Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 8 min czytania

Obojętność

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zbliżała się Wigilia.

Zatłoczone ulice pokrywała gęsta pierzyna białego puchu, którego do następnego dnia miało pojawić się jeszcze więcej. W dodatku utrzymać się miała jeszcze przez długi, długi czas.

Tłumy ludzi, mimo przejmującego zimna, przechadzały się wzdłuż ulic od sklepu do sklepu, od stoiska do stoiska, w poszukiwaniu ostatnich prezentów i przysmaków bożonarodzeniowych. Grajkowie wystawali na chodnikach, śpiewając kolędy i pastorałki, ochrypłymi od zimna głosami. Biła jednak od nich werwa i radość, czym umiejętnie zarażali innych.

Pięcioletnia dziewczynka, stojąca na skraju chodnika, obserwowała to wszystko bez większego zainteresowania.

Miała własny problem.

Tata przyprowadził ją tutaj zaledwie kilka minut temu.

- Musisz znaleźć niebieskiego chabra - powiedział stanowczo. - I nie waż się wracać do domu, póki tego nie uczynisz.

Po czym zostawił ją i odszedł.

Zuzia w pośpiechu zdołała założyć na siebie jedynie płaszczyk i różowe, błyszczące kozaczki, dlatego marzła teraz przeraźliwie. Podciągnęła kołnierzyk tak wysoko, jak się dało, mimo to mróz szczypał ją w policzki i nos, dłonie i stopy miała skostniałe z zimna, chociaż starała się je chować w nieco przykrótkich już rękawach białego płaszczyka. Naciągnęła na głowę kaptur, lecz i on nie chronił jej przed przenikliwymi podmuchami wiatru, atakującymi z różnych stron. Poprzez gęstą kurtynę śniegu nie widziała niczego, co znacznie utrudniało jej poszukiwanie niebieskiego chabra.

Inna sprawa, że nie miała najmniejszego pojęcia, co to jest.

Mimo swojej nieśmiałości, była gotowa zapytać o to kogokolwiek, ale gdy tylko otwierała usta, jej gardło przeszywał straszliwy ból, a nos zapchał się od kataru. Jeszcze będąc w domu chciała o tym powiedzieć mamie, ta jednak nie zwracała na nią najmniejszej uwagi, zajęta pozostałymi dziećmi oraz przygotowaniami do uroczystej kolacji.

Zuzia była najmłodsza spośród trzynaściorga rodzeństwa. Rodzina ledwo wiązała koniec z końcem.

Na nią nikt nigdy nie zwracał uwagi.

Rodzeństwo albo ją ignorowało, albo dokuczało. Popychało. Szturchało. Wyśmiewało. Wszystko robiła źle, więc nie robiła nic. Lecz wtedy też było źle, bo nazywano ją śmierdzącym leniem i nieudacznikiem. Przeważnie siadywała w kąciku pod schodami, starając się nie wchodzić nikomu w drogę. Stamtąd przysłuchiwała się rozmowom starszego rodzeństwa, obserwowała ich żartobliwe przepychanki, sprzeczki. I przyswajała wiele rzeczy, uczyła się. I tylko dzięki temu potrafiła wiele rzeczy, o które mało kto by ją podejrzewał. Chociażby rozpoznawanie kolorów, dzięki czemu rozpozna niebieskiego chabra... Już niedługo. Na pewno gdzieś tu jest... Prawda?

Wtem myśli dziewczynki skierowały się na inne tory. Szeroko otwartymi oczami obserwowała wysokiego mężczyznę ciągnącego za sobą chłopca, siedzącego na drewnianych sankach. Koło sanek szła kobieta w brązowym płaszczu i dziewczynka o długich, blond warkoczach, wystających spod zielonej czapki. Obie trzymały się siebie kurczowo, usiłując nie przewrócić na śliskiej drodze i zaśmiewając wesoło. Kobieta nagle straciła równowagę, i byłaby się przewróciła, gdyby nie refleks mężczyzny, który natychmiast porzucił sanki i pociągnął ją do góry. Dziewczynka jednak nie miała tyle szczęścia i w następnej sekundzie wylądowała w wielkiej zaspie. Jej brat, widząc to, zeskoczył z sanek i rzucił się na śnieg tuż obok niej, z głośnym okrzykiem. Rodzice próbowali przez chwilę rozdzielić rodzeństwo, aż w końcu sami wpadli w zaspę. Zaśmiewając się, wstali w końcu i stanęli wszyscy czworo na uboczu, próbując otrząsnąć się z białego puchu.

Zuzia poczuła dziwne ukłucie w piersi.

Jej jedyną rodziną, a w szczególności towarzyszką zabaw,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Obojętność — czytnik · opowiadania