Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 11 min czytania

Oczy mojego demona

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Oczy mojego demona

Każdy z nas ma swoje demony. Niektórzy mniejsze, które czasem tylko dają o sobie znać wbijając pazur w delikatny, czuły punkt. A inni większe, które trzymają twardo w swych szponach bezlitośnie odciągając od właściwego świata. Demonem może być nałóg, jak alkohol, papierosy. Może nim być złość, zazdrość... Mój własny, prywatny demon miał piękne, rude włosy i niesamowicie zielone oczy. Po raz pierwszy zobaczyłem ją w kościele. Od razu wyłapałem ją z tłumu. Nie tylko dlatego, że była obca. Bo dokładnie znałem wszystkich moich parafian, tak jak to jest w tych małych, prowincjonalnych kościółkach. Zobaczyłem ją bo była... inna. Inna niż wszystkie kobiety jakie kiedykolwiek znałem. Siedziała w pierwszej ławce. Miała na sobie seledynową sukienkę na cienkich ramiączkach, zwiewną, prostą. Pamiętam dokładnie. Pamiętam, że nie miała żadnych ozdób, poza małym medalikiem na szyi. Rude, falowane włosy były rozpuszczone. Po prostu promieniowała obcością, wyrafinowaniem i... grzechem. Pamiętam to potworne, dręczące uczucie, że samym patrzeniem obrażam Pana. A jednak patrzyłem na nią cały czas, nie potrafiąc oderwać wzroku. Kiedy uśmiechnęła się do mnie, miałem nieodparte uczucie, że coś wpełza mi po plecach. Coś długiego i śliskiego oplotło mnie w pasie i wyżej, na piersi, dotarło do mojego ramienia. Usłyszałem syk tuż obok mojego ucha. A potem to coś przemówiło niesamowitym, straszliwym głosem, którego zwyczajnie nie potrafię opisać. - Chceszsz jej... - syknął. Czułem jego ciepły oddech na twarzy i w uchu. - Chceszsz... - powtórzył. Chciałem. - Pragnieszsz... Pragnąłem. - Będzieszsz myślał... walczył... ale ulegnieszsz. Wieszsz o tym. Wieszsz... Wiedziałem. Potem nagle się obudziłem. Powiedzieć, że poczułem jakby ktoś oblał mnie wiadrem zimnej wody byłoby dużo za delikatnie. Poczułem się raczej jakby ktoś wrzucił mnie do lodowatego stawu i potrzymał chwilę pod powierzchnią. Ludzie zaczynali się rozchodzić. Nie przypominałem sobie, żebym udzielił im błogosławieństwa. Właściwie, to nie pamiętam prawie nic ze mszy, przynajmniej z tego co mówiłem i robiłem. No ale skoro msza się skończyła, znaczy trzeba się zbierać. Wszedłem do zakrystii i usiadłem na krześle. Próbowałem ułożyć sobie wszystko w głowie. Ale jakoś mi nie szło. Wciąż myślałem o Rudowłosej. Wtedy drzwi skrzypnęły cichutko. Może nie słyszałem pukania, a może nikt nie pukał... Stała w drzwiach i uśmiechała się leciutko. Była piękna.. - Dzień dobry - powiedziała z zagranicznym akcentem. Francuskim? - Dzień dobry - odpowiedziałem trochę chrapliwie, bo nagle zaschło mi w gardle. - Ja... - zaczęła - Ja właściwie to jestem niewierząca. Ale chciałabym posłuchać, jak ksiądz mówi o swoim Bogu. Bo na mszy to ksiądz pięknie mówił - znów się uśmiechnęła. Odrzuciłem natrętne pytanie, po co przyszła do kościoła, skoro jest ateistką. - Bardzo chętnie. Może przyjmie pani naszą wiarę, jeśli... - Nie jestem tym zainteresowana - przerwała. - Ale posłucham chętnie. Mieszkam u pani Marianny Be... Be-cośtam. - Tak, wiem gdzie to jest. - Więc przyjdziesz? - przeszła na 'ty'. Wiedziałem, że powinienem odmówić, jestem księdzem, a ja nie myślałem o niej jak o parafiance. Myślałem o niej jak o najpiękniejszej kobiecie na świecie, która jest przy tym próżna, pyszna i ... cudowna Nie mogę się zgodzić. Byłem zupełnie pewien, że jeśli się zgodzę to będzie mój największy błąd. - Zgoda - odezwałem się po chwili milczenia. Dopiero teraz przekonałem się ile tak naprawdę potrzeba silnej woli, żeby walczyć z Pokusą. Tak, ta kobieta to nie tylko zwykła ciągota jakie napotykamy codziennie. Ona była prawdziwą Pokusą, samą esencją zakazanego owocu. - Świetnie. Dziś o piątej - odwróciła się wyszła, zostawiając mnie sam na sam z wrzeszczącym we mnie sumieniem. Przez kilka godzin modliłem się. Zażarcie, jak jeszcze nigdy dotąd, niemalże płakałem. Gorąco przepraszałem za grzechy które popełniłem i który popełnię idąc dziś do niej. Bo wiedziałem, że nie zdołam się już wycofać. Stanąłem przed domem Marianny punktualnie o piątej. Zastanawiałem się, jak jej powiedzieć, że przyszedłem do nowej lokatorki. Co ona sobie pomyśli? Powinienem zawrócić. Ale nie potrafiłem. Być może jeszcze nie było zbyt późno, lecz brnąłem w to bagno dalej i dalej, coraz silniej pragnąc zatracenia, które otrzymałbym w cudownie grzesznym spełnieniu. Zapukałem i po chwili w drzwiach ukazała się pani domu. Przywitała się grzecznie, lecz patrzyła na mnie podejrzliwie. Powiedziałem po co przyszedłem. Nie odpowiedziała mi tylko wskazała schody i zrobiła minę typu 'tego się obawiałam'. Wszedłem po schodach, wiedziałem który pokój Marianna zawsze wynajmuje przyjezdnym, bywałem tu całkiem często. Stanąłem przed drzwiami i myślałem intensywnie. Jeszcze mogę się wycofać i wytłumaczyć potem, że źle się poczułem, zaspałem, czy cokolwiek innego. Mogę jeszcze zejść z powrotem na dół i wrócić spokojnie do domu, a ta kobieta wyjedzie niedługo. Mogłem zostać przy moim zwykłym, codziennym życiem, lub wejść tu, do miejsca gdzie zaczynała się dla mnie mroczna tajemnica. Stojąc pod drzwiami niemal czułem intensywny, nieprzyzwoicie słodki i otumaniający smak jabłka z Rajskiego Ogrodu. Wargi miałem suche i spierzchnięte, złaknione soku zakazanego owocu... Myśli wirowały w mojej głowie, gdy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%