Religia · 4 min czytania
O współpracy z Bogiem
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Jasny strumień światła wpadł do świątyni zalanej półmrokiem. Do środka wszedł mężczyzna ubrany w wysokiej klasy garnitur, w ręce trzymał czarną walizkę oprawianą na rogach srebrem. Jego kroki odbijały się od marmurowej posadzki z chwilą gdy ruszył dalej. Mijał kolejne ławki, modlącą się kobietę, aż dotarł do konfesjonału. Tam uklęknął pokornie na kolana kierując twarz do kapłana, siedzącego za drewnianą kratą. Nim się odezwał odkaszlnął, jakby ta spowiedź była tylko kolejnym punktem na planie, którą trzeba wykonać i dalej pracować.
- Ojcze, przebacz mi grzechy, które popełniłem obrażając Boga. Chcę się wyspowiadać - w głosie mężczyzny dało się słyszeć wyraźne zdenerwowanie, oddech miał przyśpieszony, na czole pojawiły się kropelki potu - Chcę wyzbyć się grzechu i więcej do niego nie wracać.
- Okaż skruchę, oby Pan wybaczył Ci twe czyny - kapłan był młody i niedoświadczony jako spowiednik - możesz mi zaufać, działam dla Pana Boga i z jego ręki nadam Ci rozgrzeszenie.
Mężczyzna rozejrzał się, jakby obawiał się, że ktoś go podsłuchuje. Starsza kobieta właśnie wyszła z kościoła. Z powrotem odwrócił się do duchownego. Zakaszlał donośnie, a echo rozniosło się dookoła.
Część 22 / 2
- Całe moje życie… - zawahał się - polegało na jednym i tym samym nigdy nie zmienionym schemacie. Całe moje życie opierało się na pracy, aby tylko utrzymać… to co robiłem było złe. Chociaż, z drugiej strony wcale nie musiało być złe. Kto jak to widział? - Zaczął się oswajać - Gdybym nie pracował, prawdopodobnie wszystko by się zawaliło.
- Jesteś inżynierem? - Kapłan traktował to jak zwykłą spowiedź… na razie.
- Tak i nie. To co robię stanowi konstrukcję znacznie ważniejszą od tej budowlanej, chociaż dla niektórych wydać się to może niezrozumiałe. Otóż mam pewną "firmę", która właśnie utrzymuje to…