Komedia · 7 min czytania
O tym jak zostalismy przywroceni do normalnosci
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Pamietacie nasz przygode z mostem w okolicach Weltawy? Jesli tak to pewnie wiecie tez, ze cala historia skonczyla sie dla nas kilkudniowymi wakacjami w szpitalu psychiatrycznym. Spedzilismy tam niewiele czasu. Z drugiej jednak strony bylo go wystarczajaco duzo by poczuc klimat miejsca i poznac co ciekawszych, miejscowych oryginalow. Jeden z nich zwal sie Felda Morawiec; niezwykle barwna postac, niezrownany gawedziarz i chodzaca wrecz encyklopedia wszelkich mozliwych dowcipow jakie kiedykolwiek zdolano opowiedziec. Z pozoru wygladal nawet calkiem normalnie i nie budzil zadnych podejrzen co do tego, ze ma nierowno pod sufitem. A jednak... Z wybiciem kazdej godziny porzucal wszelkie, nawet najbardziej niecierpiace zwloki czynnosci i nieruchomial stawiajac oczy w slup. Po czym z reguly oswiadczal: - Szesnascie podzielic na cztery rowna sie piec... - Niezupelnie Felda – Irka wybuchnal smiechem gdy uslyszal to po raz pierwszy – ale pociesz sie ze ja tez jestem kiepski z przedmiotow scislych! - Szesnascie podzielic na cztery rowna sie piec... – Felda konsekwentnie obstawal przy swoim. - W zasadzie? – zamyslil sie moj druh – czemu nie? Kogo to obchodzi ile czworek jest w szesnastce? Moze i masz racje przyjacielu... - Szesnascie podzielic na cztery rowna sie trzy... – Felda momentalnie zmienial front. Taki byl z niego kawalarz. Te napady matematyczne trwaly srednio okolo pieciu minut. Testowalismy w tym czasie wszelkie mozliwe sposoby by wydebic od niego prawidlowa odpowiedz. Na prozno oczywiscie. A potem pacjent powracal do normalnosci nie pamietajac zupelnie niczego co dzialo sie przed chwila. Tak przynajmniej twierdzil a my nie bylismy wcale tego tacy pewni. Tak czy inaczej wraz z wybiciem okraglej kukulki Felda, z podziwu godna punktualnoscia, zaczynal dzielic. Pewnego razu Irka zatrzymal nawet wskazowki i obserwowalismy ciekawie co sie stanie. Okazalo sie ze Felda ma swietnie wyregulowany zegar wewnetrzny i niestraszne mu zadne awarie.Dokladnie co do minuty powiedzial bowiem: - Szesnascie podzielic na cztery rowna sie piec...zepsutych kukulek. Mial dran poczucie humoru. Tego dnia, kiedy nas wreszcie wypuszczono, bylo slonecznie i pieknie. Zupelnie tak samo jak wtedy kiedy poszlismy sobie zapalic. Maszerowalismy wespol na przelaj po przyszpitalnym parkingu a Felda machal do nas wesolo przez otwarte okno i krzyczal: - A odwiedzajcie nas jak najczesciej chlopaki! Mial typ poczucie humoru. Z drugiej strony parkingu nadchodzil nasz znajomy, wasaty konowal. Zmierzal raznym krokiem w kierunku swojego wartburga, pogwizdujac sobie radosnie po skonczonym dyzurze. Czekala go mala niespodzianka. Samochod okazal sie byc cokolwiek niekompletny: jakies dowcipne jednostki ukradly kolpak i wymontowaly wszystkie sruby z jednego kola, ktore niczym, w tej sytuacji, nieskrepowane moglo odjechac w rozmaitych kierunkach i narazic na szwank cenne doktorskie zdrowie. Lekarz zalamal rece. Obszedl woz dookola i stanal bezradnie. Felda obserwowal go ciekawie przez chwile po czym wrzasnal: - Panie doktorze! Panie doktorze! Niech pan uzyje po jednej ze srub z reszty kol! Tym sposobem na wszystkich kolach beda jeszcze trzy! I jakos pan