Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 10 min czytania

Obraz innymi Oczyma

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział 1

Nad Marryblood krążyły czarne chmury. Deszcz nieustannie padał od tygodnia, przez co mieszkańcy nad leśnej miejscowości mieli olbrzymi problem z komunikacją. Na asfaltowych drogach ciągle zalegały kałuże a polne, ubite drogi stawały się mokradłami; barierą nie do przejechania. Damis Steedmore próbował właśnie przejść na drugą stronę ulicy, kiedy przejeżdżająca obok ciężarówka, wymijając ochlapała go wodą z przydrożnej kałuży. - A niech to! Znowu to samo. – pomyślał Damis. Spojrzał na zegarek. – Nie zdążę już wrócić do domu, żeby się przebrać. No trudno. Nie zawsze pierwszy dzień w szkole musi być udany. Przemknął jeszcze parę metrów aż dostał się na szkolny plac. Budynek pamiętał chyba jeszcze czasy wojny secesyjnej. Chociaż Damisowi wydawał się on sięgać grubo dalej w przeszłość. Liceum im. św. Patryka przypominało wielki, renesansowy dworek. Tuż przed wejściem stały dwie kolumny, przypominając sobie lekcje historii ze starej szkoły, Damis wiedział, że były w stylu jońskim. Ku wielkim hebanowym drzwiom, wiodły betonowe schody. Dworek otoczony był liczną, bujną roślinnością. Drzewa wprost nakładały się na dach zmieniając go w swoisty leśny dywan. Pewnie wiosną wszystko wygląda lepiej, ale późna jesień, a co za tym idzie liczne opady, nadają otoczeniu nad wymiar ponury wygląd. Chłopak otworzył drzwi i wszedł szybko do środka. Wnętrze dworka było aż przesadnie nowoczesne. Rzędy szafek na cyfrowy zamek stały na rozwidleniu głównego holu. Biegnąc w stronę klasy 117 pośliznął się na pomarańczowych kafelkach. Pewnie były szybko czyszczone, aby zdążyć przed pierwszymi lekcjami. Po pewnej chwili, Damis odnalazł właściwą pracownię i z sobie nieznaną pewnością otworzył drzwi. Wszystko zamilkło. Chłopak nie słyszał już nic. No, z wyjątkiem tylko własnego bicia serca i szumu w uszach. Jego nowa klasa, czysta pod każdym względem, spojrzała wprost na otwierającego drzwi chłopaka. Jego ubranie zdążyło wyschnąć, ale i tak wyglądało jakby było kupione w sklepie drugiej ręki. - A! I tutaj znalazł się nasz zagubiony kolega! – nauczyciel wstał z krzesła i z dziwnym uśmieszkiem spojrzał na nastolatka. – Zapomniało się nastawić zegarka, co? Nazywam się Michael Shepard i będę twoim nauczycielem biologii a zarazem wychowawcą. Zajmij miejsce i wyjmij swój notatnik, o ile takowy posiadasz. Damis skinął lekko głową i zajął puste miejsce w przedostatniej ławce, pierwszego rzędu od okna. Dopiero teraz zwrócił uwagę na osoby w swojej klasie. W sumie było ich piętnaścioro. Dziewięć dziewczyn i sześciu chłopaków. Wszystkie spojrzenia skierowane były ku niemu i można było z nich wyczytać pogardę, szyderstwo, oraz przedziwny lęk. I wtedy ją zobaczył. Była inna od reszty dziewczyn. Włosy o bliżej niezidentyfikowanym kolorze opadały jej swobodnie na ramiona oraz plecy. Zielone oczy świdrowały pomieszczenie z nieznanym Damisowi spokojem, powagą i wręcz nieuzasadnioną lekkością. Jej ruchy były ledwie dostrzegalne, idealne w każdym calu. Czarne dżinsy, wraz z szaro-czarną bluzą komponowały się idealnie. Widać było, że ta osoba ma swój własny, indywidualny styl. Damis zafascynowany jej widokiem zapomniał o otaczającym go świecie i dopiero za trzecim pytaniem nauczyciela bąknął „ co”? - Po pierwsze siedzi się przodem do nauczyciela. Po drugie mówi się „słucham panie profesorze”. A po trzecie jesteś w tej klasie czy nie, bo sprawdzam obecność? - Jestem, jestem. – Damis z trudem powstrzymał się od odwrócenia znów w stronę tej dziewczyny. Gdyby chociaż znał jej imię? - Helen Tratchet? – spytał pan Shepard. Damis ze zdenerwowaniem patrzył czy to, aby nie ta dziewczyna, jednak Helen okazała się być drobną blondynką z pierwszej ławki drugiego rzędu. - Morgan Heckel? Chłopak za Damisem wstał. Wyglądał dość potężnie, więc Damis zakodował sobie w pamięci, aby mu nie podpadać. Nie chciał powtarzać błędów z poprzedniej szkoły. Po wysłuchaniu jeszcze kilku nazwisk i imion, które próbował usilnie zapamiętać usłyszał: - Marta Sanderson? Wstała. Skinęła głową i usiadła. Damisowi nie dane było usłyszeć jej słów, dźwięku jej głosu. Widocznie los tak chciał…

* * *

Damis po dzwonku wyszedł z klasy jako pierwszy i natychmiast udał się do następnej sali. Chciał uniknąć dziwnych spojrzeń, oraz zbytecznych słów na temat jego stroju. Usiadł pod klasą i czekał. Po chwili dołączyła do niego reszta klasy. Dołączyła to może za dużo powiedziane. Po prostu wszyscy usiedli pod klasą, ale trzy metry od niego. A jednak wszyscy mieli rację. Wszyscy z jego dawnej klasy. Prosili go, błagali, aby szedł do szkoły, gdzie idzie ktoś, kogo zna, aby nie był sam. Ustawicznie im zaprzeczał. A jednak mieli rację i teraz Damis trzy lata liceum miał spędzić samotnie. Lecz może jednak nie? - Cześć!…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Obraz innymi Oczyma — czytnik · opowiadania