Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 14 min czytania

O Zenku co chciał cały świat opisać.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Było to tak. Zenek siedział w domu na bezrobotnym. Siedzieli z Zenkiem jego dzieci i żona Wanda. Zazwyczaj byli głodni, bo nie mieli pieniędzy a jak mieli to też byli głodni, za to nietrzeźwi. Dzieci mieli czworo. Antek z nogami jak samotne sosny, Bolek ze znacznym zezem i takimż niedorozwojem, Anuśka całkiem jeszcze maleńka i najstarsza Zuza, co łajdaczyła się z przyjemnością. Kłócili się bez przerwy o telewizyjnego pilota. Wanda chciała patrzeć na filmy, co ją słodyczą napełniały. Najbardziej to lubiła o tych lekarzach, dobrych i mądrych, takich, co mówili: „ tak kochanie”, „przepraszam kochanie” i nigdy nie bili. Ludzi leczyli całkiem bez pieniędzy. Antek z Bolkiem o lekarzach nie chcieli filmu oglądać i gdy tylko się zaczynał robili matce na złość. Burski ty pedale! – krzyczał Bolek. Antek, że w mieście bywał, dodawał, jak mu się zdawało po angielsku: „fak ju maderfaker”. Anuśka całkiem jeszcze maleńka zanosiła się od płaczu, a Zuza beznamiętnie zjadała paznokcie, mówiąc, żeby jej przełączyć na Vivę. Któregoś razu Zenek nie wytrzymał. Jak tylko zobaczył, że znów zaczyna się serial o mądrych lekarzach przyniósł siekierę i przyłożył centralnie doktorowi Burskiemu między niebieskie oczy. Zapadła cisza. Zenek nie zamierzając słuchać płaczów i lamentów wyszedł z domu. Chciał zapalić, ale nie miał co. Sięgnął do kieszeni, coś zaszeleściło. Rany dycha! – przeleciała mu przez głowę myśl radosna jak wiosenny poranek. Chujnia nie dycha, to zwykła, czysta kartka – zgniótł ją i już zamierzał wyrzucić, gdy coś go tknęło. W drugiej kieszeni wymacał coś twardego, mały niebieski ołówek. Zaczął się zastanawiać. Może to jakiś znak? – rozejrzał się czy nikt go nie widzi. – Może ktoś chce mi w ten sposób coś powiedzieć? Kartka i ołówek. Podrapał się Zenek po nielicznych włosach, jakby od tego miało mu rozumu przybyć. – Może list powinienem napisać? Tylko do kogo? I po co? W życiu żadnego listu nie pisałem, nawet nie wiem jak się to robi. A może nie list, tylko coś innego, może tak po prostu pisać. Ale co pisać? Żeby to człowiek wiedział. Byle co może napisać? Usiadł Zenek na kufrze, w szopie, co w niej kiedyś rower trzymał, jak go jeszcze miał. Zamknął się na skobel i na kolanie, w świetle nikłego światła zaczął pisać. Zapisał kartkę z obydwóch stron i rozejrzał się za następną. W kufrze znalazł zeszyt Zuzy, ledwie zaczęte. Ucieszył się i znów pisał. Gdy zaczęło się ściemniać z kufra wyciągnął lampę, nalał nafty i zapalił. Pisał dalej. Nie czuł głodu, nie chciało mu się palić ani pić. Pisał. Następnego dnia, z samego rana Wandzie przeszła złość i zaczęła Zenka szukać. -Nie widzieliśta starego? -Pewnie nachlał się i leży gdzieś, stary pijanica, ha, ha, może z Jasiem Berezoszczakiem? Zuza oderwała się od paznokci, których niezjedzone resztki malowała. -Chyba się powiesił – powiedziała dmuchając w kciuka. -Co ty mówisz córeczko? – Wanda załamała ręce w łokciach. -Sama widziałam jak wczoraj wchodził do starej szopy. Co by tam robił tyle czasu? -Jezu, to teraz mi to mówisz, co za ludzie, Jezu, ratunku, Zenek się powiesił, o ja biedna wdowa, co teraz będzie. Wanda poleciała do szopy krzycząc tak, że w całej wsi musieli ją słyszeć. Zaczęła się dobijać, waląc na oślep w drzwi. Antek ze schodów zawołał. -Mamusia nie stuka, bo króliki się spłoszą. Jak się powiesił, to nie otworzy. -Cholera jasna, pomóżcie mi, Jezu! Wanda nadużywając imienia pana Boga swego nadaremno zaczęła zerkać w szpary między deskami. Dostrzegła Zenka niepowieszonego, siedzącego przy lampie i piszącego. -Zwariował, Matko Przenajświętsza zwariował! Słysząc, że ojciec zwariował, zaciekawione dzieci podbiegły do drzwi szopy. -Co on tam robi? -Ojciec! Wyłaź słyszysz! Czego siedzisz w szopie? Zuza podsadzając Anusię, co jeszcze nie potrafiła chodzić, powiedziała, że pewnie pisze testament i zaraz na pewno się powiesi, tylko czekać. -E nie ma haka. Hak jest w stodole. Może przynieść? – zaofiarował się Bolek, ale nikt go nie słuchał. -Akurat, testament, ciekawe o czym by tyle pisał – zadrwił Antek, a Bolek zaczął rżeć jak zgoniony koń. Antek zrobił poważną minę i zaczął deklamować. -Stare gacie przechodzone dla mojego syna Antoniego. Jedna skarpeta i pół peta dla syna Bolesława. Chusteczka od smarkania dla żony Wandy. Po bucie dla córek moich ukochanych, Anny i Zuzanny. -Stul ten niewyparzony pysk – zakończyła wygłupy matka - Po lekarza trzeba, ojcu na rozum padło, w biały dzień przy lampie siedzi i coś bazgrze. Lećta do Komoroskich zadzwońta. -Już lećta. Matka to by wszystkich do lekarzy wysyłała. A co mu jest? Co lekarzom powiedzieć, że sobie pisze? Niech pisze powiedzą, to nie choroba. -Zenek, Zenek otwórz, co tam robisz? Zenek nie słyszał, albo udawał, że nie słyszy. Spokojnie pisał dalej. Pięć par oczu śledziło każdy jego ruch. Słychać było chichot Bolka i popłakiwanie Anusi, której najwidoczniej patrzenie się znudziło. -Kazał pan musiał sam. Pilnujta go. Jakby się chciał wieszać, rozwalta drzwiczki. Poleciała Wanda do Komoroskich, co telefon mieli. Rozeszły się dzieci do swoich spraw, tylko głupi Bolek stał i nie odrywając oczu od ojca, śmiał się na całe gardło. Wanda wróciła zła jak znarowiona krowa. U Komoroskich zadzwonić jej nie dali, bo powiedzieli, że telefon zepsuty. - Chciwusy obesrane, niech się udławią tym swoim telefonem – skomentowała nieżyczliwość sąsiedzką i z uwagą zaczęła przyglądać się mężowi. -Boluś, czy mi się wydaje, czy tatuś nie pisze. -He, he nie pisze, bo się wypisał. -No i chwała Bogu. A skąd wiesz, że się wypisał? -Widziałem jak wyrzucał. -Co? -Ołówek. -A ołówek. Ja myślałam, że ojciec się wypisał. Zenek, Zenek będziesz ty dalej pisał. Zenek ocknął się, podszedł do drzwi. Jak gdyby nigdy nic otworzył je i poszedł w stronę domu. Pod pachą niósł stare zeszyty Zuzy. W domu przyglądali się wszyscy, to Zenkowi, to zeszytom. Zżerała ich ciekawość, o czym to ojciec przez całą noc pisał. -Zenek, daj przeczytać. Zenek machnął ręką jakby odganiał natrętną muchę. -Tatuś da, ja po cichu przeczytam – Antek zrobił minę niewiniątka. -Jeszcze nie skończone – odezwał się Zenek cicho. Od razu zauważyli, że mówił jakoś inaczej, wolniej, spokojniej. To nie był ten same ojciec, to nie ten sam mąż, niby Zenek a nie Zenek. -A kiedy będzie? -Jak będzie to będzie. – odpowiedział filozoficznie Zenek. -Ale o czym tam tata napisał? -O wszystkim. -Zenek, jak chcesz, to nie mów przy dzieciach. Może ty o jakichś świństwach tam pisał. Żonie możesz powiedzieć, no o czym to? -O życiu. -O czym? -O życiu. -O jakim życiu. -Zwyczajnym. -Ale czyim. -O naszym. -Naszym. Zenek bój się Boga. Chcesz żeby ktoś się dowiedział o nas wszystkiego. -I jeszcze więcej. -Jak więcej. Jak może być więcej niż wszystko? Zenek wyciągnął z kredensu nową paczkę papierosów, wyjął jednego i zapalił. Wypuścił gęstą chmurę dymu prosto w sufit i zaczął mówić. -Ktoś kto patrzy na nas z drogi, widzi

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
O Zenku co chciał cały świat opisać. — czytnik · opowiadania