Komedia · 3 min czytania
O zakupach, których jednak nie było.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Mężczyźni są ponoć słowni i prawie niezawodni, mają świetne wyczucie czasu i prawie nigdy się nie spóźniają. Hehehehehe… Albo stek bzdur, albo mój Własny nie jest mężczyzną (hmmmm, w to drugie stwierdzenie trudno mi uwierzyć, biorąc pod uwagę, nazwijmy to… konkretne dowody).
Strzępki wczorajszej rozmowy: (Ja) – Jest obniżka w Black Red White. Pojedziemy? Może jakieś kuchenne będą? (W.) – Oooo?! No… Czyli, że pojedziemy! Dzisiaj rano: -To o której będziesz? (Musiał dosłownie na CHWILKĘ wyskoczyć do pracy.) - Koło dziesiątej. Przed dziesiątą „sprzedałam” Młodszego mamie, wypiłam kawę, zrobiłam makijaż… Czekam…. O jedenastej telefon: - Troszkę się spóźnię, ale będę. Czekaj. Czekam. Wypiłam drugą kawę, poprawiłam makijaż (rzęsy już zaczęły mi się łamać przy nasadzie). Czekam. Telefon: - Zaraz wyjeżdżam. Czekaj. A jakże, czekam. Od kilku godzin nic innego przecież nie robię, tylko czekam. Czekam i czekam, to jeszcze trochę poczekam. Czeeeeeeeekam... Ciśnienie dzisiaj musiało być jak na złość wysokie, a i pewnie ilość wypitej kawy zrobiła swoje, bo moją duszą w pewnym momencie szarpnęła przysłowiowa kurioza. Gdzieś w głębi niej coś ryknęło: „Zabić capaaaa”!!!! (No, co? Co patrzycie z takim oburzeniem? To…