Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 16 min czytania

OBSESJA

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

"Jeśli odejdziesz, zabiję się To już postanowione Jeśli odejdziesz, wyrzucę się przez okno z dziesiątego piętra W liście napiszę, że to twoja wina, bo odszedłeś A miałam nadzieję, że to będzie trwało wiecznie. Umrę bez ciebie. Chyba wiesz... Wiesz... prawda?"

Czekałam w poczekalni, wbijając wzrok w lśniącą posadzkę. Pielęgniarka powiedziała, że za chwilę będą wyniki moich badań. Byłam już przyzwyczajona do ciągłych odwiedzin w szpitalu. To już drugi rok, kiedy regularnie, w odstępach trzytygodniowych (czasami częściej) zjawiałam się u najrozmaitszych lekarzy kardiologów i wysłuchiwałam tych samych, nudnych frazesów. Lekarze mówią na to kadiomiopatia przerostowa. Nie znają jej przyczyn. Każą unikać wysiłku fizycznego i stresu. Zawsze miałam słabe serce i nerwy. Często mdlałam. Dla ludzi wyglądało to tak, że po prostu upadałam, jednak we mnie cały ten proces trwa o wiele dłużej. Najpierw otępia mi słuch, zaczynam widzieć o wiele wyraźniej o oddychać bardzo głęboko. W tym momencie już wiem, że to się wydarzy i że nic na to nie poradzę. Za każdym jednak razem zastanawiam się nad jednym: co będzie, jeśli tym razem nie przeżyję? Co będzie, jeśli tym razem to coś poważniejszego, niż tylko omdlenie? Co, jeśli to już koniec? I za każdym razem, kiedy otwieram oczy i okazuje się, że to jeszcze nie teraz... myślę o nim... Zawsze wracałam do domu, wsłuchując się w odgłos obcasów uderzających o posadzkę i zastanawiałam się, czy on też - tak jak ja przed jego powrotem - nasłuchuje koło drzwi moich kroków. Ale ile razy wchodziłam do mieszkania, on siedział przy telewizorze, czytał, rozmawiał przez telefon... Może to ukrywał - ja też, kiedy byłam pewna, że to on idzie, odskakiwałam od drzwi i udawałam, że nie marnuję czasu i zajmuję się zwykłymi sprawami. O wielu rzeczach nie miał pojęcia. Nie wiedział na przykład, że zanim zamieszkaliśmy razem, trzymałam jego zdjęcia dosłownie wszędzie - w kopercie, w pudełku, w szafkach, w portfelu, pod poduszką i w kieszeni płaszcza. Na widoku miałam tylko te zwykle, nie wzbudzające podejrzeń fotografie. Nie dlatego, że kontrolowałam jeszcze swoje szaleństwo - dlatego, że nie mieszkałam sama i nie chciałam się narażać na setki kłopotliwych pytań. Wiem, że gdybym miała własny dom, to na każdej ścianie byłaby tapeta z jego zdjęć. A dziś, choć miałam go na co dzień, to i tak patrząc na jego utrwalony na fotografiach wizerunek, moje serce zdawało się wyskakiwać z piersi. Jak miałam unikać stresu, skoro dostawałam palpitacji serca na sam widok jego twarzy...? Poznałam go jeszcze w szkole i choć na początku go nie cierpiałam, szybko okazało się, że jest tym jedynym, moim powietrzem, moim światem, moim życiem, moim Bogiem. Tak - on był moim Chrystusem. Ja wiem, to odważne stwierdzenie. Ale to właśnie na jego przyjście czekałam jak na wybawienie, modliłam się do niego, mogłabym klęczeć i jego stóp, wykrzykiwać jego imię albo chodzić po ulicach i opowiadać o nim obcym ludziom. Zdobyłam jego przyjaźń, ale radość tym spowodowana wystarczyła tylko na parę miesięcy. Chciałam więcej. Budowałam swoją rzeczywistość wokół jego osoby, samą siebie spychając na dalszy plan. Miałam za sobą już kilka historii miłosnych, ale żadna nie była tak silna. To przy nim pojęłam ideę prawdziwej miłości. Pieprzę siebie. Chcę tylko jego szczęścia i jestem gotowa zrobić wszystko. Masz mnie. Chcesz? Bierz. Rób co chcesz. Proś o co chcesz. Zrobię wszystko. Wszystko. I odkąd uzmysłowiłam sobie, że to jest ten człowiek, już nic nie było takie samo. Cierpiałam i płakałam, bo nie byłam w jego życiu tak, jak on był w moim. "Ten, który kocha, powinien dzielić los tego, kogo kocha". Ale jeśli odbiera mu się na to szansę - zostaje tylko tęsknota i ogromny ból. Był zawsze daleko, zawsze daleko albo jeszcze dalej. Co robisz? - pytałam. Przymykasz oczy? Bierzesz głęboki wdech? To tak strasznie boli... Więc nie myśleć. Zetrzeć obraz z oczu, wymazać, wyrzucić z pamięci. Lecz w samotności maski opadają... Można zwariować. Czy już? A miało być lepiej. Czasami tak mnie dopadało... to rozedrganie... bym choć raz zobaczyła jego błyszczące oczy... jak się uśmiecha czystym szczęściem... By choć raz dotknął mojej twarzy lekko... by choć raz objął i przytulił jak najmocniej, jak najczulej i jak najbliżej... by ogarnęło mnie jego ciepło... A potem mogłabym zwariować lub umrzeć. Szalałam. Zamykałam oczy i widziałam jego dom, w którym byłam zaledwie kilka razy podczas tych czterech lat, pod pretekstem pożyczenia zeszytu lub wytłumaczenia mi tematu (przyjaźń to dobre dla trzynastolatek - ja nie byłam z kamienia i miałam normalne potrzeby, dlatego za każdym razem, kiedy tam przychodziłam, miałam nadzieję, że wreszcie zadziała, że zrobi ze mną coś, cokolwiek, w dowolny sposób, jak tylko chce). Czułam go, wdychałam, oglądałam. Widziałam, co robi, jak się uczy, czyta, jak schodzi na dół po coś do picia. Stałam za nim. Chodziłam za nim. Słyszał mój oddech? Bicie mojego serca? Czuł, jak wyciągam ręce w jego stronę? Nie. Bo oddzielała mnie od niego szyba z pancernego szkła. Kiedy człowiek marzy, budzi się w piekle. Dopóki z nim nie zamieszkałam, byłam chora w każdym momencie, kiedy mnie z nim nie było, kiedy go nie widziałam. Jeszcze gorzej, kiedy wiedziałam, że jest z kimś innym - kolegami, rodziną, kimkolwiek. Mężczyzna, kobieta, rodzina, pies, książka - wszystko było dla mnie zagrożeniem. Dlatego, że wszyscy zawsze byli lepsi ode mnie i byłam przekonana, że każda jego chwila spędzona z nimi, oddala mnie od niego na odległość większą, niż którą mogę zmniejszyć następnym spotkaniem, rozmową, kontaktem. Że w tej walce ja wypadam beznadziejnie. Nigdy nie byłam dla niego pierwsza i dostawałam białej gorączki, ilekroć robił coś, w czym ja nie mogłam brać udziału. Wydawałam majątek na kupowanie książek, które czytał, magazynów samochodowych, które przeglądał, kupowałam gazety erotyczne, które widziałam w jego rękach i oglądając zdjęcia zastanawiałam się, co mam zrobić, żeby być taka, jak one. Chciałam, żeby patrzył na mnie tak, jak patrzył na zdjęcia tych dziwek. Krzyczałam: kurwa, otwórz wreszcie te swoje błyszczące oczy i zobacz, kto pragnie cię tak bardzo, że już nie może żyć inaczej, jak tylko marzeniami o tym, że kiedyś będziemy razem. Zastanawiałam się, czy to już przekroczenie normalności, kiedy jeździłam do jego dzielnicy i urządzałam spacery koło jego domu, szkoły, kościoła i sklepów, w których być może robił zakupy. Czy to przekroczenie granic normalności, kiedy cięłam się do krwi, aby się ukarać, poniżyć, skrzywdzić, z przeświadczeniem, że naprawdę na to zasługuję. Nie robiłam tego wcześniej. Dopiero, kiedy on się pojawił w moim życiu. I nie od razu, bo początkowo ta miłość była radością. Czy to przekroczenie granic, kiedy wieczorami się do niego modliłam? Zwierzałam się z tego, a wszyscy mówili, że to nienormalna miłość. Wściekałam się. Kto ma prawo osądzać, która miłość jest normalna, a która nie i gdzie przebiega granica? Może to ta miłość jest tą idealną, może tylko pełne poświęcenie jest miłością, a wszystkie inne to tylko marne namiastki. Marzyłam o tym, żeby być zawsze przy nim, do końca swoich dni. Chciałam istnieć w jego życiu, być jego integralną częścią, chciałam, by o mnie myślał i pamiętał, bym była przy nim w jego myślach, tak jak on zawsze był w moich. Kochałam go bardziej, niż byłam w stanie znieść, wzięłabym z jego rąk wszystko, co by mi dał. Byłam gotowa czołgać się u jego stóp, lizać ziemię, po której chodzi, iść za nim do piekła. Zrobiłabym wszystko, czego by ode mnie zażądał. Oddała wszystko, co mam i zdobyła to, czego nie mam. Kochałam go jak Boga i byłam przekonana, że jestem mu winna wszystko, a on mi nic. Pragnęłam jego uwagi i miłości lub nienawiści - jednego pełnego uczucia skierowanego w całości na mnie - żebym wiedziała, na czym stoję. Chcesz mnie rżnąć, to rżnij, proszę - mówiłam. Chcesz wiązać, kaleczyć, posuwać w dupę, gwałcić - rób to. Ale RÓB coś. Rób coś... ZE MNĄ. Ja

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
OBSESJA — czytnik · opowiadania