjmują poza kolejką. Małpa. - Nie! Dziękuję! A ty nie masz co w nocy robić, tylko zadawać głupie pytania? W nocy normalni ludzie śpią, "śpij, kochany, śpij". No i zanim wyśpiewałam w duchu cały tekst Kayah, znalazłam, co trzeba. Rano, w peruce po mojej babci, w okularach a`la Zbigniew Wodecki i w trenczu po dziadku Julianie niczym szpieg z krainy deszczowców przemykałem przez puste jeszcze, bezdzietne korytarze. Niestety, do czasu. Na drugim piętrze z impetem wpadłam na woźnego. Zderzyliśmy się plecami, gdy na palcach, zgarbiona jak bożonarodzeniowy dziad z jasełek (Co się dziwicie? Próbowaliście kiedyś przemycić pod przydużawym płaszczem dziadka: szpadel, kominiarkę i sznurek do…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
O szpadlu i morderstwie doskonałym — czytnik · opowiadania