Rodzina · 4 min czytania
O tym, jak babcia załatwiła mi chłopaka.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Było popołudnie. Dziś odwiedziła mnie babcia, wspaniała kobieta. Mimo podeszłego wieku cały czas pełna sił i witalności. Piecze najlepsze ciasta na świecie. Zawsze gdy przychodzi do mojego domu, przynosi jakiś wypiek. Lecz tym razem nie sprawiło mi to większej radości. Chciałam być sama. Miałam problem. - No cześć Domuś, jak tam Ci minął dzień? - zapytała Henia, moja babcia. Nie zdążyłam jej jednak odpowiedzieć. Rozpłakałam się jak małe dziecko. A to wszystko za sprawą sms - ów, którymi ktoś męczył mnie już ponad dwa tygodnie. Z początku nie przeszkadzało mi to. Dostawałam wiadomości z wierszykami i zagadkami, abym zgadywała kim jest nadawca. Dowiedziałam się, że jego imię zaczyna się na "P" Potem myślałam, że to pomyłka, bo przecież nie znam nikogo z imieniem zaczynającym się na literę "P". No chyba, że Piotrka z 6G, ale to niemożliwe, żeby on pisał do mnie sms-y. Każdy tylko nie on! A szkoda, bo Piotr podoba mi się od dłuższego czasu. Nie zwraca niestety na mnie żadnej uwagi. Przestraszyłam się jednak nie na żarty, gdy nadawca sms - ów przesłał mi wszystkie informacje o mnie łącznie z numerem buta! Wszystko to opowiedziałam babci. - No cóż w tej sytuacji jest tylko jedno rozwiązanie. Prowokacja! - powiedziała Prowokacja? Czy ja dobrze słyszę? Moja siedemdziesięcioletnia babcia mówi o prowokacji? Babunia od razu zauważyła zdziwienie w moich oczach. Zawsze potrafi to robić. Niczego nie można przed nią ukryć. - Oj Domcia, Domcia... O czym ty myślisz co? Spotkasz się z nim! Oczywiście ja pójdę z tobą i w razie czego ci pomogę! - Henia postawiła mnie przed faktem dokonanym - Ale... - próbowałam zmienić decyzję babci. - Nie ma żadnego ale! Pisz do tego całego "P" sms-a, że się spotkacie na rynku za 15 minut. Z moją babcią się nie dyskutuje. Musiałam pójść, chociaż nie miałam na to najmniejszej ochoty! Gdy doszłyśmy już na rynek było tam niewiele osób. - No dobra! To ja schowam