Akcja · 18 min czytania
Obcy który okazał się dobry
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Obcy który okazał się dobry Iri Stał przed nim przybierając pozę sugerującą wyższość, jak zawsze zresztą. Odkąd wyrósł z wieku młodzieńczego, stał się strasznie płytki. Blond włosy przystrzyżone na jeżyka, wydatna szczęka i gładka, lekko przyciemniona skóra. Był też dość wysoki, prawie dwa metry. Tak właśnie wyglądał brat Iriego. Stał przed nim i prawił mu kazanie. - Nie możesz pójść do tego miasta, znowu nas wyśmieją – tłumaczył mu po raz setny. Sam Iri był dość niskim chłopcem o długich czarnych włosach, niesamowicie chudy, z twarzą jak u małego dziecka. Zupełnie inny od swojego starszego rodzeństwa. Siedział na pniaku ze spuszczoną głową ledwo wytrzymując żeby nie wybuchnąć ze złości. - W tak małym mieście wszyscy się znają i od razu zauważą że jesteś Obcy. Musimy mieć kontakt z cywilizacją, ale ty za bardzo rzucasz się w oczy. Wyrzucą nas zanim zaczniemy się targować o uzupełnienie zapasów. W tym momencie Iri nie wytrzymał: - Zanim MY zdążymy się targować? TY nigdy ze mną nie wchodzisz do miasta! Zawsze czekasz, aż ja wszystko załatwię i nawet mi nie pomagasz jak miejscowi mnie ganiają albo biją! – Krzyknął swoim nienaturalnie piskliwym głosem. - Już to przerabialiśmy. Nie możesz zdradzać, że jesteś Obcy, wtedy cię nie będą dręczyć. Nie mogę ci pomagać za każdym razem, wtedy się nie usamodzielnisz. Zresztą jeśli cię biją, to twoja wina, bo nigdy nie oddajesz. – Odparł tamten. Młodszy chłopiec na te słowa wstał i z łzami w oczach uciekł w kierunku majaczących na horyzoncie budynków. Zawsze, kiedy miał dość rozmowy z bratem, po prostu uciekał do jakiś zabudowań. Nie miał pojęcia dlaczego, ale zawsze go w tedy zostawiał w spokoju. Tuż przed tym, jak dotarł do pierwszych budynków, wyjął swój notesik. Zapisywał w nim lokalizacje poszczególnych miast i datę przybycia do nich, potem dodawał opis pobytu. Pisał zawzięcie zafascynowany tutejszą architekturą, kiedy z zamyślenia wyrwał go sporej wielkości kamień lecący w jego kierunku. W ostatniej chwili zrobił unik. Schował szybko notes i rozejrzał się czujnie. W drzwiach pierwszego domu stało dwóch facetów na oko po sześćdziesiątce. Już schylali się po kolejne kamienie. „No to się jeszcze nie stało, nawet nie wszedłem do miasta i już mnie wyganiają… zwykle dają się przynajmniej przedstawić i powiedzieć czego chcę”. Kolejne dwa kamienie wzbiły się w powietrze. Tym razem były rzucone dużo mocniej, jeden trafił Iriego w ramię przedzierając mu materiał na rękawie. - Proszę poczekać! – Piszczał chłopak unikając kolejnych pocisków. – Nie mam złych zamiarów! - Tak, uważaj, bo uwierzymy – odkrzykną jeden z nich. – Już jednego Obcego wczoraj na noc przyjęliśmy i co? Skończyło się na tym, że nam zaczął grozić mieczem i każe się obsługiwać! Na te słowa atakowany się zatrzymał. „To może być okazja, żeby ich do siebie przekonać”. - To czemu go nie wygonicie tak, jak teraz wyganiacie mnie? – Zapytał. Jeden z mężczyzn skorzystał z faktu, że obcy się na chwile zatrzymał i trafił kamieniem w twarz, aż Iri się zachwiał. Tymczasem drugi mu odpowiedział: - Żartujesz sobie? On jest cholernie silny, już mamy dwóch rannych! Nie to co ty, widać że chuderlak. Iri zniknął. Dosłownie rozmazał się w powietrzu, zawiał mocniejszy wiatr i zniknął. Agresorzy przez chwile oszołomieni stali wpatrując się w siebie nawzajem. Nagle poczuli, że ktoś ich ściska za karki od tyłu. Usłyszeli dość cienki, ale mimo tego z jakiegoś powodu przerażający glos: - Nie lubię używać przemocy wobec tubylców, uznajmy to jedynie za demonstracje siły. A teraz… - Rozluźnił uścisk i pozwolił im się odwrócić. Zobaczyli tego samego chuderlawego chłopczyka o długich czarnych włosach, którego jeszcze przed chwilą atakowali. Miał złamany nos i rozdarty rękaw koszuli. – Zaprowadźcie mnie do tego Obcego, który was niepokoi. Jeśli się go pozbędę, będę mógł tu przez jakiś czas zostać, zgoda? Nic nie odpowiedzieli, najwyraźniej zbyt przerażeni, poszli tylko wolnym krokiem w głąb wioski, masując obolałe szyje. Iri uznał to za „tak”.
*** Laira Laira zobaczyła go jako pierwsza, szedł pewnie za Pertem i Maarokiem, dwoma staruszkami mieszkającymi na obrzeżach miasta. Kolejny Obcy. Laira w ciągu swojego 17 letniego życia spotkała tylko pięcioro obcych. Kiedy była bardzo mała, dwójka bliźniaków zawitała tutaj. Widziała ich tylko przez chwilę, zaraz potem dorośli ich wygonili. W wieku 10 lat bardzo poważnie zachorowała, wtedy dosłownie znikąd pojawiła się kobieta. Zanim ktokolwiek zdążył ją przepędzić, podeszła do niej i ją uleczyła. To było najdziwniejsze wspomnienie jakie Laira posiadała. W momencie gdy ta kobieta jej dotknęła, nie tylko ją uleczyła, ale wywołała też w młodej dziewczynie uczucie, niezwykle silne przekonanie, że na jej oczach dzieje się coś ważnego, ale jej ciasny umysł nie może tego pojąć. Po tej tajemniczej kobiecie został tylko medalion z krzyżykiem, który zachowała dla siebie na szczęście. Zeszłej nocy przybył kolejny obcy, nie udało się go powstrzymać. Wtargnął tu i zawłaszczył sobie całą wieś, grożąc mieczem. Nic nie mogli poradzić. I teraz zobaczyła piątego intruza w całym swoim życiu, chłopaka mniej więcej w jej wieku, z niebieskimi małymi oczami, długimi, trochę niechlujnymi czarnymi włosami i zapadniętymi kościami policzkowymi. Wszyscy inni byli zajęci przyglądaniem się poczynaniom tamtego bandyty, który dla zabawy znęcał się nad jakąś staruszką. Ona jako jedyna spojrzała w tamtym kierunku, kiedy nawiązali kontakt wzrokowy, ona i Obcy, czas się zatrzymał. Przynajmniej takie wrażenie odniosła dziewczyna. Było to pewnie spowodowane szokiem, bo oto poczuła znów to wspaniałe i jednocześnie niezwykle niepokojące uczucie, że oto na jej oczach rozgrywa się wydarzenie na skalę światową, a ona nigdy do końca swego życia nie zrozumie, co było w tym momencie takie ważne. Laira miała racje. Na jej oczach rozgrywała się historia. Myliła się co do jednego, kiedyś zrozumie, skąd się wzięło to dziwne uczucie i zrozumie tą chwilę fascynacji, kiedy skrzyżowała swe spojrzenia z Irim. A kiedy już zrozumie, zmieni ten świat tak samo jak ta chwila zmieniła ją.
*** Iri Iri był na siebie zły. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się użyć przemocy wobec mieszkańców miasta, które odwiedzał. A teraz szedł za tymi staruchami na mały skwer pośrodku miasta. Zebrało się tam co najmniej sto osób. Wszyscy stali w ciasnym kółku, ktoś coś krzyczał, tylko jedna dziewczyna patrzyła prosto na niego. Była całkiem ładna, miała rude włosy sięgające niemal do pasa, smukłą twarz i małe zielone oczy. Chłopak podszedł bliżej, jego twarz zastygła, zobaczył co dzieje się na środku skweru. Drobna staruszka leżała na samym środku, nad nią stał trzydziestoparoletni facet i kopał ją raz za razem w brzuch. Babcia była nieprzytomna. Miał dość, to był naprawdę zły dzień, pokłócił się z bratem, dostał kamieniem po twarzy, był zmuszony używać przemocy, a teraz to. Zgadywał, że to był ten Obcy na którego uskarżali się staruszkowie. Opierał się o wbity w ziemię miecz. Jeszcze go nie użył przeciw swojej ofierze, ale widać było, że miał taki zamiar. Iri krzyknął, bardzo wysokim denerwującym głosem: - Odpieprz się od niej debilu! Wszyscy jak na komendę odwrócili się w jego kierunku. Dręczyciel wyciągnął miecz z ziemi, spojrzał na niego groźnie. Iri się nie bał, kipiał złością, wyobrażał sobie jak bije tego faceta bez litości. Zwykle nienawidził przemocy, ale w tej chwili ważne było jedno - ten człowiek nie powinien dłużej żyć. - Co powiedziałeś gówniarzu?! – Zaryczał oprawca. Był dość niski, za to dobrze zbudowany, bez problemu wywijał w powietrzu młynka ciężkim mieczem. - Powiedziałem żebyś się od niej odpieprzył! – Gdyby nie oszołomienie większość ludzi zapewne parsknęłaby ze śmiechu, ich bohater dosłownie piszczał z oburzenia. - Ok, jak chcesz – dręczyciel uniósł ręce w powietrze w udawanym strachu, efekt psuł miecz wciąż tkwiący w jego dłoni. – I tak mi się już znudziła – zaczął podchodzić bliżej. Wszyscy zgromadzeni z przestrachem usunęli mu się z drogi. Iri kontem oka zobaczył dziewczynę, tą która przedtem mu się tak przypatrywała, próbującą zostać na miejscu i popatrzeć. Niestety porwał ją tłum. Teraz wszyscy ustawili się pod ścianami budynków wokół skweru gotowi, jakby co, do natychmiastowej ucieczki. – Teraz mam ochotę zająć się tobą gówniarzu. Między nimi zostało jakieś trzy metry, a tamten wciąż się zbliżał. „Zaraz zaatakuje”. Słychać było tylko szuranie butów Obcego po asfalcie, nikt nawet nie zakasłał. „To dziwne, niby jestem pacyfistą, ale teraz przed walką naprawdę czuje podekscytowanie. Kto by pomyślał, że samo oczekiwanie może być…