Psychologia · 20 min czytania
Obcy Rozdział 2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Mijały dni. Kaśka czuła się coraz lepiej, częściej wstawała z łóżka i rzadziej zasypiała. Wracała do sił w tempie ekspresowym, odczuwała jednak coraz większą pustkę, która powoli wypełniała ją od środka. Zadziwiła samą siebie, kiedy pewnego dnia odkryła jak bardzo brakuje jej Montrealu i ludzi, którzy tam mieszkają. Te na co dzień irytujące osobniki, wnosiły w jej życie coś w rodzaju koloru. Tu zaś wszystko miało odcień szarości. Dziś także nie było łatwiej. Po raz kolejny śnił jej się Michael, tym razem siedzący w więzieniu, po tym jak policja udowodniła mu udział w drobnej kradzieży. Takich snów dziewczyna miała ostatnio wiele. Zwykle śnił się jej brat, czasami leżał samotny w szpitalu, a towarzystwa dotrzymywały mu tylko oblepiające go ze wszystkich stron komary i muchy. Innym razem widziała go w kałuży krwi, leżącego i bezradnego, a jego nieme usta starały się wywołać siostrę, choć dobrze wiedział, że ta go nie słyszy. Czasami zaś, i te sny były najgorsze, widziała Michaela, który żył sobie jak gdyby nigdy nic, nie wspominając Kaśki, nie myśląc o niej, a fakt jej zniknięcia całkowicie ignorując. Tak więc musiała przyznać sama ze sobą, że cholernie brakuje jej brata. Nie spędzali ze sobą zbyt wiele czasu, ale zawsze, cokolwiek by się nie działo: BYLI. Teraz zaś nie czuła jego obecności, co było główną przyczyną lęku i niezadowolenia, do których to uczuć świadomie nigdy by się nie przyznała. Wiedziała, że jest mało prawdopodobne by jej wizje miały cokolwiek wspólnego z prawdą, ale niewiedza pobudzała jej wyobraźnię, tak więc Kaśka zaczynała wierzyć, że jest to możliwe. Była 10:11 kiedy po raz setny tego dnia spojrzała na zegarek. Zirytowana postanowiła, że nie pozwoli się zniewolić, przez narastający w niej niepokój. Tak więc z marszu wzięła się za szukanie czegoś co pomogłoby jej zabić nudę. Bardzo powoli wstała z łóżka i asekurując się meblami oraz ścianą, wyszła z pokoju. Gdy jednak tylko go opuściła zakręciło się jej w głowie. Sama nie była pewna czy powodem było wypełniające ją szczęście, czy fakt, że przyspieszyła, gdy tylko zauważyła leżące w przedpokoju kolorowe magazyny, w jej mniemaniu czekające właśnie na nią. Szybko porwała gazety i wróciła do łóżka, na wypadek, gdyby komuś przypomniało się, gdzie je zostawił i postanowił po nie wrócić, zanim Kate zdążyłaby je przejrzeć Niestety, kolorowe stronice tylko na kilka minut pozwoliły jej zabić nudę, gdyż, jak zauważyła już na samym początku, nie rozumiała ani słowa z przekazywanej wewnątrz treści. Po dwukrotnym przejrzeniu każdej gazety, odłożyła je na bok, a nieprzyjemne myśli momentalnie powróciły. Nie wiadomo jak długo by siedziała i rozmyślała co robić, ze świadomością, że póki co niewiele zdziała, gdyby z zamyślenia nie wyrwało ją dość intensywne pukanie do drzwi jej pokoju. - Jak się czujesz? – zapytał Grzesiek, mijając próg, nie czekając na przyzwolenie ze strony dziewczyny. - Do dupy. – odpowiedziała Kaśka zgodnie z prawdą. - Humorek jak widzę dopisuje. - Spieprzaj. - Kaśka! Naprawdę nie zamierzam znosić takiego zachowania, więc albo się uspokój, albo moja pomoc się skończy. - Pomoc? Więc to, że przychodzisz tutaj i mnie irytujesz nazywasz pomocą? – zakpiła. - I na co mi to było? ... – prawie niedosłyszalnie westchnął chłopak i obrócił się w stronę wyjścia. - Nikt Ci nie kazał mi pomagać. – stwierdziła Kaśka, kiedy mimo wszystko usłyszała słowa, niekoniecznie do niej skierowane. - Wiem. Ale Ci pomogłem. A teraz robię wszystko, żebyśmy jakoś przeżyli ten trudny okres, ale chyba tylko mnie na tym zależy. - Więc pomogłeś mi, by móc mi to teraz wypominać tak? Chcesz żebym czuła się winna? Nie ma takiej opcji. Poradziła bym sobie, czy byś mi pomógł, czy nie. Bo jak widzisz jestem dużą dziewczynką… - Tak. Z wielką dziurą w głowie… - Czy to ironia? Brawo, panie bohaterku! Zaczynasz być zgryźliwy. - Twoja obecność tak na mnie działa. – westchnął chłopak. - To smutne. – zaśmiała się kpiąco Seurin. - Nie ważne. - Ależ ważne. Zacząłeś być szczery. W końcu przestajesz udawać dobrego samarytanina. Więc proszę, mów dalej. Oboje, przecież wiemy, że gdyby ci ludzie mnie zabili, byłyby ci to na rękę. Nie musiałbyś tu teraz siedzieć i mnie niańczyć, choć jak wiemy, że nie masz na to ochoty. Chciałam tylko zaznaczyć, że to nie moja wina, że zostawiłeś swoją dziewczynę i ruszyłeś na ratunek komuś, komu jak to zgrabnie ująłeś, nie zależy, tylko po to, żeby zachować się jak jakiś pożal się Boże superman. - Nie powiedziałem, że to twoja wina. – zaznaczył River i z lekko kpiącym uśmiechem na ustach wyszedł z jej pokoju. „Skurwysyn” – pomyślała dziewczyna i mimowolnie rozejrzała się dookoła, czy nie zlokalizowałaby czegoś czym mogła rzucić w zamykające się za Grześkiem drzwi. Z rozczarowaniem stwierdziła, że nic takiego nie znajdowało się w zasięgu jej wzroku. Zauważyła za to coś innego. Za oknem ktoś jechał na motorze z niedozwoloną prędkością. Smutek ścisnął jej serce. "Dość tego!" - zganiła się w myśli. Wiedziała, że odejdzie od zmysłów jeśli czegoś nie zrobi by przestać się zadręczać pesymistyczną wizją przyszłości. Musi coś postanowić! Wtedy dotarło do niej coś oczywistego. Jak można porozumieć się z kimś, kto znajduje się dokładnie po drugiej stronie kuli ziemskiej? Można wysłać list. Tylko, że Kaśka nigdy w życiu nie napisała żadnego listu, nawet gdy zlecił jej to jakiś nauczyciel. Poza tym nawet gdyby ona napisała list (czego robić nie zamierzała), to i tak jest w stu procentach pewna, że nie otrzymała by odpowiedzi. Nie potrafiła wyobrazić sobie swojego brata, który przysiada i pisze chociażby dwa zdania od siebie. Nawet jeśli miałby to być list, do jego ukochanej siostrzyczki. Istniał jednak dużo prostszy i szybszy sposób na kontakt. Zwłaszcza, że dziś był dokładnie trzydziesty marca. Michael zaś miał zwyczaj dokładnie raz w miesiącu sprawdzać w kafejce internetowej pocztę, pierwszego dnia miesiąca w godzinach wieczornych. Niewiele myśląc wstała z łóżka i korzystając z chwilowej nieobecności Grześka, powoli ubrała się i wyszła wysłać e-maila do Montrealu.
*** - Przepraszam? – dziewczyna siląc się na uśmiech, zapukała do drzwi gospodyni i niewiele myśląc weszła do jej mieszkania. - Słucham dziecko? – kobieta momentalnie znalazła się w pobliżu i na widok dziewczyny wykrzyknęła – O Matko Boska! Co ty tu robisz? Powinnaś jeszcze co najmniej tydzień leżeć w łóżku. - Wiem, wiem… Ale nie mogę. To jest straszne. Muszę gdzieś wyjść… Coś załatwić… - zaczęła błagalnie, w myślach przeklinając samą siebie, że tu przyszła. „Ta stara jak nic wszystko wypapla Grześkowi. Szlag!” - Rozumiem, dziecko. Masz dość czterech ścian. To nic niezwykłego. No… Ja po prostu nie wiem czy to ci pomoże wyzdrowieć, ale nie zamierzam zostać twoim głosem sumienia. Więc o co chodzi? „No! W końcu przechodzimy do konkretów!” – pomyślała Seurin, ale na głos powiedziała tylko: - Muszę wysłać list. - List? - Znaczy… E-mail. Potrzebuję Internetu. Czy jest możliwość skorzystania z Internetu gdzieś w pobliżu? - Za darmo? - Słucham? - Chcesz wysłać e-mail za darmo? - No nie wiem… Właściwie to… - „No tak! Przecież nie mam nic pieniędzy!” - Niedaleko jest biblioteka. Jeśli poczekasz na mojego syna, to on cie podwiezie. Tam możesz wysłać list. A tu masz trochę drobnych. Oddasz przy okazji – po tych słowach kobieta włożyła jej do ręki pieniądze i jeszcze raz z zatroskaniem przyjrzała się jej głowie. – Nie krwawi? - Niee – odpowiedziała dziewczyna zgodnie z prawdą, a w myślach dodała: „Tylko napieprza jak cholera”. – Wie pani co? Ja już pójdę. Zanim poczuję się gorzej. Dziękuję za pomoc, a pieniądze oddam. – po tych słowach szybko skierowała się w stronę drzwi. Dopiero na zewnątrz dodarło do niej, że to był głupi pomysł. Gdy tylko stanęła za progiem, poczuła, że robi się jej słabo, nachodzą ja mdłości, a głowa zaczęła boleć dużo bardziej niż jeszcze przed chwilą. Gdyby nie potrzeba zajęcia się czymkolwiek, Seurin szybko cofnęła by się do mieszkania zamiast iść do głupiej biblioteki, pełnej ludzi, którzy patrzyli na nią jak na dziwadło. "Czego oni wszyscy się gapią?. Idioci! Mało macie swoich problemów? Idźcie robić dzieci, a nie się gapicie!" myślała, na zewnątrz jednak robiła wszystko by zachować kamienną twarz.
*** Fascynował go jej wygląd. Była ładna i taka... taka jaka powinna być dziewczyna. Te ramiona, te oczy, ta twarz. Wszystko takie podobne. Na nią czekał. Jej wypatrywał. Nie peszył go jej wzrok, ani zniesmaczona mina. Była taka, idealna! Musi zagadać! Musi powiedzieć parę słów. Musi! Czuł, że jego spodnie zrobiły się ciasne. Wiedział co to oznacza. Wiedział, ale nie krępowało go to. Tylko on sam znał swoje myśli. Tylko on jeden... A teraz, kiedy spotkał ją, wiedział, że musi zrobić to co powinien zrobić już dawno temu.
*** - Dzień dobry. – przywitała się w swoim ojczystym języku Kate, obserwując przez ramię znudzonych życiem ludzi. - Dzień dobry – odpowiedziała bibliotekarka po angielsku. - Chciałabym wysłać maila – zachęcona łatwością porozumienia przeszła od razu do rzeczy. - Nie ma problemu. Ma pani u nas kartę? – zapytała grzecznie kobieta. Kaśka przeklęła w myślach. Rzadko w swoim dziewiętnastoletnim życiu korzystała z biblioteki, ale była wściekła, że zapomniała o czymś tak istotnym. - Nie-e. – odpowiedziała niepewnie i odruchowo zrobiła krok do tyłu. - Nic nie szkodzi. Zaraz wyrobimy. Wystarczy, że pani pokaże jakiś dokument ze zdjęciem. „No pewnie. Nic prostszego! Cholera!” pomyślała Kaśka, a na głos powiedziała. - Zapomniałam wziąć z domu. Przyjdę kiedy indziej. - Nic nie szkodzi. Ta pani jest ze mną. – usłyszała wypowiedziane po angielsku słowa tuż za swoimi plecami. – Proszę wysłać maila jeśli pani zależy. Ja zajmę się resztą. – powiedziała z szelmowskim uśmiechem około dwudziesto pięcioletni młodzieniec, machając przed oczami bibliotekarki czerwoną plakietką.…