Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 7 min czytania

Och, chłopcy, moi chłopcy.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Leżeli na wpół rozebrani. Ona, oparta na ramieniu, głaskała jego klatkę piersiową, podziwiała wystające żebra., płaski brzuch i delikatnie wyrzeźbione piersi. On wpatrywał się w sufit lekko mrużąc oczy. Przytknął jej do ust papierosa. Ot, cała dorosłość na jaką było ich stać. Wciągnęła dym. Czuła krew wibrującą w całym ciele. Przekręciła się na plecy. - Kocham Cię... – zaszemrała, wypuszczając jasną mgiełkę. Uśmiechnął się tylko i usiadł na brzegu łóżka. Poczuła ukłucie w sercu. Niewiele potrafili ukryć przed sobą, łączyła ich niezwykła więź, dla kogoś, kto jej nie doświadczył po prostu śmieszna. Oplotła ramionami jego szyję i zmartwiona wyszeptała mu do ucha: - Co się dzieje, kocie? Denerwuję się, coś jest nie w porządku. – Milczał. Napięcie wzrastało, nieświadomie torturował ją, posypując solą tę małą rankę, którą zadał jej swym niepokojącym spojrzeniem. Wiedziała, że nie może się mylić. - Wyprowadzam się – rzucił sucho. - Co? – otworzyła szerzej oczy. – Co robisz?! Bo chyba nie usłyszałam. – przerażenie maskowała histerycznym śmiechem, lecz w oczach zbierały się już łzy. Potoki łez. - Tylko nie płacz, proszę. - Nie płacz?! Właśnie dowiedziałam się, że Cię stracę, a Ty każesz mi nie płakać! - I nie krzycz. Nie stracisz mnie. To tylko przeprowadzka. Wciąż Cię kocham. Załkała. Wszystkie emocje jakie w sobie miała stłumił ogromny, duszący smutek. Oplotła się jego ramionami siadając mu na kolanach, przytulając twarz do jego lica, nie zważając na to, czy tego chce. Poczuła nagle przeszywające zimno, ale to marzła dusza, jakby na myśl, że już niedługo nie będzie drugiego serca, mogącego ją otulić. - Gdzie? - Olsztyn. Matka chce w końcu być bliżej rodziny. To nie jest koniec, pamiętaj, proszę.

Od dnia rozstania nie było już ‘ich’, gdzieś rozpłynęli się w natłoku codziennych wydarzeń. Choć dzwonił tak często, zapewniał, że kocha, to marzenia o wspólnym życiu, rodzinie, zastąpiły nowe, zupełnie niepodobne do tych niedawnych. Zniknęli ‘oni’ i zostałam tylko ja, w żałobie po naszym związku, po nim, gdyż czułam się, jakby umarł. Długo nie potrafiłam zrozumieć dlaczego przestałam wierzyć, kochać. Zostałam ja, a raczej my. Stare demony wyszły spod łóżka i okazały się być przyjaciółmi. Ten, którego bałam się najbardziej – nawet kimś więcej. Patrząc na to z perspektywy trzeciej osoby byłam przerażona, że tak skutecznie wymazałam go ze swojego życia. Z życia się udało, trudniej wyrzucić go z głowy. Jednak on pokochał kolejny raz, a ja zrobiłam to samo.

Pukanie do drzwi pokoju. Opalony chłopiec – jakże inaczej mogę go teraz nazwać? – o blond włosach przewrócił oczami. Wychyliła się twarz jego matki. - Chcecie coś do picia? - Nie, dziękuję – uśmiechnęłam się do niej. Natychmiast odwzajemniła uśmiech. - Ja też nie chcę. - No dobrze, to już wam nie przeszkadzam… - drzwi zamknęły się. Matki, zawsze mnie lubiły. Może nawet czasem bardziej, niż ich dzieci. W końcu one widziały tylko ten śliczny, dziewczęcy uśmiech. Widziały krzywe, żółtawe ząbki nadające mi klasy i powabu Pippi Langstrumpf. Dbałam, by nie zauważały mojego biustu, kontrastu między wąską talią, a bujnymi, kształtnymi biodrami. Do ich uszu nie docierały plotki o mnie. Nie słyszały mojego krzyku. One nie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Och, chłopcy, moi chłopcy. — czytnik · opowiadania