fantastyka · 25 min czytania
O zgniłym kolanie i nie tylko...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
I. Na Podwórku
Dawno, dawno temu, za ośmioma rzekami, za czteroma zagrodami z lwami, za pięcioma mostami, za trzema polami, za siedemnastoma płotami, za przerośniętymi krzakami czarnej porzeczki, za...Mówiąc krótko: baaaardzo daleko stąd, żyło sobie plemię obrzydliwych gnomów w wiosce zwanej Brzydalowicami. Gnomy jak to gnomy były małe, wstrętne i wredne. Całymi dniami nie robiły nic tylko biegały bez sensu w tę i z powrotem przedrzeźniając się wzajemnie. Ze szczególnym upodobaniem zaś wyśmiewały pewnego małego, wyjątkowo brzydkiego współplemieńca ("brzydkiego" w mniemaniu gnomów, zaś według ludzkich kryteriów piękna, gnomik ten stanowił wyjątkowo cudny egzemplarz gnoma). - Te Brzydal! Brzydki jesteś!- Krzyczały, co inteligentniejsze gnomki. - Brzydal, Brzydal!- Wrzeszczały maluchy. Ów niewyrośnięty "Brzydal" tak na prawdę miał na imię Raficicus Micro Brzydalus, co daje w skrócie: Rafcik. Rafcik był „zakałą” gnomiego rodu. Pomijając fakt, że był wyjątkowo śliczny, gnomik ten nie wysysał kurom krwi, nie palił porzuconych przez ludzi niedopałków papierosów, nie drażnił psów ani kotów, a co najgorsze był... uprzejmy! Ble...
Pewnego dnia mama Rafcika powiedziała do swego jedynaka: - Mój jedynaku! - Tak mamo? Gnomka westchnęła ciężko. - Jesteś już dużym gnomikiem. Źle cię wychowałam- [ czyli w mniemaniu ludzi DOBRZE]-przepraszam. Och! Nie będę owijać w bawełnę...Idź w świat i tam poszukaj swego przeznaczenia, bo jako gnom jesteś do niczego: nie opluwasz robali, nie dłubiesz w nosie, nie psocisz się, nie wyśmiewasz ze starszych. Ba! Nawet ze swych rówieśników się nie wyśmiewasz! Gnomik smutno spuścił głowę i słuchał dalej. - Idź, zatem, kochany brzydalku w świat. Opuść to nędzne podwórko!- Gnomka otarła łzę, poczym dodała szeptem- i tylko nie mów nikomu, że tak ładnie się do ciebie zwracam. - Dobrze, mamo. Gnomka zapakowała do maleńkiego worka kilka gnomowych przysmaków, m.in. zielone grzybki- śmierdziuszki, spleśniały serek, którego receptura stanowiła rodową tajemnicę mamy naszego bohatera, przekazywaną z pokolenia na pokolenie. To właśnie ów serek sprawiał, że na nierównych spiczastych zębach gnomiej rodziny osadzał się fioletowo- żółty osad wydzielający niezwykle silny fetor, będący źródłem zazdrości wśród pozostałych gnomian. - A niech to!- Zapiszczała gnomka ocierając łzy i przytuliła mocno synka tak, że na chwilę stracił oddech.- Niestety tak będzie lepiej dla ciebie. Gdy wychodził wcisnęła mu jeszcze do kieszonki niewielką karteczkę. - Weź tę recepturę Serka-Fetorka, może ci się kiedyś przyda... - Dziękuję. Pożegnaj, proszę ode mnie tatę. Gnomik zarzucił tobołek na plecy i wyszedł z chatki. Było bardzo wcześnie, gdy opuszczał wioskę, a choć gnomy lubią długo spać, tego ranka wstały równie wcześnie, bo nie mogły sobie odmówić przyjemności sprawienia Rafcikowi przykrości - małemu banicie. Wystawiły swe odrażające gęby za okna i krzyczały za oddalającym się młodzikiem. - Spadaj Brzydal! - I nigdy więcej nie wracaj! - Nie ślij kartek! Bo i tak nie umiemy czytać! hehe! - Pętak! Laluś! Smerf! Rafcik ruszył w szeroki świat.
II. W szerokim świecie
Trzy dni później nasz bohater był już bardzo daleko od swojej wioski. Pogoda było elfio piękna. Ptaszki śpiewały, kwiatki pachniały, motylki latały, pszczółki brzęczały, etc. Słońce miało się już ku zachodowi, gdy Rafcik dotarł do legendarnego Korzeniowego Boru. Nawet nie zdążył się zastanowić, skąd wzięła się taka nazwa lasu, bo ledwo co wstąpił między wielkie drzewa od razu potknął się o jeden z korzeni, które wyrastały z ziemi tworząc zbitą siatkę. Nasz wędrowiec przewrócił się raniąc sobie okrutnie kolano. - Ojej! - Zaklął. - Rozbiłem sobie kolano... Na kolanie pojawiło się kilka kropelek krwi, ale rana już po chwili się zasklepiła. O zmierzchu rozpalił niewielkie ognisko i zjadł kilka grzybków. Wcale nie był głodny. Tak jakoś było mu strasznie smutno i... brakowało towarzystwa. Chciał z kimś porozmawiać, opowiedzieć o wiosce, z której pochodzi. Gdy zasnął śniło mu się, że biega po łące ( bardzo powolutku, bo przecież ma rozbite kolano!) i słyszy , jak ktoś woła go po imieniu. Był to bardzo miły głos, dobiegający, tak jakoś... z bardzo bliska, ale za nic nie widział kto go woła. Rankiem obudził go okropny ból w kolanie. Gdy potarł ręką spuchnięte kolano usłyszał piskliwy głos. - A Ł A! Przestraszony gnom rozejrzał się dookoła, ale nikogo nie zauważył. Wzruszył ramionami i ponownie przetarł kolano. - Powiedziałem „ A Ł A”! Głuchy jesteś, czy jak?! Zdezorientowany spojrzał na kolano a ono miało... buzię! - No, co się tak gapisz? Wyglądasz, jakbyś zobaczył gadające kolano, a ja jestem tylko małą gnijącą ranką! - Ja...- Wystękał gnom. - Ech...- Westchnęła przeciągle buzia na nodze. – Wszyscy tak reagują. Nie ma sprawy, stary. Już się przyzwyczaiłem. To jak tam cię zwą? - Rrrrrafff...cccik. Rafcik. Raficicus Micro Brzydalus...- Odparł niepewnie, czy jego wypowiedź zabrzmiała wystarczająco grzecznie. - A ja jestem Bolus Wielgus Kolanus, w skrócie: Ałka - Bbbardzo mi miło. - No to, mój drogi Rafciku, przejdźmy od razu do rzeczy. Sprawa jest raczej prosta... musisz mnie wyleczyć, aby się mnie pozbyć… - Ale...ale dlaczego miałbym się ciebie pozbywać? - No bo ja nie jestem zwykłą „ałką”. Ja jestem „GNIJĄCĄ AŁKĄ”! - Ale... ja już tak dawno z nikim nie rozmawiałem, z nikim, kto...byłby dla mnie taki miły, jak ... ty. Ja w ogóle nie mam nikogo...żadnego przyjaciela... Ałka zacmokał na niego z politowaniem. - Biedna sierotko...sprawdź tylko , czy na swojej główce nie masz przypadkiem jakiejś podobnej ranki, bo coś mi się wydaje, że w twoim „cebanku” coś się pomieszało i nie bardzo kapujesz, co oznacza termin „gnijąca ałka”! Gnomik zrozumiał aluzję, więc opowiedział Ałce o swoim smutnym życiu w Gnomiej Wiosce- Brzydalowicach, o tym, jakim to był „ofermą”, gdyż nie potrafił być złośliwy, jak inni. - No dobra, stary. Tylko mi tu się nie marz. Możemy zostać przyjaciółmi. Ale TYLKO na pewien czas! Rafcik uśmiechnął się szeroko i przytulił mocno Ałkę – nowego przyjaciela. Nawiasem mówiąc, takie przytulanie własnego kolana w środku lasu musi wyglądać, co najmniej dziwnie. Gnom się jednak tym nie przejmował. - Ej! No co ty! Nie tak mocno!- Upomniało kolano.- Nie zapominaj, że ja cię przecież bolę! - Oczywiście!- Gnom opanował się i owłosionymi rączkami wytarł łzy szczęścia płynące po policzkach. - Jak już wspominałem zostaniemy przyjaciółmi tylko na pewien czas, bo przecież nie mogę cię boleć i gnić przez całe twoje życie, maluchu! Zrozum... dla mnie to jest równie męczące. Musisz mnie zatem wyleczyć... - Ale jak? - Byłeś kiedyś chory?- Kolano uśmiechnęło się szelmowsko. Gnom zagłębił się na chwilę myślami w przeszłości robiąc przy tym niezwykłe miny, zupełnie jakby skupiał się nad czymś zgoła innym. - Tak!- Padła po chwili wyczerpująca odpowiedź. - I co twoja mama wtedy robiła? - Hmmm...- Rafcik był dość bystry jak na gnoma, więc w mig pojął, że to jakieś podchwytliwe pytanie, więc odparł niepewnie- Sprzątała? - Nie. - Prała? - Pudło. - Śpiewała? - Znowu pudło! - No to może gotowała obiad? - Blisko, coś gotowała. Skup się. - Skarpetki gotowała? - N I E E E E !!! - No, żeby białe były!!! - LEKARSTWO!!! Lekarstwo ci gotowała! - No oczywiście, że lekarstwo...w końcu byłem chory- naburmuszył się. - No i co dalej z tym lekarstwem? - No... podawała mi je do buzi... - Czym? - Łyżeczką. - No Właśnie! Dlatego musimy znaleźć Łyżeczkę, bo lekarstwo podaje się TYLKO łyżeczką! Gnomik zmarszczył brwi. - A lekarstwo? Skąd weźmiemy lekarstwo? - Uuuu, to żaden problem. Znam pewną świetną aptekę, gdzie kupimy odpowiednie... ziółka.- Ałka zaśmiał się przy tych „ziółkach” tajemniczo. - A pieniążki? Nie mamy przecież żadnych pieniążków! - No nie mamy...Trzeba zatem zarobić. To tez żaden problem. Za tym lasem, dwa dni drogi stąd jest sad. Pozrywamy jabłka i sprzedamy je to będą pieniążki! - Jaki ty jesteś mądry! I przewidujący!- spojrzał na niego podejrzliwie. – A skąd ty to wszystko wiesz? - Nie tylko ty jesteś fajtłapą! Innym też czasami zdarza się przewrócić o wystające korzenie Korzeniowego Boru. Ci inni to na przykład górskie trolle. Rafcik zrobił na chwilę obrażoną minę, bo wiedział dobrze, że trolle , zwłaszcza te górskie, słyną z niezwykłej głupoty. - No już dobrze- rzekło pojednawczo kolano.-Jestem ranką tego boru i zawsze pojawiam się na kolanach (czasami na łokciach i głowie) niezdarnych istotek, które się tu przewracają, a potem wędrują z taką ranką na swym ciele troszku po świecie. To sobie kawałek świata zwiedziłem! No, ale teraz słuchaj uważnie. Plan jest taki: brniemy przez las ( tylko patrz pod nogi!) , omijamy leśne nimfy ( tylko nie patrz na nie, bo na to jesteś jeszcze trochę za młody!), idziemy do sadu. Tam zrywamy jabłka, uciekamy przed strażnikiem... - Jakim STRAŻNIKIEM?!? - Cicho, maluchu, nie przerywaj mi! No więc uciekamy przed strażnikiem sadu. Sprzedajemy jabłka, szukamy łyżki. Łyżki są w gospodzie w mieście zwanym Stary Worek. Zwędzamy łyżkę (po tym jak najemy się nimi do syta!). Idziemy do Apteki „Pod Zatrutym Jadem”. Karmisz mnie lekarstwem, ty zdrowiejesz, ja znikam i... tu się nasze drogi rozchodzą. - Plan, choć skomplikowany pojąłem w mig. Zatem ruszajmy, drogi Przyjacielu w ... nieznane... Szukać przygód! Walczyć z potworami! Po chwalę i... - Dobra, dobra – Ałka sprowadził go na ziemię –tylko się tak nie podniecaj. Idziemy.
Część 22 / 2
I ruszyli dwaj przyjaciele w nieznane – do miasteczka Nowy Worek, które Ałka znał jak własną kieszeń - o ile ranka na nodze może posiadać jakąkolwiek kieszeń.
III. Strażnik Sadu
Ze śpiewem na ustach przebrnęli las. Na szczęście nie spotkało ich żadne nieszczęście... no może za wyjątkiem pewnej starej sroki, która usłyszawszy wesoły śpiew przyłączyła się na kilka godzin do dwójki wędrowców. Bite siedem godzin chrypiała okrutnie „Szła dzieweczka do laseczka...” Znała chyba wszystkie możliwe wersje melodii (wszystkie z wyjątkiem tej poprawnej) . Za lasem rozpościerały się szerokie pola obsiane…, co prawda gnomik nie był w stanie określić czym, ale stwierdził, że ładne i żółte to to jest na pewno. Za polami obsianymi czymś ładnym i żółtym znajdował się Stary Gościniec. W oddali gnom zauważył wiele dziwnych, wielkich istot jadących na wozach, konno lub idących pieszo. - Co to za wielkoludy? - W większości kupcy, ale pełno tam też różnego rodzaju obrzydliwców, szubrawców, złodziei, szumowin, kanciarzy, łachmaniarzy... - O. Aha. - ...idą do miasta w poszukiwaniu uciech cielesnych. Jak również w poszukiwaniu pracy, zarobku, możliwości zdobycia pieniędzy... - To tak jak my! My też potrzebujemy pieniędzy! - Tak ale my już mamy plan, idziemy do sadu. Jutro o zmierzchu dotrzemy do sadu i nazrywamy jabłek, a potem sprzedamy je przy Gościńcu . - Komu? - No jak to „ komu”? Spragnionym uciech cielesnych obrzydliwcom, szubrawcom, złodziejom, szumowinom, kanciarzom, łachmaniarzom... - Ech...
Księżyc w pełni jasno oświetlał sad. Była to niezwykle duszna noc. Gnom łatwo przelazł przez ogrodzenie, bo ktoś wyrwał kilka sztachet. Nasłuchiwał. Z pobliskiego stawu dobiegał cichy rechot żab. Pohukiwania sowy i melodia świerszczy dodawały grozy tej nocnej scenerii. - Ałka! - Szeptaj ciszej, sflaczały móżdżku, bo nas nakryją! - Ale ja się boję...nogi mi się trzęsą... - Wiem...czuję! - Czy aby na pewno dobrze robimy? Przecież to kradzież... - Hmmm. No tak, ale spójrz na to z innej strony... Jesteś przecież gnomem, a gnomy są wredne , brzydkie i chlubią się złodziejstwem... - No, w zasadzie...tak. - NO! Zatem twoja mama byłaby teraz z ciebie dumna! - Chyba masz rację... - No to do dzieła. Gnom wskoczył na pierwsze z brzegu drzewo i zaczął upychać małe jabłuszka po kieszeniach, za koszulą, i gdzie się tylko dało ( nie pominął nawet bielizny). Kilka jabłek zjadł na miejscu. Były niezwykle słodkie i soczyste. Ałka zjadł tylko dwa, ale według Rafcika jak na kolano to i tak o dwa za dużo. Obładowany z trudem przedostał się przez dziurę w płocie. Resztę nocy przeczekał schowany w lisiej norze. Bał się strażnika, o którym wspominał Ałka, lecz ten nie pojawił się. Rankiem Raficicusa obudził okropny ból w kolanie. - Mówiłem ci…